Gdyby nie było Apple, hejterzy musieliby je wymyślić

W końcu warto mieć psa, na którego kij zawsze się znajdzie. Apple traktowane jest właśnie tak, czego dowodem są ostatnie informacje związane z finansami firmy.

Złośliwi mówią, że Apple jest jak religia, która ma swoich wyznawców. Cóż, skoro tak, to ma też swoich wojujących ateistów. A ci przy każdej możliwej okazji wypominają, że Apple tak wielkie i doskonałe nie jest. Tylko po co?

Owszem, fakt, że Apple zalicza pierwszy kwartalny spadek sprzedaży od 2003 roku, nie jest zmyślony i naciągany. Rzeczywiście Apple nie poszło, chociaż wiele firm na świecie chciałoby mieć takie problemy. Nie rozumiem jednak dlaczego dla niektórych jest to powód do świętowania.

Właśnie takie wrażenie można odnieść czytając komentarze związane z wynikami Apple. Radość, że iPhone sprzedaje się gorzej, że firmie nie idzie, że, kto wie, być może wreszcie nadciąga koniec giganta. Słychać też coś w rodzaju tryumfu, że ludzie wreszcie się poznali i nie chcą kolejnych iPhone’ów. "Tak jak my” - myślą przeciwnicy Apple.

Kilka przykładów:

Szacun za zrewolucjonizowanie rynku, ale te paskudne marketingowe manipulacje i wciskanie kitu że wszystkie ich produkty są emejzing i wymyślają koło które jest naprawdę okrągłe bo to apple mam nadzieje że im czkawką się odbiją.
Apple sprzedaje to co konkurencja ma od dawna, opakowuje to w plastik z logo nadgryzionego jabłka i wycenia o minimum 50% drożej. I tak się dziwię, że są jeszcze barany, które to kupują. Zwłaszcza, że poszczególne edycje różnią się od siebie minimalnie. Ile razy można naiwniakom sprzedawać to samo? Okazuje się, że nawet debile jakiś tam rozum mają.
Ilość kretynów chcących kupować co roku "ajfona" za 3,5 tysiaka jest niestety ograniczona -- składam firmie szczere wyrazy współczucia.
To samo lub lepsze można mieć za 50% ceny jabłuszka.

Nie przeczę, wyniki są interesujące, bo przedstawiają pewne zjawisko. Ciekawe jest też to, co z tym zrobi Apple. Jednak z punktu widzenia zwykłego użytkownika to wszystko nie ma znaczenia. Nie ma też znaczenia z punktu widzenia hejtera Apple. Czy Apple w najbliższym razie upadnie? Raczej nie. Czy przestanie tworzyć iPhone’y? Pewnie nie. Nie należy spodziewać się również tego, że nagle wszyscy porzucą sprzęty z jabłkiem albo że firma zmieni swoją filozofię i przestanie być modna, co dla wielu jest solą w oku.

Często słyszy się, że największym problemem Apple są jego użytkownicy, wierni fani, którzy wezmą wszystko, co będzie miało dobrze znane logo. Mam jednak wrażenie, że znacznie ciekawszym zjawiskiem są antyfani, nie mogący doczekać się upadku znienawidzonego giganta. Tak tego potrzebują, że szukają nawet najmniejszej okazji, by ten upadek dostrzec.

Ich "przewagą” nad wiernymi Apple - przynajmniej według nich - jest to, że nie posiadają popularnego sprzętu. Mimo że posiadają, wszak większość i tak kupuje sprzęty od znanych, topowych producentów. Albo to, że nie dają sobie wciskać "nowych” produktów, co pewnie też jest nieprawdą, bo inne firmy także nie śpią i wypuszczają kolejne modele do salonów. Apple jest więc bardzo dobrym chłopcem do bicia, do szydery, do wyśmiewania. Jakby Apple nie istniało, to tę funkcję przejęłaby inna firma, sprzedająca popularne i droższe niż reszta produkty. Ale na szczęście Apple jest i można sobie ulżyć.

Może i Apple finansowo traci, ale pod względem hejterów i niepotrzebnie krytykujących nadal jest na pierwszym miejscu.