Anna Maria Buczek, aktorka, wiceprezeska Związku Artystów Scen Polskich: Pyta Pani o to dlatego, że w projekcie ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny jest mowa o nadaniu statusu „artysty zawodowego". W mojej ocenie, ale również w ocenie organizacji reprezentujących wielu artystów z różnych dziedzin, nie jest to określenie właściwe, zważywszy na cel ustawy. Jako unia artystyczna zgłaszaliśmy Ministerstwu poprawki. Kluczowe jest, żeby nazwa opisywała relację z systemem, a nie jakość artysty. Zatem określenie „zawodowy" w naszym przekonaniu może być źródłem konfliktów. Ponadto Ministerstwo w sposób pośredni nadaje tytuł zawodowy artystom na poziomie uczelni wyższych.
Jedna z wnioskowanych zmian została przez Ministerstwo uwzględniona już na etapie prac nad projektem. Dotyczyła ona włączenia do ustawy świeżych absolwentów szkół, do których dorobku będzie zaliczana praca artystyczna na uczelni – m.in. egzaminacyjna i dyplomowa.
Kolejna zmiana miała dotyczyć jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG), ale w tej chwili twórcy ustawy nie widzą rozwiązania, ponieważ te osoby posiadają już tytuł ubezpieczonego. Wierzę jednak, że można byłoby pochylić się w przyszłości nad tym tematem tak, by składający wniosek nie wypadał z systemu, zmuszony do zawieszania bądź zamykania JDG na trzy miesiące rozpatrywania wniosku przez komisję, a ubezpieczenie zachowałoby ciągłość.
Nie znajdujemy dziś bardziej trafnego rozwiązania, ponieważ ktoś musi rzeczywiście weryfikować te wnioski. Komisja ma być gwarantem rzetelnego wydatkowania środków. Spośród 145 osób w komisji zdecydowana większość to specjaliści wskazani przez organizacje artystyczne, a pozostałe osoby – przez Ministerstwo Kultury i ZUS. W projekcie ustawy nie są enumeratywnie wyliczone zawody artystyczne, tylko dziedziny. Komisja zweryfikuje zarówno dorobek, jak i przychód z trzech ostatnich lat. To zapewni transparentność. Jeden ekspert ma otrzymać maksymalnie 50 zł brutto wynagrodzenia za rozpatrzenie pojedynczego wniosku, a w każdym przypadku przypisanym do jednej aplikacji będzie to zespół trzech osób.
Trudno powiedzieć, zwłaszcza że – jak już wspomniałam – 50 zł brutto to stawka maksymalna przyjęta w uzgodnieniu z Ministerstwem Finansów. Mam jednak nadzieję, że chętni się znajdą.
Po pierwsze: próg dochodowy jest transparentny i jasno wyliczony. Po drugie: dorobek z trzech ostatnich lat jasno wykaże, czy to jest zawód rzeczywiście wykonywany przez wnioskodawcę. Po trzecie: to nie będzie opinia jednej osoby, tylko trzech niezależnych specjalistów. A po czwarte: pula tych środków jest ograniczona. Wstępny budżet to 380 mln zł rocznie.
Niestety tak jest, wiele z tych osób żyje na granicy ubóstwa. Wynika to z wielu czynników.
Weźmy pod lupę młodą tancerkę baletową. Nie dostaje przez kilka miesięcy angażu w żadnych spektaklach, nie ma nigdzie etatu, jest świeżo po szkole i nowa na rynku. Nie dostała się w ramach audycji do teatru na etat, w związku z czym poszukuje zleceń związanych z tańcem. Do tego trwa martwy sezon – castingów brak. Zatem, nie mając wyjścia, zostaje freelancerką. Zapytacie pewnie, czemu nie pójdzie dorobić jako kelnerka? Otóż ona nie może tego zrobić. Po pierwsze – jeśli złamie rękę lub nogę, najpewniej wypadnie z rynku na długie lata i będzie to koniec jej kariery. Po drugie – ona musi ćwiczyć kilka godzin dziennie.
Nie zrobi tego w domu, więc musi wynająć salę lub uczęszczać na płatne lekcje, żeby utrzymać formę. To nie jest tak, że po szkole ma formę i warsztat, które same z siebie zostają na lata. To jest bardzo ciężka fizyczna praca. Co jej pozostaje? Szukanie zleceń. A jeśli takie złapie, to będzie to najpewniej umowa o dzieło. Nieoskładkowana. W rzeczywistości dotyczy to każdej osoby wykształconej w dziedzinie tańca i podejmującej pracę w tym sektorze artystycznym.
W polskim prawie nie istnieje jedna definicja artysty. Natomiast istnieją ramy kwalifikacji zawodowych i na nich trzeba bazować – jeżeli uczelnia wyższa ma status kształcenia w ramach sztuki i kultury, a osoba ta zostanie zweryfikowana pod kątem dorobku artystycznego z ostatnich trzech lat przed złożeniem wniosku, to może mieć szansę ubiegać się o pomoc.
Pragnę zwrócić uwagę na istotę problemu – jedynie człowiek może być twórcą. AI bazuje na dorobku świata kultury, korzysta z twórczości człowieka i w rzeczywistości jest wyłącznie odtwórcza.
Zgodnie z art. 68 ust. 2 Konstytucji RP, władze publiczne mają obowiązek zapewnić obywatelom równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.
Środki publiczne to fundusze, na które składają się obywatele. Dlatego wzajemnie wspieramy różne grupy zawodowe. Możemy stawiać pytania: a dlaczego jako podatnicy mamy wspierać górników, którzy dostali w 2024 roku niemal 9 mld zł dopłat do ich sektora i miejsc pracy? A czemu mamy dopłacać do emerytur mundurowych? Albo do księży i funkcjonowania Kościoła – czemu osoby niewierzące mają się na to składać? Albo bezdzietni na program 800+? Odpowiedź jest jasna: na to jako państwo się umówiliśmy i taki system stworzyliśmy. Artyści do realizacji ustawy potrzebują dziś 380 mln zł rocznie, co w skali dziesięciu lat daje 4 mld zł.
Mówimy o ok. 21 tysiącach osób, które będą płaciły składki i wrócą do aktywności zawodowej, gdy tylko wyjdą na tzw. prostą. Poza tym, jeśli ktoś zarobi np. 4 tys. zł, to państwo nie dopłaci za niego 1700 zł pełnych składek, tylko ok. 700 zł. Środki te są przeliczane proporcjonalnie i jest to uczciwa propozycja w państwie opiekuńczym.
Otóż to. W państwowych teatrach pracodawcą pośrednio jest państwo – dotacje z Ministerstwa czy z samorządów są częścią budżetu danej jednostki czy instytucji. Pozostałą część budżetu tworzą wpływy własne, ale w jakimś stopniu pracodawca dopłaca do pensji i składek swojego pracownika. Dokładnie tak, jak to się dzieje w przypadku każdego etatowego pracownika w innych sektorach. Ustawa mówi o artystach nieetatowych, a zatem państwo w zakresie dostępu do ubezpieczenia dalej pełni zadania pracodawcy wobec artysty w sytuacji, gdy sektor prywatny tego nie robi. Pracodawca – czyli państwo – wkracza tam, gdzie obywatel znalazł się w trudnej sytuacji finansowej i potrzebuje tymczasowego wsparcia. Tak działa system w państwie prawa. To żadne novum, przykład pierwszy z brzegu: identyczny mechanizm funkcjonuje w przypadku osób o statusie bezrobotnego.
Ekonomiści operują pojęciem dobra publicznego. Kultura ma dwie cechy, które sprawiają, że rynek nie wycenia jej prawidłowo. Po pierwsze — z jej istnienia korzystają wszyscy, nie tylko ci, którzy zapłacili. Po drugie — jej wartość ujawnia się często dopiero po latach lub pokoleniach, a nie w momencie powstania.
Rynek nagradza to co sprzedaje się dziś i tu. Nie nagradza tego, co będzie ważne za kilka lub kilkadziesiąt lat.
Dlatego każde rozwinięte państwo na świecie, bez wyjątku, wspiera kulturę ze środków publicznych.