Kim Dotcom zapowiada nowe wcielenie Megaupload. Do trzech razy sztuka?

W rozmowie z serwisem TorrentFreak jedna z najbardziej kontrowersyjnych internetowych postaci, twórca słynnego hostingu plików Megaupload potwierdził plany uruchomienia nowej usługi do przechowywania danych w chmurze. Każdy z jej użytkowników ma dostać za darmo aż 100 GB przestrzeni i to bez limitów transferu.

Większość z was była zapewne przekonana, że po dotychczasowych doświadczeniach z Megaupload oraz Mega, Kim Dotcom na dobre porzucił biznes hostingu plików. Możecie się jednak mylić.

Rewelacjami o starcie nowej usługi Kim Dotcom podzielił się ze światem za pośrednictwem swojego konta na Twitterze. Hashtag o treści #5thRaidAnniversary pojawia się tu nie bez znaczenia. W styczniu 2017 roku mija bowiem 5 lat od spektakularnego najazdu sił policyjnych na nowozelandzką posiadłość ekscentrycznego milionera, w związku z licznymi oskarżeniami o łamanie praw autorskich i pranie brudnych pieniędzy. Od tamtej pory amerykańskie władze bezskutecznie starają się o ekstradycję Kima. Ten przebywa w domowym areszcie w Auckland składając kolejne apelacje i tocząc niezliczone batalie sądowe. Przy tej okazji jego fortuna znacznie się uszczupla.

Wedle zapewnień Kima, kolejne wcielenie Megaupload będzie zrobione od podstaw z użyciem najnowszych technologii, silnie szyfrowane, synchronizowane między dowolnymi urządzeniami i pozbawione limitów transferu danych. Oficjalnej nazwy serwisu na razie nie znamy, ale sam pomysłodawca przebąkuje tu i ówdzie o Megaupload 2.0. Ogromną niespodziankę z ostatniej chwili stanowi wiadomość o przywróceniu kont użytkownikom pierwotnego Megaupload. Ciekawa sztuczka - uzyskać 100 mln użytkowników już pierwszego dnia działania usługi...

Co jest raczej oczywiste, serwery Megaupload 2.0 zostaną umieszczone poza Stanami Zjednoczonymi i nie będą korzystać z domen podlegających tamtejszej jurysdykcji. Wspomniany wcześniej hashtag może również sugerować datę startu usługi (styczeń 2017).

Kim według świata jest Kim

Twórca Megaupload nigdy nie ukrywał się przed światem ze swoim bogactwem, czy ekscentrycznym trybem życia. Luksusowe samochody, jachty, samoloty, piękna posiadłość w Nowej Zelandii - to wszystko robi wrażenie.

 

Jednak niewinność to nie jest pierwsze słowo jakie może przychodzić do głowy na myśl o Dotcomie, co potwierdza jego obfitująca w przygody z prawem przeszłość. Urodzony 21 stycznia 1974 roku w Niemczech Kim (jego prawdziwe nazwisko to Schmitz) dorobił się swojej fortuny w internecie i to właśnie od niego wziął swój przydomek DotCom. Już w połowie lat 90 trafił do aresztu za handel numerami skradzionych kart kredytowych. Nowe millenium zaczął od giełdowych machlojek po wykupieniu bankrutującej firmy LetsBuyIt.com.

Był także członkiem dwóch grup hackerskich CCC i THC włamujących się do systemów instytucji rządowych i sieci największych korporacji. Za swoją działalność otrzymał wyjątkowo niski wyrok, głównie za sprawą współpracy z policją i sypania kolegów po fachu. Przynajmniej taką wersję wydarzeń podają członkowie CCC i THC.

Kim DotcomKim Dotcom Fot. Richard Robinson AP

Przygoda Kima z Megaupload rozpoczęła się w 2005 roku. W szczytowym okresie stworzony przez niego serwis miał 150 mln zarejestrowanych użytkowników, z których nawet 1/3 korzystała z zasobów codziennie. Piosenki, filmy, seriale, programy, gry, dokumenty - użytkownicy dzielili się dosłownie wszystkim i jak nietrudno się domyślić, często bez poszanowania praw autorskich twórców. Według szacunków amerykańskiego rządu Megaupload spowodował straty w wysokości 500 mln dolarów, a zupełnie przy okazji narobił niezłego bałaganu w życiu samego pomysłodawcy.

 

Rok po zamknięciu Megaupload (2012) Dotcom powołał do życia nowy projekt o nazwie Mega, tym razem ze wzmocnionym szyfrowaniem danych mającym zapobiec inwigilacji przez władze. Serwis działa do dziś, ale z racji topniejących zasobów finansowych swojego pomysłodawcy jego przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Sam Kim w kwietniu doradzał użytkownikom wykonanie kopii zapasowej przechowywanych tam plików w obawie przed jego rychłym zamknięciem.

Jak widać sytuacja powoli ulega zmianie na korzyść Kima. Jego ostatnia aktywność na Twitterze zdaje się to potwierdzać. Zaczekajmy jednak z ekscytacją na więcej konkretów.