Po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych wielu użytkowników opuszcza platformę X (znaną niegdyś jako Twitter) należącą do Elona Muska, przedsiębiorcy i bliskiego współpracownika prezydenta elekta Donalda Trumpa. Dziennikarz i analityk Similiarweb David F. Carr przekazał NBC News, że choć 6 listopada portal X odnotował największy ruch w ciągu roku, już dzień później z konta zrezygnowało 115 414 internautów. To najwyższa liczba w ciągu jednej doby, odkąd Musk przejął serwis społecznościowy w październiku 2022 roku.
Rezygnację z prowadzenia konta na X ogłosił między innymi "The Guardian". Brytyjski dziennik tłumaczył decyzję promowanymi przez platformę "niepokojącymi treściami", które zdaniem redakcji uwzględniają "skrajnie prawicowe teorie spiskowe i rasizm". "X jest toksyczną platformą medialną, a jej właściciel Elon Musk wykorzystał jej wpływy do kształtowania politycznego dyskursu" - czytamy w oświadczeniu. Poza dziennikarzami na podobny krok zdecydowali się liczni celebryci, w tym między innymi aktorka Jamie Lee Curits czy autor powieści grozy Stephen King. Aktywność na portalu zawiesił także oficjalny profil... Mostu Wiszącego Clifton w brytyjskim Bristolu.
Sytuację wyjaśnił w rozmowie ze Sky News Adam Tinworth - dziennikarz i analityk specjalizujący się w mediach społecznościowych, wykładowca londyńskiego City St George's University. W jego ocenie użytkowników faktycznie odstręczają związki polityczne Muska oraz "wykorzystywanie platformy do promowania interesów" Trumpa. Zaznacza jednak, że dla wielu internautów decydujące okazują się czynniki "pragmatyczne". Pojawiają się bowiem liczne głosy wskazujące na niski poziom moderacji treści czy nasilenie działalności botów, co wpływa na komfort korzystania z serwisu.
Tinworth utożsamia problemy z cięciem zatrudnienia. Niedługo po przejęciu platformy X Musk informował media, że zredukował liczbę pracowników o około 80 procent. Zdaniem analityka to właśnie ta decyzja przyczyniła się do zmian na gorsze. - Nie ma już tych samych zasobów, a jego priorytetami niekoniecznie są kwestie zaufania i bezpieczeństwa, czyli moderacja treści, usuwanie botów i podobne - wyjaśnił.
Alternatywą dla wielu użytkowników X stała się platforma Bluesky. Jej początki sięgają jeszcze 2019 roku, kiedy została zapoczątkowana z inicjatywy ówczesnego prezesa Twittera Jacka Dorsey'a. Pierwotnie miała ona na celu decentralizację platformy. W 2021 roku stała się jednak niezależną firmą. Gdy Musk przejął Twittera, zerwał z nią wszystkie związki. Od maja tego roku w zarządzie Bluesky nie zasiada już również Dorsey.
Choć Bluesky oparty jest na modelu i interfejsie zbliżonym do Twittera, chwali się między innymi większymi możliwościami moderacji oraz zwalczania "toksycznych treści". To być może z tych powodów w ostatnich dniach platforma odnotowała dynamiczny wzrost liczby użytkowników. Od września liczba internautów korzystających z platformy wzrosła z 9 milionów do 15 milionów. W piątek (15 listopada) Bluesky pochwaliło się natomiast, że tylko w ciągu jednego dnia zarejestrowało się na nim milion nowych użytkowników.
W rozmowie ze Sky News Jason Barnard, dyrektor generalny agencji marketingu internetowego Kalicube, zauważył, że X traci zaufanie nie tylko internautów, ale również Google'a. Rozmówca dziennikarzy zawodowo zajmuje się między innymi kwestią analizy danych, na podstawie których wyszukiwarka weryfikuje, które informacje mają charakter merytoryczny.
- Bluesky jest 20 razy mniejszy pod względem liczby użytkowników. Jeśli szukasz ludzi w Google, wyników z Bluesky będzie 10 razy mniej niż tych z X. Dziś są one jednak 10 razy ważniejsze dla Google'a, jeśli chodzi o kwestie merytoryczne - tłumaczył Barnard. Dodał również, że rosnąca liczba użytkowników w przyszłości tylko przyczyni się do większego zaufania ze strony wyszukiwarek internetowych oraz modeli AI typu ChatGPT.