Trump zmienił Biały Dom w showroom Tesli. Te obrazki przejdą o historii [OPINIA]

Daniel Maikowski
Podczas gdy Wall Street tonie w czerwieni, a USA mierzą się z ryzykiem recesji i rosnącej inflacji, prezydent Donald Trump postanowił wyciągnąć pomocną dłoń do najbogatszego człowieka na świecie.
USA-TRUMP/
Fot. REUTERS/Kevin Lamarque

Takich scen nie widzieli chyba nawet najstarsi stażem pracownicy Białego Domu. We wtorek trawnik pod rezydencją prezydenta USA na kilka godzin zmienił się w salon wystawowy Tesli. Donald Trump jeszcze w poniedziałek na platformie Truth Social zapowiedział, że planuje kupić sobie nowiutką Teslę "jako wyraz zaufania i wsparcia dla Elona Muska, naprawdę wspaniałego Amerykanina".

Zobacz wideo Donald Trump wspiera Elona Muska. Postanowił kupić Teslę

Spółka, w której Musk jest nie tylko prezesem, ale również największym udziałowcem, od czasu wyborów prezydenckich straciła niemal połowę swojej wartości. Zdaniem samego Trumpa odpowiadają za to "radykalni lewicowi szaleńcy", którzy "nielegalnie i w zmowie" bojkotują firmę. 

Wpis Donalda Trumpa na platformie Truth Social
Wpis Donalda Trumpa na platformie Truth Socialfot. Truth Social

"Wow. To jest piękne" - wykrzyczał Donald Trump, gdy zasiadł za kierownicą zaparkowanej przed jedną ze świątyń amerykańskiej demokracji Tesli Model S. Siedzący obok niego Elon Musk żartował z kolei, że agenci Secret Service "dostaną zawału", gdy tylko Trump odpali auto, które w ciągu kilku sekund przyspiesza od 0 do 100 kilometrów.

Widzowie tego kuriozalnego happeningu, który był transmitowany na należącej do Elona Muska platformie X, mogli również podziwiać niesławną Teslę Cybertruck, nad designem której prezydent rozpływał się w samych superlatywach. "Jest piękna" - stwierdził.

USA-TRUMP/
USA-TRUMP/Fot. REUTERS/Kevin Lamarque

Donald Trump, który przez lata należał do najbardziej zaciekłych krytyków elektrycznych aut (swego czasu zapowiadał nawet, że jako prezydent zlikwiduje program dopłat do elektryków), ostatecznie zdecydował się jednak na bardziej klasyczny Model S. Oczywiście w kolorze czerwonym.

Gdyby autorzy znanego amerykańskiego show Saturday Night Live przyszli do swoich szefów z gotowym scenariuszem na taki skecz, to prawdopodobnie usłyszeliby w odpowiedzi, że nawet jak na standardy SNL (i standardy samego Trumpa) jest on zbyt oderwany od rzeczywistości.

Podczas gdy Wall Street od wielu dni tonie w czerwieni, a Stany Zjednoczonej mierzą się z widmem recesji i rosnącej inflacji, Donald Trump postanowił wyciągnąć pomocną dłoń nie w stronę zwykłych obywateli, ale w stronę najbogatszego człowieka na świecie, który - zacytujmy samego prezydenta - "nie powinien być prześladowany za to, że chce pomagać rządowi".

USA-TRUMP/
USA-TRUMP/Fot. REUTERS/Kevin Lamarque

Jeszcze nigdy żaden urzędujący prezydent USA nie zmienił Białego Domu w salon wystawowy prywatnej firmy. Żaden prezydent nie próbował w tak ordynarny sposób wpływać na kurs giełdowy spółki swojego "kolegi". Wreszcie, żaden nie oddał tak kluczowych prerogatyw w ręce człowieka, która nie posiada żadnego mandatu wyborczego.

Choć Elon Musk nie jest członkiem gabinetu Donalda Trumpa, to niemalże w pojedynkę (za pośrednictwem departamentu DOGE) decyduje dziś o pozbawianiu pracy tysięcy Amerykanów, uczestniczy w kluczowych spotkaniach, gdzie często poucza i beszta ministrów, a do tego miesza się w tak newralgiczne dla kraju sprawy jak polityka międzynarodowa, co pokazała choćby jego scysja z szefem polskiego MSZ.

Absurdalny happening pod Białym Domem nabiera jeszcze innego wymiaru w obliczu najnowszych ustaleń serwisu Axios. Okazuje się bowiem, że w najbliższym czasie Elon Musk zamierza przeznaczyć 100 mln dolarów na "działalność polityczną" Donalda Trumpa. Byłaby to kolejna sowita dotacja "pierwszego kumpla USA". Jeszcze w czasie kampanii wyborczej Musk wpłacił ponad 250 mln dolarów na rzecz wspierającego kandydata Republikanów komitetu wyborczego (PAC).

Kurs Tesli
Kurs Teslifot. Investing.com

Tesla tonie na giełdzie przez protesty? Bzdura

Donald Trump twierdzi, że giełdowe problemy Tesli, przez które od początku roku majątek Elona Muska skurczył się już o prawie 130 mld dolarów, to efekt "nielegalnego bojkotu". Jest to całkowita bzdura i nie chodzi tylko o to, że bojkot konsumencki nie może być nielegalny. Ba, prawo do protestowania przeciwko przedsiębiorstwom prywatnym gwarantuje pierwsza poprawka do amerykańskiej konstytucji.

Po pierwsze, jeśli ktoś odpowiada za ostatni zjazd kursu spółki Elona Muska, to jest to... Donald Trump. To po jego niedzielnym wywiadzie dla Stacji Fox News, w którym prezydent nie wykluczył widma recesji i rosnącej inflacji, Wall Street zaliczyło istny "czarny poniedziałek", a na czerwono zaświeciły się kursy niemal wszystkich najważniejszych spółek giełdowych.

Po drugie, giełdowe problemy Tesli sięgają znacznie głębiej, ponad bieżące wydarzenia i wyolbrzymiane przez Trumpa bojkoty. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że wycena spółki Elona Muska była i wciąż jest oderwana od fundamentów. "Inwestorzy od dawna stawiają na wizje Muska dotyczące przyszłości Tesli, a nie na jej obecne zyski. Jednak rosnąca przepaść między jej realnymi wynikami a szacunkami analityków dotyczącymi zysków dla przyszłych produktów skłoniła niektórych do ostrzegania przed irracjonalnym entuzjazmem" - czytamy w analizie Reutersa. "Jak długo jeszcze akcje mogą pozostać oderwane od fundamentów?" - napisał z kolei w styczniu br. analityk JP Morgan Ryan Brinkman, po tym jak Tesla ogłosiła mizerne zyski i pierwszy w historii roczny spadek sprzedaży pojazdów.

Tesla mierzy się ze spadkiem sprzedaży nie od kilku tygodni, ale od wielu miesięcy. A jest to przede wszystkim efekt rosnącej ekspansji jej chińskich rywali, m.in. koncernu BYD (Build Your Dreams), który pod koniec 2024 r. wyprzedził firmę Elona Muska stając się największym producentem elektryków na świecie. 

O tym Trump i Musk wspominać jednak nie chcą. A nie robią tego, bo mogłoby się okazać, że winnym "upadku" Tesli jest sam Elon Musk, który w ostatnim czasie woli skupiać się na działalności politycznej, a nie na zarządzaniu swoją firmą. Doskonale zdają sobie główni akcjonariusze spółki, którzy w kuluarowych rozmowach już niejednokrotnie wzywali Muska do rezygnacji z funkcji prezesa Tesli i powierzenia tej roli mniej zaangażowanej politycznie osobie.

Daniel Maikowski
Więcej o: