Kiepska sprzedaż Pixeli. Największym problemem tych smartfonów jest... Google

Kamil Mizera
Blisko pół roku temu Google zaprezentowało swoje najnowsze smartfony z serii Pixel, która zastąpiła wysłużoną linię Nexusów. Jednak po 6 miesiącach od premiery firma raczej nie ma powodów do szczególnego zadowolenia. Przynajmniej pozornie.

Jak sprzedają się Pixele od Google? Firma nieszczególnie chwali się liczbami, ale według nieoficjalnych źródeł zbliżonych do HTC, które jest odpowiedzialne za produkcję tych urządzeń, na rynek trafiło około 2,1 mln sztuk Pixeli. 

Czy to dużo? Biorąc pod uwagę dość skromną sprzedaż Nexusów, wynik ten wydaje się dobry. Co więcej, wstępne analizy wskazywały, że Google może sprzedać w tym roku około 3 mln urządzeń, a powyższy wynik pokazuje, że ta prognoza jest realna. 

Jeżeli jednak spojrzymy na wyniki konkurencji, to właściwie nie ma porównania. Pixel w dniu premiery był okrzyknięty bezpośrednim rywalem dla iPhone'a. I choć pod względem wyglądu czy hardware'u może konkurować z produktem Apple, o tyle w liczbach sprzedanych egzemplarzy pomiędzy tymi urządzeniami jest prawdziwa przepaść. Tylko w ostatnim kwartale 2016 roku Apple sprzedało blisko 78 mln iPhone'ów.

sprzedaż iPhone'ówsprzedaż iPhone'ów statista.com

Również w porównaniu do Samsunga sprzedaż Pixeli wygląda blado. Południowokoreańska firma tylko w 3 ostatnie miesiące 2016 roku rzuciła na rynek blisko 77 mln smartfonów. 

Sprzedaż smartfonów przez SamsungaSprzedaż smartfonów przez Samsunga statista.com

Trudno dziwić się tym dysproporcjom. Google nigdy na poważnie nie wszedł na rynek smartfonów, gdzie Samsung czy Apple to prawdziwi weterani. Jednak to nie kwestia silnej konkurencji jest hamulcem dla sprzedaży Pixeli. Jest nim samo Google.

Dla firmy z Mountain View hardware nigdy nie był istotny z biznesowego punktu widzenia. Google oczywiście oferuje różnego typu urządzenia, od smartfonów, przez tablety, laptopy, gogle VR na Google Home kończąc. Jednak tak naprawdę firma nigdy nie próbowała stanąć w szranki z konkurencją i ścigać się na liczbę sprzedanych urządzeń.

Dla Google hardware jest potrzebny tylko po to, by testować software. Firma produkuje swój sprzęt bo to, by testować swoje rozwiązania w kontrolowanym przez siebie środowisku. A sprzedaje go po to, by uzyskać feedback od konsumentów, świadomy i nieświadomy. Wszystko po to, by dostarczać jeszcze lepszy software, od którego zależy reklamowa przyszłość korporacji. Równie dobrze Google mogłoby rozdawać swój sprzęt za darmo.

Dobrze to widać przy okazji Pixeli. Te nietanie przecież smartfony trafiły tylko na wybrane rynki dlatego, że Google w rzeczywistości chciało przetestować integrację swojego Asystenta z hardwarem oraz to, w jaki sposób użytkownicy wchodzą z nim w interakcje. By jednak test miał sens, to telefon mógł być dostępny tylko na tych rynkach, dla których Asystent oferuje wsparcie językowe. Dlatego Pixele można kupić w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, ale nie kupimy ich chociażby w Polsce.

Najwidoczniej test się powiódł, bo Google ogłosiło, że Asystent trafi na inne modele smartfonów z Androidem, oczywiście tylko w niektórych anglosaskich krajach oraz u naszych zachodnich sąsiadów.

W normalnych warunkach można by więc powiedzieć, że sprzedaż Pixeli na poziomie 2 mln sztuk to prestiżowa porażka Google, które nie jest żadną konkurencją dla Apple czy Samsunga. Jeżeli jednak popatrzymy na to, jak na kontrolowany test nowego software'u, do tego częściowo przeprowadzony za pieniądze samych "testerów", to można powiedzieć, że Google odniosło niemały sukces.