Microsoft kaja się i składa obietnicę. Gigant nie będzie już nas zmuszać do aktualizacji Windowsa

Daniel Maikowski
Koniec ze zmuszaniem do przesiadki na nowego Windowsa. Microsoft obiecał właśnie, że wpadka sprzed dwóch lat już się nie powtórzy.

Windows 10 jest bez wątpienia jednym z najlepszych systemów operacyjnych w historii Microsoftu. Jego początki nie były jednak łatwe. Pod koniec 2015 r. firma z Redmond musiała zmierzyć się z falą krytyki ze strony wielu niezadowolonych klientów.

Powód? Microsoft tak bardzo chciał zachęcić użytkowników poprzednich wersji systemu do darmowej przesiadki na "dziesiątkę", że bez ich wiedzy i zgody ściągał na dysk ich komputerów ważący klika gigabajtów pakiet instalacyjny z plikami systemu.

Gigant tłumaczył się później, że do wpadki doszło przez pomyłkę, a pliki Windowsa 10 nie miały być w założeniu pobierane automatycznie. Mleko jednak się rozlało.

Niektórzy użytkownicy poprzestali jedynie na krytycznych komentarzach w sieci, a inni wzięli sprawy w swoje ręce. Grupa niemieckich konsumentów postanowiła wytoczyć Microsoftowi proces, argumentując, że działania amerykańskiej firmy były bezprawne.

Koniec z przymusowymi aktualizacjami

Jednym z pierwszych rezultatów sporu pomiędzy Microsoftem i konsumentami jest oświadczenie, które zostało właśnie opublikowane przez niemiecki oddział firmy.

Microsoft obiecuje w nim, że "nie będzie pobierał plików instalacyjnych dla nowych systemów operacyjnych na twarde dyski użytkowników systemu bez ich zgody.

Ta obietnica jest godna pochwały, ale mam z nią problem. Microsoft już w chwili premiery "10" obiecał, że będzie to ostatni system z rodziny Windows. Wynika to z faktu, że firma z Redmond chce w przyszłości oferować swojego OS-a w systemie subskrypcyjnym. Windows 10 jest i będzie wciąż aktualizowany, ale te aktualizacje - nawet najbardziej istotne - nie będą już określane mianem nowego systemu.

Teoretycznie więc - mimo swojej obietnicy - Microsoft wciąż będzie mógł pobierać na nasze dyski ważące kilka gigabajtów paczki plików z aktualizacjami. Oby tego nie robił.

Daniel Maikowski
Więcej o: