Informacja o sprzedaży 1,18 mln akcji Arm Holdings została ujawniona we wtorek. Intel sprzedał walory spółki w oparciu o rynkową cenę na poziomie 124,3 dol. za akcję. Jak szacuje serwis Investing.com, transakcja ta przyniosła amerykańskiemu producentowi chipów około 146,7 mln dolarów. Zarówno Intel, jak i Arm Holdings odmówiły komentarza w sprawie. Rynkowi analitycy cytowani przez Agencję Reutera zwracają jednak uwagę, że decyzja jest spójna z ogłoszonym wcześniej przez firmę planem restrukturyzacji, który zakłada odzyskanie płynności finansowej.
Na początku sierpnia Intel ogłosił drastyczny plan cięcia kosztów, który zakłada m.in. zwolnienie 15 proc. pracowników, czyli aż 15 tysięcy osób. Większość z nich straci pracę jeszcze w tym roku. Amerykański producent procesorów poinformował również, że zmniejszy wydatki na inwestycję (20 proc.) i zawiesi wypłatę dywidendy, co zdecydowanie nie spodobało się akcjonariuszom.
W efekcie akcje Intela na giełdzie zanurkowały. W środę 7 sierpnia spadły one do poziomu 18,88 dolarów, czyli najniższego od ponad dekady. Później nastąpiło delikatne odbicie. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż są o niemal 60 procent. tańsze niż jeszcze na początku tego roku.
Jak zauważa serwis Strefa Inwestorów, przy wycenie na poziomie 19-20 dolarów cena akcji jest niemalże równoznaczna z tzw. materialną wartością księgową przedsiębiorstwa. Jest to o tyle niepokojące, że w przypadku tak dużych spółek jak Intel wartość akcji powinna przewyższać ich namacalną wartość księgową, gdyż poza aktywami fizycznymi firmy te dysponują też walorami niematerialnymi (chodzi np. o patenty).
Sprzedając akcje Arm Holdings Intel kontynuuje paniczne poszukiwanie pieniędzy. Według stanu na koniec czerwca firma z Santa Clara dysponowała gotówką i ekwiwalentem gotówki w wysokości 11,29 mld dolarów, przy całkowitych zobowiązaniach bieżących wynoszących około 32 mld dolarów.
Na domiar złego od kilku tygodni Intel zmaga się z jedną z największych technologicznych afer ostatnich lat. Chodzi o problemy z desktopowymi układami Intel Core z rodziny Raptor Lake (13 i 14 generacja). Procesory ulegają szybszemu zużyciu, co wynika z degradacji krzemowych tranzystorów. To z kolei prowadzi do problemów ze stabilnością sprzętu (zawieszanie się) lub jego całkowitego uszkodzenia.
Skala problemu jest globalna, a zarówno Intel, jak i producenci płyt głównych nie znaleźli żadnego skutecznego sposobu na jego rozwiązanie. Dla wielu użytkowników może to oznaczać konieczność wymiany procesora na nowy. W związku z tym na początku sierpnia Intel ogłosił, że przedłuży gwarancję na procesory Intel Core 13. i 14. generacji. O dodatkowe dwa lata. W efekcie, układy będą objęte pięcioletnią gwarancją, zamiast standardowych trzech lat. Konieczność darmowej wymiany wadliwych układów wiąże się z dużymi dodatkowymi kosztami, co jeszcze bardziej utrudni Intelowi odzyskanie płynności finansowej.