Od lat 50. tworzą prawdziwe UFO. Nie ma pewności, nad czym pracują teraz

Dziwne kształty i światła na niebie czy obiekty lecące z nieprawdopodobną prędkością, to wszystko jest standardowo uznawane za UFO. Najpopularniejsze wytłumaczenie - odwiedzają nas kosmici w swoich statkach. Jest jednak takie bardziej przyziemne: to tajne maszyny wojskowe. Jest pewna amerykańska firma, która seryjnie tworzy UFO od połowy ub. wieku i działa do dzisiaj.

Ta firma to Skunk Works, filia koncernu Lockheed Martin, zajmująca się najbardziej awangardowymi projektami. Od lat 40. ubiegłego wieku, dostarczyła wojsku USA wielu rewolucyjnych samolotów, a część z nich do dzisiaj wygląda "kosmicznie" i ma nadal rewelacyjne możliwości.

Amerykańskie wojsko i służby badające systematycznie doniesienia o UFO nad USA wielokrotnie uznawały, że pewna ich część to po prostu przypadki, kiedy nieświadomi niczego cywile dostrzegali na niebie którąś z maszyn Skunk Works. Czyli "niezidentyfikowany obiekt latający".

Zobacz wideo

UFO do szpiegowania ZSRR

Większość takich przypadków przypadało na lata 50. i 60. Wówczas w USA rozpoczęła się i trwała najsilniejsza mania UFO. W kinach wyświetlano mnóstwo filmów o tematyce powiązanej z obcymi i kosmosem, młodzież zaczytywała się w komiksach na ten sam temat i trwał prawdziwy wyścig kosmiczny z ZSRR, rozpalający emocje całego narodu. Pojazdy kosmiczne i kosmici wydawali się być wszędzie.

W tym samym czasie Skunk Works w absolutnej tajemnicy prowadziło prace nad maszynami daleko wykraczającymi poza to, co mieściło się w pojęciu przeciętnego obywatela USA na temat samolotów. Była to seria samolotów szpiegowskich począwszy od U-2, przez A-12 po SR-71.

U-2 latają w wojsku USA do dzisiaj, choć w znacznie zmodernizowanej postaci. Co do zasady jest to "szybowiec z silnikiem odrzutowym", zaprojektowany od początku do końca do latania na maksymalnie dużej wysokości. Miała to być gwarancja bezpieczeństwa przed radzieckimi myśliwcami. Pierwsze wersje U-2 osiągnęły nieco ponad 20 kilometrów. Była to jak na połowę lat 50. wartość ekstremalna. Nawet dzisiaj jest imponująca.

Amerykanie szybko zdali sobie jednak sprawę, że sama wysokość lotu nie zapewnia bezpieczeństwa, ponieważ w ZSRR rozwijano rakiety przeciwlotnicze. Jedna z nich w końcu zestrzeliła U-2 w 1960 roku, wywołując wielki skandal dyplomatyczny. Wówczas nie wiedział o tym prawie nikt, ale już kilka miesięcy wcześniej Skunk Works otrzymało kontrakt na produkcję nowych maszyn szpiegowskich A-12, mających latać nie tylko wysoko, ale też z ekstremalnymi prędkościami. Miało to im pozwolić uniknąć rakiet i uczynić śledzenie przez radary bardzo trudnym.

Maszyna wyprzedzała swoje czasy w wielu aspektach. Była zbudowana w znacznej mierze z tytanu, który wówczas był kosmicznym materiałem, dodatkowo produkowanym głównie w ZSRR i sprowadzanym przez CIA podstępem do USA. Stworzone na jej potrzeby silniki Pratt&Whitney J58 były w swoich czasach cudem inżynierii i do dzisiaj są na wiele sposobów unikalne. Opracowano też szereg technologii z zakresu materiałów kompozytowych i pierwszy raz na dobre starano się utrudnić wykrywanie samolotu przez radary, co dzisiaj jest potocznie nazywane "technologią stealth".

Niemal równocześnie podobnego samolotu, choć trochę powiększonego o miejsce dla drugiego członka załogi i dodatkowy sprzęt rozpoznawczy, zapragnęło lotnictwo wojskowe USAF. Inżynierowie Skunk Works z chęcią spełnili tę zachciankę i tak powstało ich prawdopodobnie najsłynniejsze dzieło - SR-71 Blackbird. Pierwszy lot miał miejsce w 1964 roku, zaledwie dwa lata po pierwszym locie A-12.

Losy obu typów maszyn, choć z pozoru bliźniaczo podobnych, potoczyły się diametralnie inaczej. A-12 były wykorzystywane przez CIA do lotów szpiegowskich tylko przez nieco ponad rok i szybko trafiły do lamusa, ze względu na wysokie koszty, niechęć ryzykowania lotów nad ZSRR i szybki rozwój satelitów szpiegowskich wypełniających to samo zdanie, ale bez ryzyka. Wojskowe SR-71 służyły natomiast z powodzeniem do końca lat 90., ponieważ były większe i mogły przenosić specjalistyczny sprzęt zwiadowczy, który dawał takie możliwości, jakich nigdy nie mogły mieć satelity. W efekcie A-12 są dzisiaj praktycznie zapomniane i zazwyczaj mylone ze słynnymi SR-71.

Ostatnim szeroko znanym zimnowojennym projektem Skunk Works był bombowiec F-117. Powstał już w latach 70., po wygaśnięciu początkowej manii UFO. Jednak jego testy skutecznie przyczyniły się do kolejnych doniesień o dziwnych kształtach w powietrzu. Była to pierwsza maszyna od podstaw zaprojektowana zgodnie z technologią "stealth". Dziwny, kanciasty latający trójkąt. Nie latał ani ekstremalnie wysoko, ani ekstremalnie szybko, ale był praktycznie niewidzialny dla ówczesnych radarów.

Kosmici jako dobra "przykrywka"

Wszystkie te opisane pokrótce maszyny testowano nad USA. Głównie na terenie wielkiego poligonu atomowego w Nevadzie. To na potrzeby prac nad U-2 a potem A-12 i SR-71 zbudowano bazę dzisiaj powszechnie znaną jako "Strefa 51". Dla F-117 powstała nieopodal dodatkowa baza Tanopah. Wszystko to było ściśle tajne. Do ukrycia rewolucyjnych maszyn przykładano wielką wagę. Kiedy jeden z A-12 rozbił się przy świadkach, to z jednej strony zagrożono im ciężkim więzieniem, jeśli powiedzą komukolwiek o tym, co widzieli, a z drugiej strony wypłacono po 25 tysięcy dolarów, co na lata 60. było bardzo dużą sumą.

Co więcej wszystkie te maszyny malowano na czarno i często wysyłano w powietrze nocą. Zwłaszcza, jeśli miały wylecieć poza bezludne tereny poligonu atomowego. Przy czym A-12 i SR-71 ze swoimi potężnymi silnikami po włączeniu dopalania i lotu z maksymalną prędkością zbliżoną do 3,5 tysiąca kilometrów na godzinę, ciągnęły za sobą długie ogniste jęzory gazów wylotowych. "Kosmiczne" efekty świetlne na niebie gwarantowane. F-117 zapewniały niezapomniane wrażenia dzięki swojemu kształtowi. Czarny trójkąt na niebie w latach 70. i 80. zdecydowanie nie należał do normalnych widoków. O istnieniu samolotu o takim kształcie nie było wiadomo do 1988 roku, kiedy ujawniono pierwsze niewyraźne zdjęcie.

Mania UFO tylko pomagała CIA i wojsku USA ukrywać samoloty ze Skunk Works. Lepiej, żeby przypadkowi świadkowie mówili o kosmitach i latających spodkach, niż zastanawiali się, co to za dziwny czarny samolot przeleciał im nad głowami.

"Czarne" projekty wciąż trwają

Nie ma powodów, aby wątpić, że obecnie na niebie lata kolejna generacja różnych "czarnych" maszyn. Wojsko i służby USA dysponują wartym kilkadziesiąt miliardów rocznie "czarnym budżetem", przeznaczonym na finansowanie tajnych programów. Biorąc pod uwagę to, jak w przeszłości Amerykanie skutecznie utrzymywali w tajemnicy to, co miało pozostać w tajemnicy, jest jak najbardziej możliwe, że nadal skutecznie ukrywają różne awangardowe konstrukcje. Dowiemy się o nich ze szczegółami najpewniej za kilkadziesiąt lat, kiedy już nie będą niczym awangardowym.

Jeśli chodzi o Skunk Works to publicznie ujawniona i dobrze opisana historia prac firmy zatrzymuje się na programie F-117, czyli w praktyce końcu zimnej wojny. W latach 90. firma zajęła się między innymi rozwijaniem technologii na potrzeby myśliwców piątej generacji F-22 i F-35, oraz dronami zwiadowczymi w technologii stealth. Wiadomo o co najmniej trzech maszynach: awangardowym, ale nieudanym RQ-3 DarkStar, udanym i wprowadzonym do seryjnej produkcji RQ-170 Sentinel, oraz rozwijaną za prywatne pieniądze maszyną Polecat, która uległa katastrofie i przynajmniej oficjalnie zakończyła prace Skunk Works w tej dziedzinie.

W latach 90. bardzo intensywnie spekulowano na temat następcy SR-71, popularnie nazywanego "Aurora". Miała to być kolejna "czarna" maszyna Skunk Works, zdolna do lotów na krawędzi atmosfery z prędkością przekraczającą pięć tysięcy kilometrów na godzinę. Jest wiele osób, które twierdzą, że widziały dziwny czarny kształt przecinający niebo z fantastyczną prędkością. Dowodów jednak nie ma, a wojsko USA zaprzecza, aby taki program istniał. Były szef Skunk Works, Ben Rich, pisze w swoich wspomnieniach, że to wszystko wymysły. Kryptonim "Aurora" miał być wykorzystywany przy pracach nad bombowcem stealth B-2 firmy Northrop Grumman.

Dzisiaj wiadomo już jednak, że jakieś prace nad następcą SR-71 rzeczywiście trwają w Skunk Works. Pierwsze informacje na temat potencjalnego SR-72 pojawiły się w 2013 roku i od tego czasu co kilka lat wycieka coś nowego. Ma to być maszyna zdolna latać z prędkościami rzędu 6-7 tysięcy kilometrów na godzinę przy pomocy silników strumieniowych. Ma to być jednak wewnętrzny program firmy Lockheed Martin. Nie wiadomo, czy wojsko lub służby USA są nim zainteresowane i finansują prace.

Wiadomo bowiem, że już istnieje konkurencyjna konstrukcja w postaci drona RQ-180 firmy Northrop Grumman, która najwyraźniej na chwilę obecną zajęła miejsce Skunk Works jako dostawcy "czarnego samolotu" wojska USA (być może rozbity Polecat był elementem prac nad konkurencją dla przyszłego RQ-180). Na temat RQ-180 wiadomo bardzo niewiele. Oficjalnie tyle, że istnieje. Ma to być duży dron zwiadowczy zbudowany w technologii stealth o kształcie rombu z długim skrzydłami. RQ-180 ma wypełniać te same zadania, jak miałby wypełniać SR-72, ale przy znacznie mniejszych kosztach i ryzyku. Maszynę prawdopodobnie testowano w Strefie 51 i prawdopodobnie jest wykorzystywana na całym świecie już od kilku lat. Być może jest odpowiedzialna za kolejne doniesienia o UFO.

Poza seryjnymi zwiadowczymi "czarnymi samolotami", Amerykanie na pewno rozwijają całą gamę tajnych technologii. Nie ma wątpliwości, że amerykański przemysł lotniczo-kosmiczny jest obecnie najbardziej zaawansowany na świecie. Historia jasno pokazuje, że nieustannie tworzył on maszyny i rozwiązania wyprzedzające swoją epokę. Skutecznie utrzymywane przy tym w tajemnicy.

Początki przy smrodliwej fabryce plastiku

Firma Skunk Works miała i zapewne ma w tym duży udział. Źródła jej sukcesu i już wręcz legendarnej renomy, sięgają czasów II wojny światowej. Firma Lockheed była wówczas bardziej znana z maszyn pasażerskich i zdecydowanie nie była gigantem, jakim jest teraz. Miała jednak wielki atut, inżyniera Clarence "Kelly" Johnsona, który okazał się być bez mała geniuszem w swoim fachu. To on był głównym projektantem słynnego myśliwca P-38 Lightning, który był pierwszym militarnym "przebojem" firmy Lockheed.

Na bazie tego sukcesu, firma dostała zlecenie na błyskawiczne (w 150 dni) zaprojektowanie pierwszego amerykańskiego myśliwca odrzutowego P-80. Zadanie powierzono Kelly'emu, który wywiązał się z niego śpiewająco. Stworzył wówczas mały zespół najlepszych inżynierów Lockheeda, wywalczył dla nich od szefostwa firmy bardzo dużą autonomię, położył nacisk na awangardowe, nieszablonowe, elastyczne myślenie i dołożył dużą presję, bezpośrednie zarządzanie oraz ścisłą tajemnicę. Dodatkowo wymusił faktyczne połączenie projektowania i produkcji. Inżynier projektujący maszynę miał nie bać się ubrudzić i pracować z kluczem nad prototypem czy przy seryjnej produkcji. W ten sposób mogli szybko wprowadzać poprawki i świetnie rozumieli, co tworzą.

Zespół początkowo pracował w namiotach na terenie lotniska Burbank w Kalifornii, gdzie miał swoją siedzibę Lockheed. Tuż za płotem od ich miejsca pracy była fabryka plastiku, zasmradzająca całą okolicę. Młodym inżynierom warunki pracy skojarzyły się z popularnym wówczas komiksem "Li'l Abner", gdzie występowała między innymi zasmradzająca całą okolicę fabryka "Skonk Works". Od tego była już prosta droga do nazwy "Skunk Works" (ang. skunksowa fabryka), która szybko się przyjęła.

W kolejnych latach zespół Kelly'ego umocnił swoją pozycję w ramach firmy Lockheed i stał się niezależnym pododdziałem. Zyskał też szacunek wojskowych i polityków, ponieważ był w stanie tworzyć i dostarczać samoloty w terminie oraz w budżecie. Stworzenie U-2 tylko scementowało prestiż "Skunk Works" oraz Kelly'ego. Firma oraz jej twórca mają dzisiaj już status legend przemysłu lotniczego.