Historia górnictwa w Polsce powoli dobiega końca. Wydobycie węgla ma w naszym kraju zakończyć się do 2049 r. Powszechnie panuje jednak opinia, że to jeszcze nierealnie odległa data. Górnictwo z powodów ekonomicznych i rynkowych prawdopodobnie upadnie wcześniej. Do 2030 r. ma funkcjonować zaledwie kilka kopalni węgla. Wśród nich może być LW Bogdanka, która jak na polskie warunki, radzi sobie niezwykle dobrze i to bez państwowych dotacji.
Mówimy o kopalni, która w 2025 r. zanotowała 142 mln zysku (543,1 mln wyniku EBITDA) przy 2,85 mld zł przychodu (spadek w ujęciu rocznym o 22,1 proc.). Sprzedała przez ten czas 7,7 mln ton węgla handlowego. To o 5,6 proc. mniej niż rok wcześniej, ale wciąż wynik bardzo dobry. Na tyle dobry, że zarząd liczy, iż przedsiębiorstwo przetrwa transformację energetyczną. Sławomir Krenczyk, zastępca prezesa zarządu Bogdanki ds. rozwoju w rozmowie z Next.gazeta.pl przyznaje, że widzi spółkę jako "bezpiecznik dla systemu elektroenergetycznego".
Warto spojrzeć na aktywa górnicze i energetykę konwencjonalną w skali strategicznego myślenia o państwie. Posiadanie zasobu mocy w pełni zarządzanych, niezależnych od zewnętrznych łańcuchów dostaw czy warunków pogodowych, to dobry sposób na zabezpieczenie kraju i wzmocnienie jego odporności
- tłumaczył nam podczas Polskiego Kongresu Klimatycznego. - Mając dostęp do dużych zasobów węgla kamiennego, kompetencje do jego efektywnego wydobycia oraz nowoczesne aktywa wytwórcze, moglibyśmy potraktować je jako strategiczny rezerwuar na wypadek sytuacji kryzysowych - także po okresie, w którym zasoby te przestaną być potrzebne w codziennej energetyce - dodawał.
Gdyby więc OZE, atom oraz inne elementy miksu energetycznego przestały działać, wtedy do gry miałby wkraczać węgiel z Bogdanki. Sławomir Krenczyk jest zdania, że na transformację energetyczną trzeba spojrzeć z dwóch perspektyw.
- Pierwsza to perspektywa bezpiecznego społeczeństwa, które z optymizmem myśli o swoim dobrobycie i przyszłości. Chce się rozwijać w kierunku zwiększenia konkurencyjności oraz zamożności. To wizja, która kształtowała się w Polsce i Europie przez ostatnie 30 lat, gdy zastanawialiśmy się, jak UE powinna budować przewagę technologiczną, uniezależnić się od paliw kopalnych i wzmocnić gospodarki poprzez dostęp do taniej energii ze źródeł odnawialnych. Cele te, obok klimatycznych, stanowią istotę środowiska regulacyjno-ekonomicznego, które dziś nazywamy Zielonym Ładem i dekarbonizacją. Czy jednak Europie udało się osiągnąć te podstawowe założenia - tanią energię i przewagę technologiczną? Tutaj wszyscy mamy pewne wątpliwości - zwracał uwagę.
Dodał, że "pojawiła się jednak nowa, trudniejsza perspektywa: zagrożenia Europy ze strony Rosji, destabilizacji międzynarodowej oraz potencjalnego podważenia przez obecne władze USA sojuszu transatlantyckiego".
W tej sytuacji musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie i niezależności. W tej perspektywie dostępne w kraju surowce, będące pierwotnymi źródłami energii, takie jak węgiel, są elementami zapewniającymi to bezpieczeństwo oraz odporność państwa i społeczeństwa
- podkreślał. Ostatnie tygodnie pokazują, że inwestorzy (zwłaszcza w kontekście wysokich cen ropy naftowej) też patrzą przychylniej na węgiel. W ciągu ostatnich 3 miesięcy akcje Bogdanki na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie poszły w górę o ponad 40 proc.
O postrzeganiu węgla jako swego rodzaju energetyczne zabezpieczenia mówił też minister aktywów państwowych Wojciech Balczun. - Nie mamy dobrych warunków do wydobycia węgla, bo kopiemy go coraz głębiej, więc to oznacza bardzo wysokie koszty, ale ze względu na bezpieczeństwo państwa, posiadanie takiego źródła w określonych proporcjach i jednak przy kontroli kosztów, to jest coś, co powinno być uwzględniane - stwierdził w rozmowie z Polsat News. - Potrzebujemy dobrego, nowoczesnego, zrestrukturyzowanego i efektywnego kosztowo górnictwa - dodał. Takie wymagania spełnia właśnie LW Bogdanka.
Dzięki wypracowanym kompetencjom technologicznym i organizacyjnym, zdyscyplinowanej i odpowiedzialnej załodze oraz dobremu zarządzaniu - buduje dziś swoją przewagę. Jest to kopalnia, która w żaden sposób nie korzysta z dopłat bezpośrednich państwa. Potrafi funkcjonować na rynku na zasadzie rachunku ekonomicznego, pokrywając samodzielnie wszystkie koszty ze sprzedaży swojego produktu
- wyliczał atuty Bogdanki Sławomir Krenczyk. I w tym podejściu nie jest osamotniony. Także m.in. redaktor naczelny portalu energetyka24.com Jakub Wiech, który jest znany ze swojego krytycznego podejścia do sektora węglowego w Polsce, o przedsiębiorstwie wypowiada się dobrze.
- Za 10 lat wydobycie węgla w Polsce będzie marginalne, a być może zostanie już tylko jedna kopalnia węgla kamiennego, Bogdanka, bo ona sobie jeszcze jakoś radzi i może w długoterminowej perspektywie funkcjonować. Natomiast kopalnie śląskie będą gwałtownie zamykane - mówił niedawno w rozmowie z "Rzeczpospolitą". W swoich wpisach na portalach społecznościowych żartował, że Bogdanka na tle śląskich kopalni "lśni jak diament w popiele". W przeciwieństwie do kopalni śląskich zakład działa bez dotacji rządowych, co jest jednocześnie jego chlubą, ale też poważnym wyzwaniem.
Fakt, że lubelska kopalnia działa w hojnie wspieranej przez państwo branży bez dotacji, podkreślany jest w większości publikowanych przez firmę informacji. Brak korzystania z wsparcia powoduje bowiem, że spółka konkuruje w bardziej wymagających warunkach, co ma wpływ np. na finanse.
Efektem ubocznym obecnego systemu wsparcia śląskich kopalń jest fakt, że firmom takim jak Bogdanka jest nieco trudniej
- stwierdził Sławomir Krenczyk. - Zdarza się bowiem, że nasi klienci otrzymują od dotowanych kopalń oferty sprzedaży produktów po cenie niższej niż nasze koszty produkcji - mimo że po tamtej stronie koszty te są czasami nawet dwukrotnie wyższe. Stąd rozmawiamy z przedstawicielami polskiego rządu o konieczności zmian. Jestem przekonany, że nasze argumenty są tam w pełni zrozumiałe. System ten wymaga korekty w takim kierunku, aby wyrównać szanse i promować tych, którzy efektywnie i realnie najtaniej produkują surowiec - dodawał.
Czy rząd zmieni nierównowagę? W rozmowie z wnp.pl minister Wojciech Balczun zapowiadał, że pracuje nad systemowymi rozwiązaniami dla całego górnictwa. - Chodzi o to, żeby sektor funkcjonował w oparciu o rachunek ekonomiczny, a nie ciągłe dosypywanie miliardów - podkreślał. O takie rozwiązanie od lat apelują ekolodzy m.in. wspomniany Jakub Wiech. "Rządzący - zamiast wesprzeć efektywność i konkurencyjność Bogdanki - wolą zasypywać pieniędzmi rosnącą dziurę finansową w górnictwie śląskim. I tak, zamiast jeszcze bardziej napędzić rokującą kopalnię, trzymamy siłowo kilkanaście ekonomicznych trupów" - podkreślał. Przypomnijmy, że w zeszłym roku rząd dopłacił do górnictwa ok. 9 mld zł, a w tym planuje, że będzie to ok. 5,5 mld zł.
Co ciekawe, kwestię przyszłości Bogdanki podnosił niedawno także Przemysław Czarnek, który mówił o górniczym przedsiębiorstwie jako "najlepszej polskiej kopalni". - Złoża węgla kamiennego na Lubelszczyźnie rozciągają się na długości kilkudziesięciu kilometrów, nawet stu. Są położone wysoko. Są zatem tanie w eksploatacji. To jest węgiel bardzo dobrej jakości - mówił podczas konwencji PiS w Krakowie. Z danych z 2024 r. wynika, że rzeczywiście kopalnia Bogdanka wykorzystuje około 14 proc. całego obszaru zagłębia. Zapytaliśmy więc wiceprezesa, czy są plany, by mocniej rozszerzać wydobycie w regionie?
- To fakt, że węgla kamiennego w Lubelskim Zagłębiu Węglowym jest pod dostatkiem, tylko w ramach naszych czterech koncesji dysponujemy zasobami operatywnymi na poziomie ponad 390 mln ton, co teoretycznie można by wydobywać przez wiele dekad. By jednak po nie sięgnąć, trzeba odpowiednio zainwestować w infrastrukturę, a przede wszystkim móc ten produkt sprzedać. Dziś problemem Lubelskiego Zagłębia Węglowego nie jest dostępność węgla, tylko jego cena oraz kurczące się rynki jego zbytu - wytłumaczył Sławomir Krenczyk.
Dalsze wydobycie może być jednak utrudnione, gdyż część złóż znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Pojezierze Łęczyńskie oraz Poleskiego Parku Narodowego. Realnie może też nie być po prostu konieczności ruszania dodatkowych złóż węgla w regionie.
Jesteśmy dziś przygotowani na to, aby eksploatować węgiel kamienny do wskazanego 2049 roku, czyli do momentu, w którym surowiec ten będzie wykorzystywany zgodnie z obecnie obowiązującymi strategiami państwowymi. Koncesje w niektórych obszarach górniczych mamy nawet do lat 60-tych, a więc jeżeli byłaby taka potrzeba, jesteśmy w stanie wydobywać węgiel dłużej
- zapewnił wiceprezes.
Niemal pewne jest jednak, że takiej konieczności nie będzie, bo Bogdanka, choć może jeszcze przez dłuższy czas odgrywać ważną rolę dla polskiej energetyki, to nadal będzie prawdopodobnie tą, która "ostatnia zgasi światło" w polskim górnictwie. Mimo dobrych wyników nie jest bowiem odporna na fundamentalne problemy sektora.
- Całe górnictwo mierzy się dziś z dwoma kluczowymi trendami. Po pierwsze, jest to spadek popytu na węgiel kamienny energetyczny. Po drugie - silna presja cenowa. Te wyzwania stają się coraz trudniejsze - przyznaje Krenczyk. I widać to też po danych finansowych Bogdanki. W komunikacie po III kwartale 2025 r. wskazywano na "stopniowe uszczuplanie poduszki finansowej". EBITDA spadła rok do roku o 43,9 proc., rentowność EBITDA o 5,7 pkt proc., przychody o 22,7 proc., a produkcja węgla handlowego była o 172 tys. ton niższa niż przed rokiem (ok. 3,2 proc.).
Nie jest tajemnicą, że im dłużej eksploatujemy złoża i im głębiej schodzimy, tym koszty będą wyższe. Rosną koszty bezpieczeństwa, które jest dla nas kwestią bezdyskusyjną. Musimy się również mierzyć ze wzrostem kosztów pracy, cen energii, maszyn, usług oraz różnego rodzaju materiałów, z których korzystamy. To wszystko wpływa na działalność przedsiębiorstwa
- wyliczył wiceprezes Bogdanki.
Dodaje też, że "górnictwo jest w dużej mierze zależne od pracy rąk ludzkich, więc koszty pracy są szczególnie istotne". - Górnicy nie są najmniej zarabiającą grupą społeczną w Polsce. My także mierzymy się z tymi wyzwaniami. Niemniej jednak efektywność, którą osiągamy, pozwala nam nie tylko sprzedawać produkt w sposób pokrywający koszty, ale również cały czas bronić swojego miejsca na konkurencyjnym rynku - podkreśla Sławomir Krenczyk. Pytanie tylko jak długo?