Jak poinformował amerykański Departament Stanu, w trakcie kwietniowej rozmowy telefonicznej między sekretarzem stanu Marco Rubio, a chińskim ministrem spraw zagranicznych Wang Yi ustalono wspólne zdanie w sprawie ewentualnych opłat. - Uzgodnili, że żadnemu krajowi ani organizacji nie można pozwolić na pobieranie opłat za przejście przez międzynarodowe drogi wodne, takie jak Cieśnina Ormuz - wyjaśnił rzecznik departamentu Tommy Pigott. Zapis rozmowy nie został wcześniej udostępniony, co nie jest zwyczajową praktyką.
O tym, że Teheran jest zainteresowany pobieraniem opłat od statków za pokonanie cieśniny Ormuz informowano już w marcu. Miały one wynosić nawet 2 miliony dolarów, a według brytyjskiego dziennika "Lloyd's List" przynajmniej jeden operator tankowca zdecydował się uiścić tę kwotę. Obecnie Iran domaga się wprowadzenia tego rodzaju opłat za transport morski, jako warunek zakończenia wojny. Podobne pomysły pojawiają się zresztą w odniesieniu do kabli światłowodowych, ponieważ znaczna część międzynarodowej komunikacji internetowej przebiega połączeniami znajdującymi się na dnie w cieśninie Ormuz.
Jak podał Reuters, Rubio w trakcie rozmowy poruszył kwestię wnoszenia opłat przez chińskie statki oraz starał się zachęcić Chiny do wywarcia większej presji na Iran w celu zawarcia porozumienia z USA. Pekin utrzymuje dobre relacje z Teheranem i jest głównym odbiorcą irańskiej ropy naftowej. Mimo wspólnej opinii odnośnie do opłat, w ubiegłym miesiącu Chiny wspólnie z Rosją zawetowały popieraną przez Stany Zjednoczone rezolucję w ONZ, która zachęcała kraje do współpracy w ochronie żeglugi handlowej w cieśninie Ormuz. Pekin argumentował, że jest ona stronnicza wobec Iranu.
USA wspólnie z Bahrajnem przygotowały kolejną rezolucję w ONZ, która ma wymusić na Iranie zaprzestanie ataków i minowania w cieśninie. Najpewniej jednak ponownie spotka się ona z chińskim i rosyjskim wetem. Rezolucja miałaby również wzywać do zakończenia prób pobierania nielegalnych opłat w cieśninie.
Tymczasem przyszłość cieśniny pozostaje niepewna. Zgodnie z prognozami przedstawionymi we wtorek (12 maja) przez wydział statystyczny amerykańskiego Departamentu Energii ta droga morska pozostanie raczej zablokowana do końca maja, a ruch będzie stopniowo wznawiany dopiero od czerwca.
Przewidywane jest również dalsze uszczuplanie światowych zapasów ropy naftowej. W kwietniu blokada doprowadziła do znacznego ograniczenia produkcji surowca w państwach regionu (o 10,5 miliona baryłek dziennie). Amerykańska Administracja Informacji Energetycznej (EIA) przewiduje wzrost cen - średnia cena spot ropy Brent szacowana jest na około 106 dolarów za baryłkę w maju i czerwcu. Zdaniem analityków banku JPMorgan, w krótkim terminie kwoty te mogą osiągnąć przedział 120-130 dolarów za baryłkę i nawet 150 dolarów, jeżeli blokada się przedłuży.
Jak dotąd działania dyplomatyczne pozostają bez rezultatu, a prezydent Donald Trump uznał irańskie warunki za "całkowicie nieakceptowalne". Zdaniem ekspertów prawdopodobieństwo dziennego tranzytu przez cieśninę 20 statków do końca maja spadło do ok. 50 proc., a szanse na nieograniczoną żeglugę do zaledwie 10 procent. W związku z kryzysem Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) rozpoczęła największe w historii uwalnianie rezerw awaryjnych ropy.
Czytaj też: Jeden wpis Trumpa wstrząsnął rynkiem. Ceny ropy znów wystrzeliły w górę