Aston Martin przyznaje wprost, że nie poradził sobie z trudną sytuacją rynkową i będzie musiał przeprowadzić zwolnienia grupowe. W zeszłym roku firma zanotowała stratę na poziomie 363,9 mln funtów. Aby zasypać tę dziurę, ma zwolnić ok. 500 osób. To ok. 20 proc. wszystkich pracowników, których w komunikacie prasowym nazwano "cennymi". Ten ruch ma przynieść ok. 40 mln funtów oszczędności.
Już w zeszłym roku brytyjski producent zwolnił 170 osób, ale czas pokazał, że to nie wystarczyło. "Rozpoczęliśmy na początku 2025 roku proces wprowadzania zmian organizacyjnych, aby zapewnić firmie odpowiednie zasoby na potrzeby realizacji przyszłych planów. Pod koniec 2025 roku musieliśmy podjąć trudną decyzję o wdrożeniu dalszych zmian" - podaje firma. Redukcja obejmie wszystkie stanowiska w firmie, w tym także pracowników fabryki. Głównie odczują to Brytyjczycy, bo właśnie w tym kraju Aston Martin ma swoje główne oddziały.
Adrian Hallmark, dyrektor generalny Aston Martin, przyznał, że redukcja etatów "nie rozwiąże problemów z dostosowaniem wielkości firmy, ale jest ważnym elementem całościowego obrazu". Dodał, że proces redukcji liczebności załogi jest już w toku i jest ważny, aby mogli "stać się szczuplejsi i bardziej efektywni w przyszłości", cytowany przez The Guardian.
Trudną sytuację finansową Aston Martin tłumaczy czynnikami zewnętrznymi. Wskazał przede wszystkim na presję handlową spowodowaną amerykańskimi cłami. Ze względu na decyzję Donalda Trumpa poprzedni rok firma nazwała "najbardziej burzliwym w ostatnich czasach". Przyznaje, że "była zmuszona poruszać się w nieprzewidywalnym otoczeniu politycznym i zmagać się z wyzwaniami w łańcuchu dostaw, co ostatecznie wpłynęło na wolumeny, wydajność i marże". "Ten rok uświadomił nam jedną rzecz, której nie sposób zignorować: nawet najbardziej odporne marki luksusowe nie są chronione przed tarciami geopolitycznymi, a przeciwności losu wywołane przez te bariery handlowe zmieniły otoczenie konkurencyjne w sposób, który wymaga od nas adaptacji i podejmowania trudnych decyzji" - czytamy dalej.
Dodatkowo firma borykała się z małym popytem, za którym mają być odpowiedzialne m.in. Chiny. Rzecznik Aston Martin w rozmowie z BBC przyznał, że "popyt w Chinach, największym rynku motoryzacyjnym świata, również był niezwykle ograniczony".
Finansowe problemy Aston Martina zapowiadały już wcześniejsze decyzje tej marki. W ramach starań o poprawę swojej sytuacji finansowej, w zeszłym tygodniu zawarła wartą 50 milionów funtów umowę na sprzedaż praw do wieczystego użytkowania marki swojego zespołu Formuły 1. Już w październiku ograniczono też wydatki na rozwój nowych pojazdów.
Aston Martin zapowiada jednak, że w 2026 r. firma spodziewa się poprawy wyników finansowych, dzięki m.in. wypuszczeniu na rynek około 500 egzemplarzy hipersamochodu Valhalla oraz trwającym działaniom, mającym na celu redukcję kosztów.
Przeczytaj też: "Bezrobocie w górę, wakatów mniej, koniec pracy zdalnej. Co się dzieje na rynku pracy?".