Nowe cła. Stracą sojusznicy USA, zyskają Chiny. "Potknięcie o własne nogi"

Unia Europejska straci, a Chiny zyskają - takie mogą być skutki najnowszego zamieszania ws. amerykańskich ceł. Wyliczono, jakie będą realne konsekwencje głośnego wyroku dot. polityki handlowej.
Prezydent USA Donald Trump spotyka się z prezydentem Chin Xi Jinpingiem na marginesie szczytu APEC w Pusan.
Fot. REUTERS/Evelyn Hockstein

Sąd Najwyższy w USA uznał, że prezydent Donald Trump przekroczył swoje uprawnienia, nakładając w ubiegłym roku globalne cła. W teorii powinno to oznaczać wycofanie się administracji amerykańskiej z dodatkowych taryf. Praktyka jest jednak inna.

Zyskają Chiny i Brazylia. Taki był plan?

Wprowadzając cła, Donald Trump powoływał się na ustawę o międzynarodowych nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych (tzw. IEEPA). Właśnie to zakwestionował sąd. Dlatego zamiast tej ustawy wykorzystano inny mechanizm, który pozwala na wprowadzenie ogólnych ceł na 150 dni. Donald Trump już zapowiedział, że wyniosą one 15 proc. i dotkną "wszystkich". Paradoks tej sytuacji polega na tym, że na tej zmianie najmocniej stracą sojusznicy USA, a najbardziej zyskają państwa głośno krytykowane przez amerykańską administrację.

Zobacz wideo Trump gra na rozpad UE

"Financial Times" powołując się na dane niezależnej organizacji monitorującej handel Global Trade Alert, podaje, że największą obniżkę średnich stawek celnych odczuje Brazylia - o 13,6 punktu procentowego - a na kolejnym miejscu znajdą się Chiny, których stawki obniżą się o 7,1 punktu procentowego. - Kraje takie jak Chiny, Brazylia, Meksyk i Kanada, które spotkały się z największą krytyką Białego Domu i zostały objęte taryfami IEEPA na mocy specjalnych rozporządzeń wykonawczych, odnotowały największy spadek taryf - zauważa Johannes Fritz, ekonomista i dyrektor generalny GTA, który przeprowadził analizę. 

Stracą sojusznicy USA. "Potknięcie o własne nogi"

Do tego korzyści z nowego systemu odniosą azjatyccy producenci, tacy jak Wietnam, Tajlandia i Malezja, którzy często byli krytykowani przez Trumpa za ogromne nadwyżki handlowe w relacjach z USA. Innymi słowy, państwa, które miały zostać najbardziej dotknięte przez cła, ostatecznie wychodzą najlepiej na zmianie przepisów. Przedstawiciel USA ds. handlu Jamieson Greer w rozmowie z CNBC już zapowiedział, że władze będą szukać nowych przepisów, na podstawie których mogą obciążyć te państwa dodatkowymi taryfami. Wobec Brazylii i Chin miało już zostać wszczęte specjalne dochodzenie. Ma dotyczyć m.in. nieuczciwych praktyk handlowych. 

Wśród największych przegranych nowej globalnej stawki jest Wielka Brytania, która zapewniła sobie 10-procentowe cło na wiele towarów, ale teraz odnotuje wzrost średniej stawki celnej o 2,1 punktu procentowego. Z kolei Unia Europejska, która w umowie handlowej z Waszyngtonem zapewniła sobie 15-procentową stawkę celną, odnotuje ogólny wzrost o 0,8 punktu procentowego. Najmocniej te zmiany mogą odczuć Włochy i Francja. Podwyżkę ceł odczuje też m.in. Japonia. Co ciekawe, dotychczas średnio stawka celna w USA wyniosła 13,2 proc., a więc była niższa od nowej propozycji amerykańskiej administracji. 

"Taryfowe fikołki Ameryki: obrywają najmocniej sojusznicy, a Chiny i ich handlowe proxy mają taryfę ulgową" - zauważa dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski. "Nie przyda to powagi Waszyngtonowi, który potyka się o własne nogi" - dodaje. Ekonomista Johannes Fritz dodaje, że w praktyce ta zmiana oznacza, że "gra zaczyna się od nowa", a zainteresowane państwa ponownie będą musiały negocjować wysokość stawek celnych. 

Przeczytaj też: Unia Europejska stawia się USA. "Czysty chaos. Umowa to umowa".

Więcej o: