Lars Klingbeil i Roland Lescure, ministrowie finansów Niemiec i Francji oświadczyli na wspólnej konferencji prasowej w Berlinie, że kraje europejskie w jasny sposób odpowiedzą na amerykańskie groźby celne. W sobotę prezydent Donald Trump zapowiedział cła, co ma być sposobem na wymuszenie uległości państw Starego Kontynentu w sprawie Grenlandii. - My, Europejczycy, musimy jasno powiedzieć: granica została osiągnięta - powiedział Klingbeil.
W weekend Pałac Elizejski zagroził zastosowaniem unijnego instrumentu przeciwko przymusowi gospodarczemu, co oznaczałoby między innymi zamknięcie europejskiego rynku zamówień publicznych dla amerykańskich firm. Paryż domaga się również zawieszenia umowy celnej między USA a Europą sprzed kilku miesięcy, na mocy której Wspólnota zrezygnowała z nałożenia ceł o wartości 93 miliardów euro na amerykańskie towary.
Z kolei Roland Lescure nazwał groźby Trumpa "szantażem", oświadczając, że trzeba wziąć pod uwagę wszystkie możliwe działania odwetowe. - Zwołam w najbliższych dniach naradę ministrów finansów grupy G7, by poruszyć te kwestie - powiedział po rozmowach w Berlinie. Choć niektóre kraje europejskie, jak Włochy, dystansują się wobec twardego kursu Paryża, to jest oficjalne potwierdzenie, że w czwartek (22 stycznia) odbędzie się nadzwyczajny szczyt unijny. Tematem rozmów będzie kwestia ewentualnych amerykańskich ceł na kraje wspierające Grenlandię. O terminie powiadomiła rzeczniczka szefa Rady Europejskiej Antonio Costy.
Wśród rozważanych opcji jest też instrument antyprzymusowy znany jako Anti-Coercion Instrument (ACI), który jest stosowany w nadzwyczajnych okolicznościach np. zastraszania UE przez inne państwa. Znajduje się tam szereg mechanizmów ekonomicznych, które mogą w znacznym stopniu uderzyć w amerykańską gospodarkę, m.in. poprzez cła oraz ograniczenia handlowe, inwestycyjne czy związane z przetargami publicznymi.
Lescure stwierdził, że należy rozważyć możliwość użycia ACI. - Francja chce, abyśmy zbadali tę możliwość, mając oczywiście nadzieję, że zwycięży odstraszanie - powiedział francuski minister. Wspomniał również, że ma nadzieję na powrót relacji do poziomu "przyjaznego i opartego na negocjacjach, a nie na groźbach i szantażu". Lars Klingbeil wyjaśnił natomiast, że nie jest zainteresowany eskalacją, która byłaby szkodliwa zarówno dla unijnej, jak i amerykańskiej gospodarki.
Tymczasem w niedzielę (18 stycznia) Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent w wywiadzie dla NBC stwierdził, że Europa jest słaba i pomimo ostrego języka, nie jest w stanie zabezpieczyć kluczowych regionów. Wspomniał również, że Stany Zjednoczone nie ustąpią w sprawie Grenlandii. Z kolei Lars Klingbeil ostrzegał, że więzi między Europą i USA się rozpadają. Roland Lescure sądzi, że UE powinna wdrożyć reformy, które zwiększą jej produktywność oraz możliwości technologiczne, co miałoby pokazać, że Europa wciąż jest silna. - Naszym celem w nadchodzących dniach, tygodniach, kwartałach i latach jest uprzejme, ale stanowcze przekonanie Scotta Bessenta, że się myli - wyjaśnił francuski polityk.
Podobną opinię w rozmowie z money.pl wyraził minister finansów RP Andrzej Domański. - Nie możemy się dać podzielić. Groźby są kierowane wobec konkretnych państw, ale musimy pamiętać, że jesteśmy jednym rynkiem. Cieszę się, że Europa szybko podjęła działania, mieliśmy spotkanie ambasadorów, przed nami spotkanie liderów. Nie służy nam eskalacja, cła są złe dla firm i konsumentów - powiedział.
Czytaj też:Ostrzeżenie po tyradzie Trumpa. "To może skończyć się źle dla polskich obywateli"