Najpierw zrobili Diablo i Warcrafta, a teraz zdobywają rynek strzelanek - gramy w Overwatch [RECENZJA]

Łukasz Józefowicz
Overwatch to najbardziej oczekiwana strzelanka sieciowa tego roku. Stworzyło ją legendarne Blizzard, twórcy m.in. Warcrafta i Diablo.

Kiedy Blizzard zapowiada nową grę, cały świat śledzi to z zainteresowaniem. To nie jest firma, która śpieszy się z wydawaniem nowych tytułów - przez lata stworzyła zaledwie kilka marek, a każda z nich była wielkim sukcesem. Teraz, po raz pierwszy od 1998 roku, Blizzard dał nam nową grę z nowymi bohaterami z akcją osadzoną w zupełnie nowym świecie.

OverwatchOverwatch Fot. Blizzard

To nie jest zwykła gra

Blizzard nie tworzy gier w tzw. rocznych cyklach, czyli nie wypluwa z siebie co 12 miesięcy kolejnej odsłony popularnego tytułu. W tej firmie gry dojrzewają latami, a gdy już ujrzą światło dzienne, również latami w nie gramy. Po kilku dniach spędzonych z Overwatch jestem pewny, że tak będzie i tym razem.

Overwatch to, w skrócie, prosta gra sieciowa. Zbieramy drużynę 6 graczy i walczymy z 6 innymi osobami o punkty kontrolne na mapach. Rozgrywkę obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby i wygląda na to, że mamy do czynienia z typową strzelanką. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Każdy gracz wybiera bowiem jednego z 21 unikatowych bohaterów. Każdy posiada wyjątkowe umiejętności i cechy, które na wiele różnych sposobów łączą się ze zdolnościami innych bohaterów. Tworzy to wciągającą dynamikę wewnątrz zespołu i daje niekończące się tematy do rozmów i przemyśleń.

OverwatchOverwatch Fot. Overwatch

Dla zapalonych graczy nie jest to niczym nowym, ot typowe rozwiązania znane z gier MOBA jak League of Legends, czy DOTA 2. Różnica w tym, że tym razem zamiast kontrolować postać w rzucie izometrycznym, jesteśmy w środku akcji. Z całą pewnością jest to ukłon Blizzarda w stronę pokaźnej grupy fanów strzelanek, do których taki LoL już nie przemawia. Trzeba przyznać, że był to strzał w dziesiątkę, bo ja byłem zainteresowany Overwatch już gdy po raz pierwszy zobaczyłem film z rozgrywki.

Gra wiele wybacza, ale...

Overwatch nie sprawia wrażenia trudnej gry. Grafika przypomina styl animacji Pixara, a historia świata (którą niestety trzeba znaleźć w internecie, bo w grze po niej ani śladu), opowiada o bohaterach ratujących świat i nadaje się też dla młodszych graczy. Do tego, mimo iż zabawa polega na strzelaniu do siebie, to nie ma tutaj ani krwi, ani graficznej przemocy. Można więc uznać, że to gra celowana do dzieci, prawda?

To genialne zagranie ze strony Blizzarda, bo poszerza grupę potencjalnych odbiorców, ale polecam ostrożność w szafowaniu takimi kategoriami. Złożoność możliwych kombinacji umiejętności i zagrań wielu dorosłym graczom zapewni główkowania na długie miesiące. To jedna z tych gier, których łatwo się nauczymy, ale długo będziemy próbowali opanować jej bardziej skomplikowane elementy.

 

Nie dajcie się temu zniechęcić, bo Blizzard już swoim tytułem z gatunku MOBA, Heroes of the Storm, pokazał, że chce, by każdy mógł się dobrze bawić. Overwatch jest przeniesieniem tej filozofii i tego stylu do strzelanki. Np. jedną z najważniejszych cech tej gry jest możliwość zmiany bohaterów w trakcie trwania meczu - w większości MOBA nasz początkowy wybór jest ostateczny. Tutaj podejście jest bardziej przyjazne i pozwala zmienić dynamikę rozgrywki w trakcie jej trwania.

Produkt niekompletny?

Związki z grami MOBA mają swoje odzwierciedlenie również w modelu sprzedaży Overwatch i ma to swoje dobre i złe strony. Zacznijmy od złych: gra kosztuje ponad 200 zł, a w środku znajdziemy produkt przypominający gry "free to play”. Właściwie jedyną rzeczą, jaką możemy robić, to grać w jeden z dwóch trybów rozgrywki (przeciwko ludziom lub botom) i wydawać prawdziwe pieniądze na kostiumy i inne kosmetyczne dodatki dla naszych bohaterów. Nie ma żadnego trybu dla pojedynczego gracza, nie ma żadnej fabuły, nie poznajemy historii bohaterów... Takie zarzuty do gry sieciowej mogą brzmieć trochę absurdalnie, ale przypominam, że mamy do czynienia nie z grą F2P, ale z tytułem za ponad 200 zł, który oferuje tylko jeden tryb gry.

OverwatchOverwatch Fot. Blizzard

Póki co Overwatch jest bardzo surowe i nie oferuje wiele poza swoją grywalnością, która jest, nota bene, najwyższych lotów. Teraz przechodzimy jednak do tego, co dobre w tym modelu biznesowym: Blizzard obiecuje nowych bohaterów, nowe mapy i nowe tryby gry za darmo w ramach aktualizacji. Firma chce zarabiać pieniądze na kosmetycznych dodatkach, które będziemy kupować w paczkach zawierających losowe nagrody. Póki co dostajemy jedną paczkę za każdym razem, gdy podnosimy poziom naszego konta (czyli niezbyt często), ale możemy też kupić zestawy paczek w cenach od 10,50 zł za dwie, do 169 zł za pięćdziesiąt. Muszę przyznać, że takie rozwiązanie mi odpowiada - Blizzard dostaje konkretną sumę na początek, w zamian będzie rozwijał grę przez najbliższe lata, a ja jeśli chcę ich dalej wspierać mogę wydać trochę pieniędzy na dodatki.    

Przed nami lata zabawy

Już w trakcie trwania otwartej bety Overwatch, internet oszalał na punkcie tej gry. Nie bez powodu - ona naprawdę uzależnia. Jeśli szukacie dobrej sieciowej strzelanki, która wymaga myślenia i zgrania się z przyjaciółmi z drużyny, to już ją znaleźliście. Jest ona jeszcze w stanie surowym, ale rzeczy, których jej brakuje to dodatki. Może się pojawią z czasem, może nie, ale rozgrywka, która jest sercem każdej gry, nie ma sobie równych.