Widmo zwolnień w Fabryce Broni "Łucznik". Winne weto Nawrockiego? To nie takie proste

Fabryka Broni "Łucznik" obchodziła w tym roku swoje 100-lecie. Za kulisami jubileuszu narasta jednak poważny kryzys. Z powodu braku nowych zamówień z MON zakład zmuszony jest do redukcji zatrudnienia. Część polityków i pracowników obarcza winą za ten stan rzeczy weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec programu SAFE. Eksperci przypominają jednak, że problemy polskiej zbrojeniówki trwają od lat.
Fabryka Broni Łucznik w Radomiu
Fot. Andrzej Michalik / Agencja Wyborcza.pl

Fabryka Broni w Radomiu nie otrzymała nowych zamówień z Ministerstwa Obrony Narodowej. Zdaniem związkowców, z tego właśnie powodu w zakładzie rozpoczęły się już ciche zwolnienia.

– Mamy ponad 140 pracowników na umowach na czas określony. Większość z nich kończy się w najbliższych miesiącach. Po prostu nie będą przedłużane, więc nawet nie trzeba ich rozwiązywać

– mówi Daniel Dorociński, szef zakładowej „Solidarności" w Łuczniku, w rozmowie z Portalem Obronnym.

Prezes zakładu Seweryn Figurski nie ukrywa, że sytuacja jest trudna. Nie potwierdza wprost rozpoczęcia masowych zwolnień, zaznaczając jedynie, że firma nie przedłużyła umów z „zaledwie kilkoma osobami". Gdyby jednak miało dojść do głębszych redukcji, zakładowa „Solidarność" zapowiada gotowość do rozpoczęcia protestu.

Zobacz wideo

„Łucznik" ma problem przez prezydenta? To tylko część prawdy

Zarząd fabryki nie czeka na rozwój wydarzeń z założonymi rękami. Zabiega o zamówienia w Policji, Straży Granicznej i Służbie Ochrony Państwa, a także liczy na rynek cywilny. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą" prezes Seweryn Figurski podkreślił jednak, że sprawa mocno się skomplikowała.

– Teraz kończymy poprzednie zamówienia, ale nie mamy nowych. Miało ich być dużo, ale sytuacja z programem SAFE wszystko skomplikowała i nasza fabryka, jako jeden z wielu zresztą zakładów zbrojeniowych,  została bez niczego. Nie ukrywam, że nasza sytuacja jest niełatwa

– powiedział Figurski.

Do sprawy odniósł się we wtorek wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu zasugerował, że pytania o brak zamówień dla radomskiej fabryki należy kierować bezpośrednio do prezydenta Karola Nawrockiego.

– Straż Graniczna, Policja, nie tylko wojsko, ale wszyscy inni, gdyby mieli już możliwość wejścia w życie instrumentu do obsługi funduszy europejskich, to pewność zamówień dla „Łucznika" byłaby większa

– zaznaczył szef MON.

Jednocześnie Kosiniak-Kamysz podkreślił, że resort jest zainteresowany zamówieniami, „ale muszą być możliwości finansowe". Słowa, które skierował w stronę samego zakładu, brzmiały jednak dość chłodno:

– „Łucznik" też musi sprzedawać, nie może być uzależniony tylko od Wojska Polskiego. Liczę, że będzie startował w różnych przetargach i będzie oferował swoje bardzo dobre produkty

– podsumował Kosiniak-Kamysz.

Inną perspektywę przedstawia jednak analityk Radosław Dietrich na łamach portalu Zero.pl: „Od dekad jednym z głównych problemów polskiego przemysłu obronnego jest brak stabilnych mocy produkcyjnych. Wojsko albo chce na już np. kilkaset armatohaubic, albo nie zamawia ich przez lata" - wyjasnia.

Warto również przypomnieć ważną oś czasu: weto prezydenta pojawiło się 11 marca, tymczasem zamówienia na karabinki Grot A2 wstrzymano już w listopadzie ubiegłego roku. Choć związkowcy zwracają uwagę na skutki odrzucenia ustawy SAFE, sami również wskazują na głębsze, wieloletnie problemy w relacjach z wojskiem.

Działacze „Solidarności" przyznają, że już wcześniej informowali Polską Grupę Zbrojeniową (PGZ) o „zamówieniach na wyrost", do realizacji których trzeba było w pośpiechu zatrudniać dodatkowych ludzi.

– Potrzebujemy stabilnych zamówień z długoterminowymi umowami, a nie ogromnych rzutów raz na dwa, trzy lata. Fabryka nie potrzebuje litości ani wsparcia państwa – my potrzebujemy po prostu zamówień – kategorycznie zaznacza Daniel Dorociński.

Dlaczego wojsko wstrzymało zamówienia na karabinki?

Związkowcy podkreślają, że wojsko miało zamówić w fabryce tysiące nowoczesnych karabinków modułowych GROT z nowej serii A3. Jednak urzędnicza opieszałość sprawiła, że zakład nie ma dziś ciągłości produkcji. Jeśli ten stan się utrzyma, pracę zaczną tracić osoby „o wysokich kwalifikacjach, które przeszkolono do samodzielnego obsługiwania produkcji". Sam projekt karabinka rozwijany był przecież w Radomiu z myślą o priorytetowych potrzebach polskiej armii.

Tyle że wojsko celowo wstrzymało zamówienia na starszą wersję (A2), oczekując na pełną certyfikację wersji A3. Potwierdzają to oficjalne dokumenty. W odpowiedzi na interpelację poselską (nr K10INT16040) wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota przekazał, że obecny poziom zakontraktowanych zamówień nie zapewnia pełnego wykorzystania mocy produkcyjnych. 

Sytuację potęguje frustracja załogi. W ubiegłym roku to właśnie MON mocno naciskał na zwiększenie mocy produkcyjnych, co zakończyło się wybudowaniem (za 30 mln zł) nowoczesnej hali o powierzchni ponad 3,5 tys. mkw. Uroczyste otwarcie miało miejsce w listopadzie. Politycy chętnie fotografowali się na tle nowych maszyn, a niedawno brylowali na obchodach 100-lecia istnienia zakładu.

Dziś pracownicy czują się oszukani. Mają ogromny żal do rządzących, że wbrew hucznym zapowiedziom o budowie wielkiej armii i pompowaniu środków w zbrojeniówkę, nowoczesnej fabryce, która jest gotowa do produkcji pełną parą, pozwala się z miesiąca na miesiąc wykrwawiać.

Więcej o: