Pokemon Go wciąga i prowadzi do niebezpiecznych sytuacji. Na co uważać, grając w mobilny hit?

Adam Bednarek
Sukces Pokemon Go wbrew pozorom nie jest wielkim zaskoczeniem. Popularność gry niektórzy wykorzystują w niewłaściwy sposób.

Ogromna popularność Pokemon Go w Polsce i na świecie dla niektórych może być szokiem, ale nie powinna. Tutaj nie ma przypadku. Seria gier Pokemon to druga najbardziej dochodowa marka Nintendo, zaraz po Mario. Do tego, Pokemony to kultowa animacja dla osób urodzonych lub wychowanych w latach 90-tych. Marka ma mnóstwo fanów, więc choćby z tego względu popularność Go nie może dziwić. Osoby wielbiące Pokemony rozkręciły modę, a potem poszło. Przykłady Angry Birds czy Flappy Bird pokazują, że mobilna gra bardzo szybko może stać się hitem, w który grają miliony na całym świecie. A nawet jeśli nie grają, to wiedzą, o co chodzi, bo w koło mówi się tylko o tym. Dlatego też Pokemon Go pod tym względem nie jest ewenementem, czymś, z czym dotychczas się nie spotykaliśmy.

Nic nowego

Tym bardziej że Pokemon Go nie jest nowym, oryginalnym pomysłem. Tak naprawdę Pokemon Go pod względem rozgrywki nie różni się od Ingress, poprzedniej produkcji studia Niantic. W Ingress również grało mnóstwo osób - licznik na Google Play pokazuje, że aplikację zainstalowało od 10 do 50 miliona użytkowników Androida. Ingress było sukcesem, ale zabrakło grze czegoś bardziej angażującego i rozpoznawalnego, pozwalającego dotrzeć do większej grupy. Pokemony idealnie pasowały do pomysłu na produkcję, w której wykorzystuje się rozszerzoną rzeczywistość, spacerując po mieście. W serialu czy grach właśnie o to chodziło: o zbieranie Pokemonów. Teraz każdy może stać się trenerem, tak jak bohaterowie gier czy filmów.

 

Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że Pokemon Go było skazane na sukces. Popularna marka i związany z nią sentyment plus łatwa dostępność gry - to musiało się udać

Pokemon Go nie jest dziełem przypadku, mody rozkręconej z nudów na reddicie, Facebooku czy forach. Świadczy o tym kariera Johna Hanke, szefa Niantic. W 1996 roku współtworzył Meridian 59, jedną z pierwszych produkcji MMO, czyli grę, w którą gracze z całego świata mogą grać razem za pośrednictwem Internetu. W 2000 roku stworzył Keyhole, które w 2004 zostało zakupione przez Google i przekształcone w Google Earth. Potem Hanke prowadził Google Geo, tworząc Google Maps i Google Street View. Patrząc na drogę twórcy trudno być zdziwionym, że zaczął zajmować się grami wieloosobowymi rozgrywającymi się w prawdziwym świecie. Tym bardziej że pomysł na rozgrywkę w stylu Ingress z Pokemonami chwycił, co Niantic mogło zauważyć patrząc na reakcje po żarcie Google'a z okazji pierwszego kwietnia. W 2014 roku zaprezentowano protoplastę Pokemon Go, jednak wówczas nikt nie spodziewał się, że ten pomysł rozwinie się w pełnoprawną grę.

Ciemna strona sukcesu

Ogromna popularność przyciąga osoby, które na modzie chcą się wzbogacić lub popsuć zabawę innym. Od premiery w Stanach Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii twórcy gry apelują, by pobierać Pokemon Go jedynie z oficjalnych źródeł. Niecierpliwi nie chcieli jednak czekać na premierę w swoim regionie, więc ściągali pliki z nie zawsze sprawdzonych i zaufanych miejsc. Wykorzystali to hakerzy, który wypuszczali do Sieci zainfekowane pliki, pozwalające przejąć kontrolę nad smartfonami.

Na Allegro pojawiły się aukcje, w których sprzedawcy oferują wyręczenie w zbieraniu Pokemonów. Wykupuje się więc usługę polegającą na tym, że ktoś za nas chodzi po mieście i łapie stworki. Mija się to z celem gry, ale być może lenistwo zwycięża. Nie byłoby w tym niczego złego - kto chce, ten płaci - gdyby nie jawne oszustwo, wykorzystujące niewiedzę kupującego. Sprzedający na aukcji zaznacza, że do wykonania "transakcji” niezbędne jest podanie konta e-mail i hasła do skrzynki pocztowej. Przez własne lenistwo można byłoby stracić mnóstwo cennych, prywatnych informacji.

Zresztą samo logowanie się do aplikacji przez konto mailowe budziło wiele kontrowersji. Szybko zauważono, że Pokemon Go chce uzyskać pełen dostęp do konta Google’a, co różnie można było interpretować. Autorzy szybko odparli zarzuty o inwigilacji i zaprzeczyli ingerowaniu np. w maile użytkowników. Sam fakt, że coś takiego mogło się zdarzyć, był mocno niepokojący.

Paradoksalnie, największym zagrożeniem dla grających w Pokemon Go nie jest bezpieczeństwo danych czy wirusy, a zwykła nieostrożność. W Internecie znaleźć można mnóstwo historii o nieuważnych użytkownikach, którzy wchodzą komuś pod koła roweru lub zapatrzeni w smartfony nie widzą innych pieszych. Powstają nawet kampanie ostrzegające przed korzystaniem z aplikacji podczas jazdy.

Sporym problemem okazuje się też nietaktowność. Władze Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie czy Muzeum Auschwitz apelują, by nie korzystać z gry podczas zwiedzania. Wśród miejsc, w których ukryte są Pokemony, znajdują się np. komisariaty policji, bazy wojskowe, mieszkania innych ludzi, Kościoły, cmentarze czy pomniki. Warto zachować umiar i pamiętać, że to tylko gra, szanując przy tym innych.