Jeśli korzystacie z przeglądarki Google Chrome to może się zdarzyć, że "przyłapiecie" ją na przeglądaniu plików na komputerze. Właśnie takiego odkrycia dokonali specjaliści związani z cyberbezpieczeństwem, którzy potrafią szybko wykryć podejrzaną aktywność maszyn.
Zastanawiam się dlaczego Chrome po cichu zaczęło skanować folder na moim komputerze. O co chodzi?
- pyta jedna z ekspertek.
Tajemnicze i nieoczekiwane zachowanie przeglądarki da się jednak wyjaśnić. Okazuje się bowiem, że Google, zbytnio się tym nie chwaląc, wprowadził istotną zmianę w przeglądarce Chrome. Jej najnowsza wersja skanuje bowiem dysk użytkownika. Gigant internetu wbudował bowiem w swoją aplikację silnik antywirusowy firmy Eset.
Czytaj też: Ukradli bankierom miliard euro. Stosowali wyrafinowane metody ataku. Wpadli.
Można zatem stwierdzić, że Google chce pomóc swoim użytkownikom i upewnia się, czy pliki zapisane na dysku nie są szkodliwe. Problemem jest jednak sposób wprowadzenia tej funkcji.
Kiedy użytkownicy obawiają się tego co może wielki brat, tego że giganci technologii posuwają się za daleko, przeglądarka zaczyna przeglądać pliki, których nie powinna dotykać. To powoduje zapalenie się czerwonej lampki. Nikt nie lubi niespodzianek
- stwierdza, komentując decyzję Google, cytowany przez Motherboard Haroon Meer, ekspert zajmujący się cyberbezpieczeństwem.
W odpowiedzi na te wątpliwości Google wyjaśnił, że Chrome nie skanuje całego dysku.
Skaner wbudowany w przeglądarkę jest uruchamiany raz w tygodniu. Bada jedynie wyznaczone foldery - miejsca, które wiążą się na przykład z pobieraniem linków. Chrome nie ma dostępu do wszystkich danych, nie sprawdza każdego pliku na dysku. Działa w trybie mocno odizolowanym.
Głównym celem skanowania jest znalezienie oprogramowania, które "zaraża Chrome". Google rozbudował bowiem narzędzie udostępniane kilka lat temu. Skaner pozwalał przeanalizować, czy złośliwe oprogramowanie, na przykład wyświetlające uciążliwe reklamy, nie "zalęgło się" w przeglądarce. Wbudowanie go w przeglądarkę ma w jeszcze większym stopniu utrudnić infekowanie malware'em.
Funkcja, której istnienie odkryli eksperci, została wprowadzona jesienią zeszłego roku. Odkrycie tego faktu po wybuchu związanych z prywatnością i Facebookiem usprawiedliwia nadwrażliwości części użytkowników. Tym razem jednak wygląda na to, że nie ma się czego obawiać.
***