Przez ostatnie kilka tygodni miałem okazję testować nowego 13-calowego iPada Air z układem M2, czyli "młodszego brata" modeli Pro. Młodszego, a przy tym tańszego. Podstawowy model iPada Air M2 został wyceniony na 2999 zł (11 cali) oraz 3999 zł (13 cali), co - biorąc pod uwagę bardzo wysokie ceny większości urządzeń Apple - nie wygląda wcale źle.
Dla porównania, za najtańszy model nowego iPada Pro z układem M4 zapłacimy odpowiednio 5299 zł (11 cali) oraz 6999 zł (13 cali). Z jakimi kompromisami musimy się liczyć, decydując się na zakup tańszego wariantu? Do jakiego użytkownika jest skierowany iPad Air? Jakie są mocne i słabe strony tego urządzenia? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie poniżej.
Pod względem designu nowy iPad Air 2 bliźniaczo przypomina modele Pro. Mamy tu więc do czynienia z konstrukcją stanowiącą połączenie szkła i aluminium. Ekran został pokryty powłoką oleofobową, dzięki której nie zbiera on (nadmiernie) odcisków palców. Ramki tabletu są węższe niż w modelu Air M1, ale producent ma tu wciąż pole do poprawy.
Na plecach urządzenia znajduje się logo Apple, 3-pinowe złącze do podłączenia akcesoriów i pojedyncza kamerka (w modelu Pro mamy podwójny aparat). Z przodu znajdziemy z kolei kamerę do wideorozmów, która - wreszcie - została umiejscowiona na dłuższej krawędzi urządzenia.
Apple niedawno ostatecznie pożegnał złącze ładowania Lightning. I raczej nie będziemy za nim tęsknić. Na dolnej krawędzi iPada umieszczono port USB-C. Znajdują się tu również maskownice dwóch głośników stereo (w modelach Pro mamy do dyspozycji 4 głośniki).
Nowe iPady Pro dysponują funkcją FaceID, która umożliwia odblokowanie urządzenia skanem twarzy. iPad Air został jej niestety pozbawiony. Znajdziemy tu czytnik linii papilarnych (TouchID) wbudowany w przycisk budzenia/usypiania tabletu, który został umieszczony na górnej krawędzi urządzenia. W mojej skromnej opinii jest to niestety rozwiązanie znacznie mniej wygodne podczas codziennego użytkowania iPada.
iPad Air M1 był dostępny tylko w jednym wariancie przekątnej ekranu - 10,9 cali. Osoby, którym zależało na większym wyświetlaczu, musiały dopłacać (i to sporo) do 13-calowego iPada Pro. Na szczęście w przypadku nowego iPada Air M2 mamy do wyboru dwa warianty - 11 oraz 13 cali.
Większy wariant oferuje rozdzielczość 2048 × 2732, co przekłada się na zagęszczenie pikseli na poziomie 264 PPI. W przypadku modelu 11-calowego jest to odpowiednio 1640 × 2360 i również 264 PPI.
iPad Air M2, podobnie jak swój poprzednik został wyposażony w wyświetlacz Liquid Retina. Mamy tu więc do czynienia z nieco podstarzałą matrycą IPS. Do tego dysponującą jedynie standardowym odświeżaniem 60 Hz. Nie zrozumcie mnie źle, to przyzwoity ekran z dobrym kontrastem i czernią i znakomitymi kolorami (pokrycie szerokiej gamy barw P3). Od sprzętu tej klasy oczekiwałbym jednak czegoś więcej.
Tym czymś więcej byłaby matryca miniLED, która jeszcze do niedawna była oferowana w iPadach Pro. Teraz otrzymały one organiczny wyświetlacz OLED, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby miniLED zawitało do iPada Air. Wówczas najtańszy standardowy iPad dysponowałby ekranem IPS, droższy i mocniejszy wariant Air - ekranem miniLED, a najmocniejszy iPad Pro - panelem OLED. Takie zróżnicowanie poszczególnych modeli byłoby ze wszech miar logiczne.
Jeśli chodzi o jasność wyświetlacza, to w modelu iPad Air M2 13 cali osiąga ona solidne 600 nitów, a w wariancie z mniejszym ekranem - 500 nitów. Nowy iPad dysponuje również powłoką antyodblaskową.
Sercem nowego iPada Air jest procesor M2, czyli ten sam, który napędzał iPada Pro (2022). Powiedzieć, że to wciąż wydajny układ, to nie powiedzieć nic. To istna bestia, która osiąga fenomenalne wyniki w benchmarkach. Wyniki nieosiągalne dla większości tabletów na rynku. Ba, iPad Air mógłby stanąć w szranki z niejednym ultrabookiem z Windowsem.
Zastosowany w iPadzie Air M2 układ jest na tyle wydajny, że jestem w stanie wybaczyć Apple "zgubienie" jednego z rdzeni. Przypomnijmy: początkowo firma twierdziła, że jednostka ta dysponuje 10 rdzeniami GPU, testy wykazały jednak, że rdzeni jest 9 i dopiero wtedy Apple przyznał się do pomyłki.
Oprócz wspomnianego już procesora z 8 rdzeniami CPU i (przypomnę raz jeszcze) 9 rdzeniami GPU, do dyspozycji mamy również 8 GB pamięci RAM oraz 128/256/512 lub 1 TB pamięci na dane użytkownika.
iPad Air M2 bez problemu radzi sobie nie tylko z grami czy aplikacjami do pracy biurowej, ale umożliwia też profesjonalną edycję zdjęć oraz montaż i rendering wideo. Takie aplikacje jak Adobe Photoshop, Lightroom czy DaVinci Resolve nie są dla niego żadnym wyzwaniem.
Jeśli jednak zależy nam na pełnym wykorzystaniu potencjału iPada Air M2, to niezbędne mogą okazać się dodatkowe akcesoria - przede wszystkim klawiatura oraz rysik. Ja korzystałem ze znakomitej klawiatury Magic Keyboard. W tym przypadku praca na iPadzie Air nie różniła się jakoś znacząco od korzystania z mojego prywatnego MacBooka Air, który również dysponuje z układem M2. Warto jednak pamiętać, że system iPadOS nie oferuje wielu funkcji dostępnych w desktopowym MacOS.
Niestety Magic Keyboard do tanich nie należy. Za klawiaturę dla iPada Air z 13-calowym ekranem przyjdzie nam zapłacić aż 1799 zł, czyli więcej niż kosztuje niejeden tablet z Androidem. Na szczęście iPad Air M2 obsługuje również starsze klawiatury Apple, jak i tańsze klawiatury innych producentów (np Logitech). Przed zakupem warto oczywiście upewnić się, czy mamy do czynienia z kompatybilnym modelem.
Jeśli chodzi o rysiki, to tu z kompatybilnością jest już gorzej. iPad Air M2 obsługuje najnowszy Apple Pencil Pro (3. generacji), jak również podstawowy rysik Apple Pencil (USB-C). Starsze modele nie są obsługiwane, co dla wielu osób będzie wiązało się z kolejnym wydatkiem.
Testowany przeze mnie 13-calowy wariant iPada Air M2 dysponuje akumulatorem o pojemności 36,59 Wh, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Podczas codziennego użytkowania (internet, filmy, aplikacje biurowe) urządzenie działało na jednym ładowaniu baterii przez około 10 godzin. Przy większym obciążeniu procesora (gry) ten czas spadł do około 7-8 godzin, co i tak jest świetnym wynikiem.
iPad Air M2 to propozycja dla osób, które szukają wydajnego tabletu, ale nie chcą przy tym dopłacać kilku tysięcy złotych do modelu Pro z układem M4, którego potencjału i tak (raczej) nie wykorzystają. Sprzęt ten wyróżnia się nie tylko szybkością działania, ale i minimalistycznym designem, jasnym ekranem i bardzo wytrzymałą baterią, a po podłączeniu klawiatury zmienia się w funkcjonalnego ultrabooka.
Do ideału zabrakło w zasadzie jednego - wyświetlacza miniLED z odświeżaniem 120 Hz. Uważam, że taki panel zwyczajnie powinien znaleźć się w tablecie tej klasy, a Apple popełniło błąd, decydując się na zastosowanie starszej matrycy IPS.