O tym, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat rozwinęły się narzędzia AI, nikogo przekonywać nie trzeba. Wystarczy spojrzeć na realistyczne obrazy i materiały wideo, które potrafią dziś wygenerować modele generatywnej sztucznej inteligencji.
Niestety, chwilami ta technologiczna rewolucja zjada własne dzieci. Media społecznościowe i serwisy wideo zalewane są różnej maści materiałami deepfake. Chcecie zobaczyć rapującego papieża Franciszka? Nic prostszego. A może wolicie Szymona Hołownię, który knajackim językiem ogłasza przeniesienie obrad Sejmu na Twitcha. Proszę bardzo.
W wielu przypadkach coraz trudniej nam odróżnić "prawdziwe" wideo od stworzonego bądź poprawionego przez AI. Treści deepfake nie tylko wprowadzają nas w błąd. Mogą być również wykorzystywane do oszustw, jak w przypadku sfałszowanego filmu z prezydentem Andrzejem Dudą, który zachęcał do podejrzanych inwestycji.
Google już w ubiegłym roku zapowiedział, że zamierza na poważnie zająć się materiałami AI na platformie YouTube. Chodziło zarówno o obowiązek oznaczania tego rodzaju treści, jak również o możliwość zgłaszania roszczeń dotyczących nieautoryzowanego tworzenia wizerunku i głosu za pomocą AI.
Teraz firma postanowiła przejść od słów do czynów. Począwszy od poniedziałku, wszyscy twórcy działający na platformie muszą wyraźnie poinformować swoich widzów, że dane wideo (lub jego część) zostało wygenerowane bądź poprawione przez sztuczną inteligencję.
Będą służyć do tego specjalne oznaczenia. W przypadku typowo lifestyle'owych materiałów tego rodzaju informacja pojawi się w opisie, natomiast w filmach, które dotykają bardziej wrażliwych tematów, jak zdrowie, polityka, finanse czy wybory, monit zostanie umieszczony bezpośrednio na kadrze.
Generatywna sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki twórcy wyrażają siebie – od pomysłów na tworzenie scenopisów po eksperymentowanie z narzędziami usprawniającymi proces twórczy. Jednak widzowie coraz częściej chcą większej przejrzystości w kwestii tego, czy oglądane przez nich treści są zmienione, bądź syntetyczne.
- tłumaczy Google w komunikacie.
Firma wyjaśniła też na kilku przykładach, jakiego rodzaju treści uznaje za edytowane bądź wygenerowane przez AI. Chodzi m.in. o:
Obowiązek oznaczania materiałów AI będzie spoczywał na samych twórcach. Póki co, nie wiemy, z jakimi konsekwencjami będą się mierzyć osoby, które go zignorują. Można jednak domyślić się, że ryzykują one czasową lub całkowitą blokadą kanału. Co ważne, YouTube będzie miał możliwość samodzielnego oznaczania wideo, jeśli dany twórca tego nie zrobił lub jeśli platforma uzna, że materiał ten może wprowadzać widzów w błąd.
Pierwsze filmy z takimi oznaczeniami powinny pojawić się w serwisie już w najbliższych tygodniach. Na początku będą widoczne w aplikacjach na smartfony (iOS/Android), a następnie również w wersji przeglądarkowej oraz aplikacji na telewizory