Szef szwedzkiego wywiadu wojskowego i służby bezpieczeństwa Thomas Nilsson uważa, że Rosja z powodzeniem prowadzi tradycyjną strategię "wiosek potiomkinowskich", czyli kreowania sztucznej rzeczywistości, która ma wywołać u obserwatorów pożądany przez Moskwę obraz realiów, zwykle lepszych niż w rzeczywistości. Jego zdaniem Rosja manipuluje danymi, aby poprawić obraz stanu gospodarki, zaniżając przy tym skalę deficytu budżetowego o 30 mld dol. Moskwa zaniża również skalę inflacji, która według Nilssona jest bliższa 15 proc., niż oficjalnie podawanym 5,86 proc.
Szef MUST podkreślił, że władze Rosji mają systemowy problem. "Produkcja materiałów wojennych, które potem niszczy się na polu bitwy, to nie jest model zrównoważonego wzrostu" - wskazał na banalną, ale czasem pomijaną przez zachodnich polityków prawdę. A właśnie na prowadzenie wojny przeciw Ukrainie w ostatnich latach została przestawiona gospodarka Rosji, która ma swoje korzenie w gospodarce Związku Sowieckiego, stale szykowanej do globalnego starcia wojennego.
W rozmowie z dziennikiem "The Financial Times" ("FT") szef MUST ocenił, że wzrost cen ropy naftowej na świecie w czasie wojny w Iranie nie ocali rosyjskiej gospodarki, jeśli starcia na Bliskim Wschodzie szybko się zakończą, zbijając ceny ropy.
Zdaniem Nilssona cena baryłki ropy naftowej powinna utrzymać się powyżej 100 dol. ponad rok, aby Rosja nie miała problemów z deficytem budżetowym. Na koniec marca wyniósł on 4,58 bln rubli (równowartość ok. 59 mld dol.), o jedną piątą więcej niż zaplanowano na cały rok.
Szef szwedzkiego wywiadu wojskowego wskazał, że w zeszłym tygodniu Putin na specjalnej naradzie domagał się od przedstawicieli rządu i banku centralnego Rosji wyjaśnień, dlaczego w dwóch pierwszych miesiącach 2026 r. gospodarka Rosji rozwijała się gorzej od rządowych prognoz, a faktycznie skurczyła o 1,8 proc. licząc rok do roku.
"Jeśli się stworzy taki system, jak uczynił Putin, to może on nie wiedzieć, jak zła jest rzeczywista sytuacja gospodarki. Ale nawet jeśli dostaje fałszywe informacje, nie można od tego wszystkiego uciec" - przyznał Nilsson.
Szkopuł w tym, że marcowe dane o stanie budżetu Rosji nie obejmowały jeszcze jej dochodów ze sprzedaży ropy po cenach wywindowanych przez wojnę w Iranie. I na razie nie widać końca tej wojny, wbrew oczekiwaniom Nilssona z końca zeszłego tygodnia, kiedy rozmawiał z "FT".
Dziennik przypomniał też apele rządu Szwecji o jak najszybsze wprowadzenie przez UE kolejnego, 20. pakietu sankcji, który miał wejść w życie dwa miesiące temu, ale został zablokowany przez premiera Węgier Viktora Orbána.
Jednocześnie w czasie wojny w Iranie administracja Donalda Trumpa ułatwiła życie nafciarzom Putina. W połowie marca Waszyngton zawiesił sankcje na ropę naftową z Rosji, tłumacząc, że w ten sposób chce zatrzymać galopadę cen surowca. Decyzja wygasła 11 kwietnia i w środę na konferencji prasowej w Białym Domu sekretarz skarbu Scott Bessent zapowiedział, że Ameryka nie zamierza przedłużać tego zawieszenia sankcji. Jednak już dwa dni później Departament Skarbu USA przedłużył do połowy maja przerwę w restrykcjach na ropę naftową i paliwa z Rosji.
W niedzielę (19 kwietnia) decyzję Waszyngtonu skrytykował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W poniedziałek zdystansowała się od niej Komisja Europejska.
"Rosja nie powinna czerpać korzyści z wojny USA i Izraela z Iranem, co wielokrotnie już mówiliśmy" - powiedział na briefingu rzecznik KE Ricardo Cardoso, cytowany przez PAP.