W weekend nad Polską znów zaczęły występować zakłócenia sygnału GPS. Z map portalu GPSjam.org wynika, że problemy występowały w około 2/3 kraju - od Gdańska do Częstochowy. Na południu zakłócenia mieściły się w normie, najgorzej natomiast było na północnym-wschodzie Polski, gdzie zakłócenia były silne.
Zakłócenia występują dość cyklicznie od grudnia. Liczni eksperci jako ich źródło wskazują Rosjan. Dr Michał Marek, ukrainoznawca oraz ekspert ds. przeciwdziałania dezinformacji na swoim profilu na X (dawniej Twitter) wyjaśnia, że Rosjanie wykorzystują obecne zakłócenia i sugerują, że służą one rzekomemu przemieszczeniu wojsk przez NATO, które ma się szykować do ataku. "W rosyjskim przekazie propagandowym mamy do czynienia z działaniami #NATO-wskich systemów WRE, które rzekomo 'prawdopodobnie mają związek' z tuszowaniu działań dot. dyslokacji wojsk... NATO rzekomo 'przygotowuje się' do ataku..." - napisał dr Michał Marek na X.
Zakłócenia sygnału GPS to nie tylko problem Polski, ale też innych krajów bałtyckich. Obecnie problemy występują jeszcze w dużej części Estonii. Pozostałe kraje są mniej dotknięte, ale uciążliwości mogą być odczuwalne w niektórych południowych częściach Szwecji i Finlandii oraz na zachodzie Niemiec i Danii.
Występowanie zakłóceń funkcjonowania nawigacji satelitarnej można łatwo obserwować na stronie gpsjam.org, stworzonej przez Johna Wisemana, amatorsko zajmującego się między innymi obserwacją ruchu lotniczego i związanych z nim wydarzeń. Dane zasilające portal pochodzą z sieci radioamatorów ADSBx, którzy przechwytują i gromadzą sygnały nadawane otwarcie przez samoloty cywilne, a czasem też wojskowe. Można w nich odnaleźć między innymi informacje z systemów pokładowych na temat jakości sygnału nawigacji satelitarnej. Strona gpsjam.org gromadzi te dane i w zależności od tego, ile samolotów na danym obszarze zgłasza problemy z dokładnością systemów nawigacyjnych, jest on oznaczany jako wolny od zakłóceń (zielony) lub ze średnimi (żółty) albo wysokimi (czerwony). Ta ostatnia kategoria oznacza, że ponad 10 procent maszyn informuje o problemach - wyjaśniał w Gazeta.pl nasz dziennikarz Maciek Kucharczyk.
Ryzyko, że samoloty będą się z takiego powodu rozbijać, jest małe. Lotnictwo cywilne standardowo polega na satelitach do ustalania położenia maszyn w powietrzu, ale jest w stanie poradzić sobie bez tego. Choć wymaga to większego wysiłku i jest mniej dokładne. Zakłócanie sygnałów nawigacji satelitarnej oznacza więc głównie uciążliwość, obciążenie systemu i opóźnienia.
Znacznie groźniejszym działaniem jest oszukiwanie (angielska nazwa "spoofing") poprzez wysyłanie konkretnemu odbiornikowi nawigacji satelitarnej odpowiednio spreparowanych sygnałów, które wprowadzą go w błąd co do jego położenia. W ten sposób można na przykład sprawić, że samolot lecący na autopilocie zmieni kurs albo załoga podejmie błędne decyzje co do nawigacji, ponieważ będzie przekonana, że jest gdzie indziej niż w rzeczywistości. Tego rodzaju incydenty się zdarzały, choć są bardzo rzadkie, ponieważ takie oszukiwanie jest znacznie trudniejsze niż ogólne zakłócanie.
Niezależnie od tego jakiekolwiek ingerencje w działanie nawigacji satelitarnej mogą mieć w skrajnych sytuacjach tragiczne konsekwencje. W 2019 roku w USA prawie doszło do katastrofy podczas podejścia do lądowania w górzystym terenie w Sun Valley w Idaho. Załoga kierowała się wskazaniem urządzeń pokładowych, ponieważ wleciała w chmury dymu z pożarów lasów. Według raportu NASA z powodu silnych zakłóceń działania GPS w tej okolicy samolot zboczył z kursu i kierował się wprost na górski szczyt. Na szczęście zauważył to kontroler ruchu lotniczego na radarze i w ostatniej chwili ostrzegł załogę.
Majstrowanie przy sygnałach nawigacji satelitarnej jest więc działaniem niepożądanym. Zazwyczaj jest efektem działalności wojskowej. Zakłócanie to efekt wysyłania przez jakiś silny nadajnik na ziemi sygnałów na częstotliwościach używanych przez satelity nawigacyjne. Utrudnia to odbieranie tych właściwych albo wręcz je uniemożliwia. Sygnały wysyłane przez satelity są słabe, więc odbiorniki mogą zostać przytłoczone przez fałszywe emisje z ziemi. Działania tego rodzaju są obiektem dużego zainteresowania wojska, zwłaszcza rosyjskiego. NATO posiada znaczne ilości sprzętu i uzbrojenia wykorzystującego nawigację satelitarną. Ograniczanie ich skuteczności ma więc ogromne znaczenie. W praktyce można to obserwować na polu walki w Ukrainie. Rosjanie w kluczowych dla siebie miejscach starają się tam całkowicie zakłócać GPS, aby obniżyć celność takiej ukraińskiej broni jak rakiety GMLRS i bomby JDAM. Ich działania mają przynosić zauważalne efekty, choć stworzenie swoistej bańki bezpieczeństwa w promieniu kilkunastu-kilkudziesięciu kilometrów wymaga wyspecjalizowanego sprzętu do walki radioelektronicznej (WRE), którego zawsze jest za mało.
Rosyjskie wojska WRE (walki radioelektronicznej) są uznawane za jedne z najbardziej rozbudowanych i najlepszych na świecie. Dysponują licznymi systemami mającymi być w stanie zakłócać działanie GPS. Najczęściej wymieniane w tym kontekście to R-330Ż Żytiel, RB-301B Borisoglebsk-2 i Pole-21. Rosjanie mają jednak bardzo dużo innych typów systemów WRE, których prawdziwe możliwości nie są publicznie znane. Zdolność do zakłócania GPS pojawia się regularnie w ich reklamowych i propagandowych opisach.