Irańczycy przeprowadzili w środę atak na najważniejszą instalację gazową Kataru - Ras Laffa. W efekcie wybuchł tam pożar, który spowodował znaczne szkody. Obiekt, należący do QatarEnergy, dostarcza około jednej piątej globalnego zapotrzebowania na skroplony gaz ziemny (LNG). W 2025 roku QatarEnergy wyeksportował 80,97 mln ton LNG. Uderzono więc w strategiczny dla światowej energetyki punkt. Był to atak odwetowy na wcześniejszy ruch Izraela.
W głównym irańskim zakładzie gazowym, położonym w Bandar Kangan nad Zatoką Perską, doszło w środę do pożaru w wyniku ataku. Irańska telewizja przekazała, że część zakładów została trafiona pociskami USA i Izraela. Izraelskie media donosiły z kolei, że atak na South Pars został przeprowadzony przez Izrael za zgodą Stanów Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump wypiera się jednak amerykańskiego udziału.
"Izrael, rozzłoszczony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, agresywnie uderzył w duży obiekt znany jako złoże gazowe South Pars w Iranie. Została zaatakowana stosunkowo niewielka część całości. Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku i Katar w żaden sposób ani w żadnej formie nie był w to zaangażowany, ani nie miał pojęcia, że do tego dojdzie" - napisał Trump w serwisie Truth Social.
Tymczasem anonimowy przedstawiciele władz amerykańskich, cytowani przez dziennik "Wall Street Journal", powiedzieli, że Trump wydał zgodę na środowy izraelski atak na South Pars. Natomiast miała to być ostatnia tego typu zgoda, bo amerykański prezydent nie chce więcej uderzeń na obiekty energetyczne w Iranie. Popierając uderzenie, prezydent USA chciał wysłać sygnał Teheranowi w związku z blokowaniem przez Iran cieśniny Ormuz. Donald Trump uważa, że Iran odebrał ten sygnał i obecnie jest przeciwny atakom na irańską infrastrukturę energetyczną.
"Niestety Iran nie wiedział ani o tym, ani o żadnych innych istotnych faktach dotyczących ataku na South Pars i w sposób nieuzasadniony i niesprawiedliwy zaatakował część obiektu gazowego LNG Kataru. IZRAEL NIE PRZEPROWADZI WIĘCEJ ATAKÓW na to niezwykle ważne i cenne złoże South Pars, chyba że Iran nierozsądnie zdecyduje, by zaatakować bardzo niewinny w tym przypadku Katar. W takim przypadku USA, za pomocą i zgodą Izraela albo bez, wysadzą w powietrze całość South Pars z taką siłą i mocą, jakich Iran nigdy wcześniej nie widział" - zagroził. South Pars/North Dome to największe znane złoże gazu na świecie, dzielone przez Iran z Katarem. Dostarcza około 70 proc. gazu ziemnego zużywanego przez Iran, który eksploatuje je od końca lat 90. XX wieku.
"Nie chcę autoryzować tego poziomu przemocy i zniszczenia ze względu na długoterminowe skutki dla przyszłości Iranu, ale jeśli LNG Kataru zostanie ponownie zaatakowane, nie zawaham się. Dziękuję za uwagę. Prezydent DONALD J. TRUMP" - zakończył wpis.
Władze Kataru określiły irański atak jako "bezczelny" i "bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i stabilności regionu". "Strona irańska kontynuuje politykę eskalacyjną, która spycha region w otchłań i wciąga w konflikt państwa, które nie są stronami tego kryzysu" - podało ministerstwo w oświadczeniu. Dodano, że Katar "zastrzega sobie prawo do odpowiedzi".
Wciąż na celowniku irańskich rakiet i dronów jest infrastruktura energetyczna w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Władze w Abu Zabi poinformowały, że przechwyciły pociski, które kierowały się na obiekty gazowe Habshan i pole naftowe Bab. Nie odnotowano żadnych obrażeń, ale prace w obiektach gazowych zostały zawieszone. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Arabii Saudyjskiej poinformowało z kolei, że "udaremnia próbę ataku na jeden z obiektów gazowych w regionie wschodnim". Poinformowano o zniszczeniu pięciu dronów podczas próby zbliżenia się do obiektów energetycznych w regionie.
Po atakach na South Pars ceny ropy naftowej wyraźnie wzrosły. Ropa Brent idzie w górę aż o 4,6 proc. i kosztuje 112 dolarów za baryłkę. To najwyższe poziomy od 2022 r.
Przeczytaj też: "Nadzwyczajne koszty" Rainbow Tours idą w miliony. Winna wojna na Bliskim Wschodzie.