Czesi mieszkający przy granicy zacierają ręce, patrząc na pylony przy polskich stacjach. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że wzmożona turystyka paliwowa jest w tej sytuacji niemal pewna. Za każdym razem, gdy po polskiej stronie granicy sztucznie obniżano ceny paliw, Czesi tłumnie zaczynali u nas tankować. Niejednokrotnie skutkowało to wręcz fizycznym brakiem paliwa na dystrybutorach.
Wiele wskazuje na to, że podobnie może być i tym razem. W czeskich mediach już zaczęły pojawiać się artykuły donoszące, że wycieczka po paliwo do Polski znów staje się bardzo opłacalna.
„Dzięki działaniom polskiego rządu paliwo w Polsce jest o kilka koron tańsze za litr niż w Czechach. Można się zatem spodziewać wzrostu turystyki paliwowej z Czech do Polski" – czytamy na popularnym portalu denik.cz.
Dziennikarze porównali ceny ze stacji Orlen (który działa także w Czechach) po obu stronach granicy, w okolicy miejscowości Náchod. Różnica wynosi ok. 5,6 korony na litrze, czyli ok. 1 zł na korzyść polskich stacji. Mowa tu o benzynie. Olej napędowy jest u nas tańszy o ok. 3,4 korony, czyli ok. 60 groszy.
Kierowcy z terenów przygranicznych mogą szykować się do powrotu na polskie stacje benzynowe. Czy długie kolejki, jak w przeszłości, znów się utworzą, okaże się w najbliższych dniach
– piszą czescy dziennikarze.
Od kilku tygodni czeskie media uważnie informowały o cenach w Polsce. Ku ich zaskoczeniu, stawki przez długi czas były porównywalne, a momentami nawet wyższe niż w samych Czechach. Od wtorku nad Wisłą obowiązują jednak odgórne ceny maksymalne paliw, które są już znacznie niższe od tych u naszych południowych sąsiadów.
Zgodnie z najnowszą decyzją rządu litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 6,16 zł, benzyny 98 – 6,76 zł, a oleju napędowego – 7,60 zł. Ponownie obowiązuje też obniżony do 8 proc. podatek VAT na paliwa.
Polski rząd zdaje sobie sprawę z problemu, jakim może stać się turystyka paliwowa. Wiceminister klimatu i środowiska Miłosz Motyka zdradził, że temat ten jest obecnie „bardzo dokładnie analizowany".
– Gdy będziemy wiedzieli, że turystyka zaburza podaż na stacjach i takie informacje otrzymamy bezpośrednio ze strony Orlenu czy Ministerstwa Aktywów Państwowych, to nie wykluczamy decyzji o ograniczeniu w zakresie sprzedaży paliw dla obcokrajowców – albo terytorialnego, albo wręcz na terenie całego państwa. Natomiast to są kolejne kroki, na dzisiaj nie ma jeszcze takiego bezpośredniego zagrożenia
– podkreślał wiceszef resortu.
Głos w tej sprawie zabrał także prezes Orlenu, Ireneusz Fąfara. – Wprowadziliśmy rygorystyczny system monitorowania sytuacji na stacjach przygranicznych na wszystkich naszych granicach oraz system codziennego raportowania o tych zjawiskach – zdradził szef koncernu.
Turystyki paliwowej spodziewa się też dr Lukas Kovanda, czeski ekonomista. "Dzięki działaniom polskiego rządu, olej napędowy może być w Polsce o pięć do sześciu koron tańszy za litr niż w Czechach. Możemy zatem spodziewać się wzrostu turystyki transgranicznej związanej z paliwem z Czech do Polski, co będzie oznaczało utratę wpływów podatkowych dla Czech" - zwraca uwagę w komentarzu. Według niego obniżka cen paliw w Polsce to zła wiadomość dla Czech także z innego powodu.
- Polski rząd przygotowuje również podatek od zysków nadzwyczajnych nałożony na Orlen. Rząd uzasadnia ten podatek wzrostem marż Orlenu, na przykład marż rafineryjnych. Nie można wykluczyć, że jeśli rząd nie wprowadzi podobnych rozwiązań, Orlen zrekompensuje utratę zysków w Polsce wysokimi marżami w Czechach, gdzie posiada rafinerie i największą sieć stacji benzynowych. Czescy kierowcy będą wtedy dotować polskie zyski
- ostrzega dr Lukas Kovanda.
Przeczytaj też: Czechy wrócą do sprawy Turowa? "Tracą cierpliwość". To też nasz problem.