Amerykański Fed podjął decyzję, oglądając się na konflikt na Bliskim Wschodzie i cła, ale nie na naciski Trumpa

Mało kto spodziewał się, że amerykański Fed zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych. Mimo to na Wall Street czekano w napięciu. Rezerwa Federalna podjęła decyzję zgodnie z danymi proinflacyjnymi, za którymi stoi wojna w Iranie oraz wojna handlowa.
Amerykański nie obniżył stóp procentowych w myśl strategi 'czeka i obserwuj' (konflikt na Bliskim Wschodzie)
Fot. REUTERS/Jeenah Moon

Ogłoszenie decyzji FOMC (Federal Open Market Committee, czyli organu Rezerwy Federalnej, do którego należy ruch w sprawie stóp procentowych, wchodzi on w skład Fed, czyli amerykańskiego banku centralnego) poprzedziło dwudniowe posiedzenie tego organu. W środę o godz. 19 polskiego czasu ogłoszono, że stopy procentowe pozostaną bez zmian.

Pół godziny później dowiedzieliśmy się, jakie były powody, dla których Fed zdecydował o utrzymaniu dotychczasowych stóp. Najważniejsze czynniki, na jakie powołano się za oceanem, to: wojna handlowa, dane inflacyjne, niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie, narastające problemy na rynku zatrudnienia.

Dla bankierów nie jest to zaskoczenie, choć Donald Trump wyczekiwał innego scenariusza. 

Naciski z Białego Domu

To, czym żyją teraz światowe rynki finansowe, jest oczywiste. Atak na Iran, którego konsekwencją była blokada Cieśniny Ormuz i tankowców transportujących tamtejszym szlakiem ropę naftową i skroplony gaz ziemny, odbiło się na rekordowych wzrostach cen tych surowców i prognozach proinflacyjnych. Cena baryłki ropy skoczyła do ponad 100 dolarów (w 2025 wynosiła ponad 50), aktywa takie, jak obligacje skarbowe, zaczęły tracić na wartości. Ta napędzająca się spirala niepewności na światowych giełdach sprawiła, że niektórzy analitycy prognozowali nawet wzrost stóp procentowych.

Co istotne, akurat Stany Zjednoczone są eksporterem ropy netto, więc jej wyższe ceny nie mają aż tak mocnego działania proinflacyjnego. Jednak nie sposób nie wspomnieć o jednym, ważnym czynniku jeśli chodzi o środową decyzję zza oceanu, czyli konfliktu na linii Donald Trump - szef Rezerwy Federalnej Jerome Powell. Amerykański prezydent wielokrotnie naciskał i wzywał Powella do obniżki, a że ten nie chciał się ugiąć, zainicjował wobec niego śledztwo w sprawie remontu budynku Fed.

Agencja Reutera alarmowała, że jeśli decyzja Powella będzie podyktowana żądaniami Trumpa, a nie wskaźnikami ekonomicznymi, "może doprowadzić to do niestabilności na globalnych rynkach finansowych, a z czasem może wystraszyć inwestorów". Przeważały jednak głosy z amerykańskiego rynku, według których Powell - wobec globalnej niepewności - zdecyduje się na strategię "wait and see" (czyli czekaj i obserwuj).

Podczas konferencji prasowej Jerome Powell bez wahania wymieniał jednak możliwe konsekwencje wojny w Iranie: - Nie wiemy, jak długo potrwają i jak wielkie będą szoki cenowe związane z sytuacją na rynku ropy. Na tym polega ekonomia, nie da się przewidzieć zdarzeń geopolitycznych. Jednak jeśli potrwa to długo, co musimy zakładać w naszych scenariuszach, będzie to miało wpływ na dobra konsumpcyjne, na pensje Amerykanów, na zatrudnienie, na wydatki i na presję inflacyjną. (...) Naszą rolą jest łagodzić takie skutki, trzymać inflację w ryzach i stabilizować zatrudnienie, więc stąd nasza decyzja.

Pytany przez dziennikarkę "The New York Times'a" o inflację, która utrzymuje się od pięciu lat, odpowiedział: - Ceny towarów się poprawiły, ale niestety sytuacja z cłami nie pomaga, bo kto płaci za dodatkowe cła na towary w wyniku zawirowań na tym rynku? Oczywiście konsument. 

Powell dużo mówił o sytuacji na rynku pracy: - Stopa bezrobocia jest na tym samym poziomie od września ubiegłego roku, mimo że obserwujemy procesy zwolnień grupowych, ale na to nakłada się zmniejszony popyt na zatrudnienie, po prostu nie przybywa miejsc pracy, a po drugie oczywistym czynnikiem jest sytuacja imigracyjna.

- Rynek pracy nie jest głównym czynnikiem przekładającym się bezpośrednio na decyzję o stopach procentowych, ale niskie zapotrzebowanie na pracę nas niepokoi, bo przyrost miejsc pracy w sektorze prywatnym jest bliski zeru, a to jest czynnik wzrostu gospodarczego. Przekłada się na inne elementy gospodarki, jak choćby nieruchomości - tłumaczył Powell. Szef Rezerwy Federalnej mówił też o inflacji bazowej PCE (miara dynamiki cen wyłączająca żywność i koszty energii), która skoczyła na 3,1 proc., osiągając tym samym najwyższy poziom od marca 2024 roku - To powyżej naszego celu, który wynosi 2 proc. - usłyszeliśmy podczas konferencji prasowej. 

Pytany o ryzyko stagflacji, odpowiedział krótko, że to termin z lat 70. ubiegłego wieku, kiedy parametry bezrobocia były dwucyfrowe a inflacja szybowała. 

Optymizmem powiało na chwilę

Brak obniżki oznacza, że stopy pozostaną na poziomie 3,50–3,75 proc. Przypomnijmy, że ostatnia obniżka była w grudniu ubiegłego roku, ale jeszcze we wrześniu Fed zaczął luzować politykę pieniężną i na chwilę powiało optymizmem.  

Powell skwitował, że rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie będzie jednym z kluczowych tematów podczas kolejnego posiedzenia FOMC za sześć tygodni.

Donald Trump zareagował błyskawicznie na decyzję, zwracając się w serwisach społecznościowych do Powella słowami: "Jerome Powell, kiedy według ciebie jest ZA PÓŹNO na obniżenie stóp?"

Więcej o: