Z badań przeprowadzonych w 2020 r. na zlecenie Urzędu Ochrony Konsumenta i Klienta (UOKiK) wynika, że aż 93 proc. osób robiących zakupy w internecie, kieruje się opiniami o produkcie zamieszczonymi w sieci przez innych konsumentów. Problem w tym, że wiarygodność takich recenzji pozostawia wiele do życzenia. Ich autorami często są pracownicy producenta danego urządzenia bądź "ghostwriterzy", którym zapłacono za taką opinię.
Wystarczy poświęcić kilka minut na prosty research, aby zorientować się, że w Polsce funkcjonują dziesiątki firm specjalizujących się w "produkowaniu" takich recenzji. Możemy zamówić 50, 100, a nawet 1000 pozytywnych komentarzy na temat naszego produktu - wszystko jest kwestią budżetu.
Z tymi oszukańczymi praktykami już od lat stara się walczyć UOKiK. Polski regulator odnosi na tym polu pierwsze sukcesy. W lutym tego roku urząd nałożył na firmę z Poznania karę w wysokości 40 tysięcy złotych za handlowanie w internecie nieprawdziwymi recenzjami.
Prezes UOKiK ustalił, że przedsiębiorca umyślnie wprowadzał konsumentów w błąd co do opiniowanych firm, w tym ich renomy, jakości usług czy oferowanych produktów. Z oferty Agencji City mógł skorzystać każdy i zamówić określoną liczbę pozytywnych recenzji. W cenniku dostępnych było 6 pakietów od small do premium; w tym ostatnim można było za 1200 zł kupić 100 opinii
- informował UOKiK w komunikacie. Wcześniej, bo w listopadzie 2022 r. urząd ukarał spółki Opinie.pro z Lubartowa i SN Marketing z Krakowa karami o łącznej wysokości ponad 70 tys. zł za oferowanie i sprzedaż nierzetelnych opinii w internecie.
Niestety zwalczanie takich oszukańczych praktyk przypomina walkę z wiatrakami. Na miejsce jednej firmy handlującej recenzjami powstają dwie kolejne, bo tam, gdzie jest popyt, jest również podaż. Prawdziwym problemem są bowiem firmy, które takie komentarze kupują. A w tym wypadku udowodnienie winy jest - na ten moment - znacznie trudniejsze, jeśli nie niemożliwe.
Z problemem fejkowych recenzji od lat mierzą się - i to w jeszcze większej skali - Amerykanie. Sytuacja stała się na tyle poważna, że odniosła się do niej Federalna Komisja Handlu. W ubiegły piątek FTC zaproponowała przepisy, które mają uderzyć w firmy zaangażowane w proceder sprzedawania i kupowania opinii w sieci.
"Proponowane prawo dotyczące fałszywych recenzji pokazuje, że używamy wszelkich dostępnych nam środków w walce z oszukańczymi praktykami w cyfrowej erze" - stwierdził Samuel Levine, dyrektor Biura Ochrony Konsumentów w FTC, cytowany przez NPR.
Przepisy te pociągałyby za sobą kary cywilne dla sprawców naruszeń i powinny pomóc wyrównać szanse dla uczciwych firm
- dodał.
FTC proponuje karę w wysokości nawet 50 tys. dolarów (około 200 tys. zł) za - uwaga - pojedyncze wyświetlenie fałszywej recenzji. To iście drakońskie przepisy. Amerykanie na razie nie precyzują jednak, w jaki sposób zamierzają to prawo egzekwować.
Poza tym Komisja chce zobowiązać firmy, aby każda recenzja opublikowana przez osobę powiązaną z danym produktem (a nawet blisko spokrewnioną z taką osobą) była opatrzona czytelnym ostrzeżeniem. Innym obostrzeniem ma być zakaz prowadzenia wydawnictw prasowych zajmujących się tworzeniem recenzji przez producentów urządzeń.
Z badań przeprowadzonych w 2020 r. przez firmę Fakesport (dewelopera pracującego nad technologią AI, która ma pomóc w walce z oszukańczymi recenzjami) wynika, że jedna na trzy opinie publikowane w sieci, została sfałszowana.