Co kryje się w polskim piwie? Błędne etykiety i niezgodne parametry. Niepokojące wyniki kontroli

Prawie 45 procent skontrolowanych sklepów i lokali gastronomicznych ma problem z rzetelnym informowaniem o sprzedawanym piwie. Raport Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) ujawnia błędy w etykietowaniu, niezgodną z deklaracjami zawartość alkoholu i nieścisłości w parametrach fizykochemicznych.
Browar (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl

Jak informuje IJHARS (Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych), polskie prawo nie definiuje jednoznacznie, czym jest piwo. Mimo to producenci mają obowiązek rzetelnie informować konsumentów o swoich wyrobach. Tymczasem ostatnia kontrola wykazała, że dla wielu z nich nie wywiązuje się z tego obowiązku w należyty sposób.

Niepokojące wyniki kontroli

IJHARS skontrolowała 134 podmioty (52 sklepy oraz 82 lokale gastronomiczne). Różnego rodzaju naruszenia stwierdzono aż w 60 z nich (44,8 proc.) – konkretnie w 18 sklepach i 42 lokalach.

Zastrzeżenia do parametrów fizykochemicznych dotyczyły 10,1 proc. skontrolowanych partii, natomiast błędy w znakowaniu stwierdzono w przypadku aż 38 proc. z nich. Jak wylicza Inspekcja, w kategorii fizykochemicznej najczęstsze wpadki to:

  • zaniżony lub zawyżony ekstrakt brzeczki podstawowej w stosunku do etykiety (ekstrakt to zawartość składników w brzeczce słodowo-chmielowej, decydująca o walorach aromatyczno-smakowych – im wyższy, tym piwo jest pełniejsze w smaku),
  • zaniżona lub zawyżona zawartość alkoholu względem deklaracji producenta.

Inspektorzy natrafili również na partię o nieprawidłowych parametrach mikrobiologicznych. W piwie opisanym jako niefiltrowane i niepasteryzowane w ogóle nie wykryto obecności drożdży.

W kwestii samego znakowania kontrolerzy wytykali m.in. brak słowa „piwo", pomijanie informacji o jego rodzaju (np. „jasne") oraz nadużywanie określenia „świeże" w stosunku do napojów poddanych pasteryzacji. Pozostałe grzechy producentów i sprzedawców to:

  • brak informacji o sposobie przetwarzania (np. pasteryzowane, niefiltrowane),
  • stosowanie nazw i grafik, które wprowadzają w błąd co do miejsca warzenia piwa,
  • deklarowanie zawartości alkoholu niezgodnej z faktycznymi wynikami badań laboratoryjnych,
  • brak wyraźnego wyróżnienia składników wywołujących alergie lub nietolerancje,
  • nieprawidłowe podawanie daty minimalnej trwałości oraz warunków przechowywania (np. zbyt małą czcionką lub w sposób nietrwały, łatwy do zmazania).

Wobec firm, u których stwierdzono nieprawidłowości, zastosowano sankcje przewidziane w prawie żywnościowym.

Piwo niejedno ma imię

Brak precyzyjnych regulacji sprawia, że określenie „piwo" funkcjonuje w polskim prawie w ujęciu czysto zwyczajowym. Nie istnieje jeden odgórnie ustalony skład czy standard jakości handlowej, choć na rynku wyróżnia się mnóstwo rodzajów tego trunku: od piw dolnej i górnej fermentacji, przez produkty kraftowe, aż po bezalkoholowe.

Zobacz wideo Poranne kontrole trzeźwości na S3. Czterech kierujących zatrzymanych pod działaniem alkoholu

W swoim komunikacie IJHARS przytacza najprostszą definicję, bazującą na tradycji i dawnej Polskiej Normie. Zgodnie z nią piwo to napój otrzymywany w wyniku fermentacji alkoholowej brzeczki piwnej przy udziale drożdży piwowarskich. Produkuje się je przede wszystkim z wody, słodu i chmielu. Często stosuje się jednak również inne składniki, takie jak: jęczmień, pszenica, ryż, kukurydza, cukier, syropy skrobiowe oraz dozwolone dodatki (np. karmel czy substancje stabilizujące).

Problemy branży z informacjami na etykiecie

Choć ścisłej definicji brakuje, sama etykieta musi być precyzyjna, zgodna z ogólnymi przepisami dotyczącymi znakowania żywności (rozporządzenie 1169/2011) i nie może wprowadzać w błąd.

Na oznakowaniu piwa powinny znaleźć się następujące informacje:

  • nazwa produktu wraz z podaniem istotnych danych (np. „pasteryzowane", „niepasteryzowane", „niefiltrowane"),
  • informacja o alergenach (np. słód jęczmienny),
  • zawartość alkoholu (dla piw powyżej 1,2 proc.),
  • ilość netto,
  • data minimalnej trwałości,
  • warunki przechowywania lub użycia,
  • dane producenta lub podmiotu odpowiedzialnego.

Konieczne jest również wskazanie kraju pochodzenia, jeśli brak takiej informacji mógłby wprowadzać konsumenta w błąd.

Czy trzeba podawać skład i wartość odżywczą?

W przypadku piw zawierających powyżej 1,2 proc. alkoholu producenci nie mają obowiązku podawania na etykiecie składu ani wartości odżywczej. Wielu z nich jednak się na to decyduje. Wynika to z faktu, że konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na kaloryczność i są przyzwyczajeni do obecności takich danych na innych produktach, w tym na winach.

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku piw bezalkoholowych oraz tych o zawartości alkoholu poniżej 1,2 proc. Tutaj wykaz składników jest już obowiązkowy. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ w tej grupie napojów dopuszcza się stosowanie znacznie większej liczby dodatków, w tym substancji słodzących i konserwujących. Etykieta musi w tym wypadku zawierać także informacje o wartości odżywczej.

Bez względu na rodzaj piwa zawsze trzeba wskazać obecność alergenów, takich jak słód jęczmienny, pszenica czy płatki owsiane. Samo ogólnikowe słowo „słód" to za mało. Jeśli producent podaje pełny skład, alergeny muszą być w nim wyraźnie wyróżnione (np. pogrubioną czcionką). Jeśli składu nie ma, wystarczy prosty komunikat: „zawiera słód jęczmienny".

Również w punktach sprzedaży piwa lanego odpowiednie informacje muszą być widoczne dla klienta – np. na tablicy, w menu lub przy samym nalewaku. Wymagane minimum to nazwa piwa, zawartość alkoholu, informacje o alergenach oraz nazwa producenta, a przy trunkach poniżej 1,2 proc. – także pełny skład.

Czytaj też: Potentat piwny tnie tysiące etatów. Pogarsza się sytuacja w branży

Więcej o: