Branża technologiczna nie wybacza błędów. W świecie, gdzie liczy się innowacyjność i zdolność adaptacji, nawet najwięksi mogą spaść z piedestału. Boleśnie przekonali się o tym trzej rynkowi giganci, którzy na skutek błędnych decyzji, braku innowacyjności lub po prostu pecha stali się cieniem dawnej wielkości.
Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku Atari było jednym z hegemonów na rynku gier wideo, konsol oraz komputerów osobistych. To właśnie tej firmie zawdzięczamy kultowego "Ponga" oraz konsolę Atari 2600, która sprzedała się w ponad 25 mln egzemplarzy i była jednym z pierwszych urządzeń wykorzystujących kartridże.
W 1978 roku w atmosferze skandalu firmę opuścił Nolan Bushnell, współzałożyciel Atari i główny architekt licznych sukcesów tej marki. Co ciekawe, pomimo tych zawirowań przedsiębiorstwo nadal dynamicznie się rozwijało, a lata 1979-1982 uznawane są dziś za złotą erę Atari, jak również złotą erę automatów do gier (arcade). To w tym czasie Atari czerpało rekordowe zyski ze sprzedaży maszyn z grami "Space Invaders", "Pac-man" czy "Asteroids".
Ta era zakończyła się w 1983 r., kiedy doszło do wielkiego krachu na rynku gier. Firmie nie pomogły też wewnętrzne konflikty oraz wypuszczenie na rynek takich bubli, jak oparta na filmie Stevena Spielberga gra "E.T.", która do dziś uznawana jest za jedną z największych kompromitacji w historii tej branży.
Jeszcze w tym samym roku koncern Warner Inc, ówczesny właścicieli Atari, ogłosił restrukturyzację firmy. Wstrzymano produkcję gier oraz dobrze zapowiadającej się konsoli Atari 7800. Rok później oddział odpowiedzialny za gry i konsole (Atari Computers) został sprzedany.
Atari próbowało powrócić do dni chwały na początku lat 90. i wypuściło na rynek komputer Atari Falcon oraz konsolę Jaguar. Niestety obydwa urządzenia okazały się sprzedażową porażką. Dość powiedzieć, że firma sprzedała zaledwie 250 tys. egzemplarzy Jaguara, czyli stukrotnie mniej niż w przypadku Atari 2600.
Od końca lat 90. aż do dziś Atari kilkukrotnie zmieniało właściciela, otarło się o bankructwo i próbowało sił w tak egzotycznych dla siebie branżach jak kryptowaluty, hazard, a nawet hotelarstwo. W 2020 roku po udanej akcji crowdfundingowej firma wypuściła na rynek retro konsolę Atari VCS. Był to już jednak tylko łabędzi śpiew niegdyś kultowej marki.
W 2021 roku nowym prezesem został Wade Rosen. Zapowiedział, że pod jego rządami marka powróci do swoich korzeni i skupi się na tworzeniu gier retro. W marcu 2024 r. Atari ogłosiło nawiązanie współpracy z producentem automatów do gier Alan-1, aby przenieść tytuły z serii Atari Recharged na automaty. Czy czeka nas więc wielki comeback Atari? Oby. Jako wieloletni posiadacz kultowego już komputera Atari 800XL wciąż mam do tej marki niezwykły sentyment.
W latach 90. XX wieku Yahoo było niemal synonimem internetu. Serwis oferował dostęp do najświeższych wiadomości, poczty elektronicznej oraz popularnej wyszukiwarki. Amerykańska firma prężnie się rozwijała, a do tego przejmowała konkurencyjne biznesy.
Co więc poszło nie tak? Pierwszym ciosem okazało się pęknięcie internetowej bańki giełdowej na początku XXI wieku. W efekcie akcje Yahoo, za które w styczniu 2001 roku płacono prawie 119 dolarów, pod koniec sierpnia były warte zaledwie cztery dolary.
Prawdziwym nemezis dla Yahoo stał się jednak Google. Startup z Mountain View zaoferował użytkownikom bardziej precyzyjną i rozbudowaną wyszukiwarkę. Yahoo próbowało ratować się ucieczką do przodu, ale kolejne wielkie inwestycje kończyły się jedynie przepalaniem pieniędzy.
Yahoo przez lata zmagało się z brakiem spójnej strategii rozwoju. Firma próbowała konkurować na wielu frontach jednocześnie: od wyszukiwarek, przez pocztę elektroniczną, po serwisy rozrywkowe. Niestety, żadna z tych usług nie była na tyle innowacyjna, aby wyznaczyć nowe standardy dla branży.
Yahoo przegapiło też kilka szans na przejęcie rynkowych rywali. Jeszcze pod koniec lat 90. miała okazję, aby kupić Google. "Pamiętam, gdy w 1998 lub na początku 1999 r. namawiałem Davida Filo [jeden ze współzałożycieli Yahoo - red.] do kupna Google, ponieważ zarówno ja, jak i inni programiści w firmie woleliśmy korzystać z ich wyszukiwarki zamiast z Yahoo" - wspominał po latach Paul Graham, były pracownik Yahoo. W odpowiedzi usłyszał jednak od Filo, że nie powinien sobie zawracać głowy wyszukiwarką, która i tak generuje dla Yahoo zaledwie sześć proc. ruchu.
W 2006 r. firma miała z kolei możliwość przejęcia Facebooka za kwotę miliarda dolarów. Tej transakcji także nie udało się jednak zrealizować, a powodem był nagły spadek wartości akcji Yahoo na giełdzie.
Do upadku Yahoo przyczyniły się również wewnętrzne konflikty. Kultura korporacyjna firmy była często opisywana jako zbiurokratyzowana, co skutkowało powolnym podejmowaniem decyzji i brakiem elastyczności w szybko zmieniającym się środowisku technologicznym.
Dodatkowo firma nie inwestowała wystarczających środków w badania i rozwój, co ograniczyło jej zdolność do wprowadzania nowatorskich produktów. W efekcie Yahoo stało się firmą bardziej reaktywną niż kreatywną, przegrawszy wyścig technologiczny z takimi gigantami jak Google czy Facebook.
W 2012 roku na czele Yahoo stanęła Marissa Mayer, która wcześniej przyczyniła się do wielu sukcesów Google. Niestety nie udało się jej uratować podupadającego giganta. W 2016 roku trafił w ręce koncernu Verizon, a dziś firma znajduje się w zupełnie innym miejscu niż jej dawny rywal.
Historia firmy Kodak to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów nieumiejętności dostosowania się do rynkowych trendów i zmieniającego się świata. Amerykański koncern przez dekady był potentatem na rynku fotografii.
To Kodak wprowadził do sprzedaży pierwszy aparat dla amatorów i pierwszy kolorowy film, czym wyznaczył standardy dla fotografii małoobrazkowej. Szacuje się też, że na błonie filmowej Kodaka nakręcono aż 80 filmów nagrodzonych Oscarem, co doskonale obrazuje kluczową rolę tej firmy również w branży kinematograficznej.
Niestety Kodak stał się później ofiarą swego sukcesu. W 1975 r. firma wyprodukowała pierwszy na świecie cyfrowy aparat i… stanęła w miejscu. Kodak nie chciał pójść w stronę cyfrowej fotografii, ponieważ bał się, że zrujnuje ona jego wielki analogowy biznes.
W efekcie firma nie tylko spóźniła się z wejściem na rynek aparatów cyfrowych, lecz także przegapiła okazję, by odegrać kluczową rolę w rozwijającym się ekosystemie cyfrowej edycji i przechowywania zdjęć. Ten błąd wykorzystali później rynkowi konkurenci.
Lata 90. I początek XXI wieku to szereg kolejnych fatalnych biznesowych decyzji. Dla przykładu, w 2001 roku Kodak przejął serwis Ofoto, który służył do przechowywania i udostępniania zdjęć. Firma miała w swoich rękach protoplastę Instagrama, a zmieniła go w sklep do drukowania cyfrowych odbitek.
Po upadku rynku analogowej fotografii Kodak podejmował liczne próby dywersyfikacji działalności, jednak większość z nich zakończyła się niepowodzeniem. Firma eksperymentowała z drukarkami, materiałami chemicznymi, a nawet biotechnologią. Niestety, żaden z tych kierunków nie przyniósł znaczących sukcesów, a niektóre z nich pochłonęły ogromne zasoby finansowe.
Co więcej, kiedy rywale, np. Canon czy Sony, budowali silne marki w segmencie cyfrowej fotografii, Kodak nie zdołał wypracować nowej tożsamości ani rozpoznać kluczowych trendów, takich jak rozwój fotografii mobilnej.
W 2013 roku Kodak stanął na krawędzi bankructwa. Koniec końców udało mu się uciec spod topora, ale dziś nie ma już absolutnie żadnego wpływu na branżę fotograficzną.