90 miliardów dolarów - tyle wynosi mniej więcej roczny budżet Ekwadoru. Za tę kwotę można kupić 1800 samolotów F-35 (po 50 mln za sztukę), 90 najnowocześniejszych stadionów NFL lub dwa Twittery (w 2022 roku Elon Musk przejął portal - który znamy dziś jako X - za 44 mld dolarów).
90 mld dolarów to również - jak szacuje Bloomberg - kwota, która od początku 2025 r. odpłynęła z portfela Elona Muska. Jeszcze w styczniu 2025 r. majątek najbogatszego człowieka na świecie szacowany był na 432 mld dolarów, a obecnie (stan na 9 czerwca) skurczył się do "zaledwie" 342 mld dolarów.
Elon Musk miał być jedną z osób, które na wyborczym zwycięstwie Donalda Trumpa zyskają najwięcej. Słynny "bromance" pomiędzy kontrowersyjnym miliarderem i biznesmenem oraz równie kontrowersyjnym politykiem miał również przynieść wymierne korzyści kierowanym przez Muska biznesom - w tym przede wszystkim Tesli i SpaceX. W grę wchodziły tu zarówno wielkie rządowe kontrakty, jak i uchwalenie korzystnych przepisów - np. tych związanych z dotacjami na zakup samochodów elektrycznych.
Uważamy, że korzyści dla Muska i Tesli zdecydowanie przeważają nad ewentualnymi negatywami. Postawienie na Donalda Trumpa to ze strony Muska pokerowa zagrywka o epokowym wymiarze
- pisał analityk Wedbush, Dan Ives w listopadzie ubiegłego roku, krótko po triumfie Donalda Trumpa. Dziś wiemy, że stało się zupełnie odwrotnie. Musk zmaga się ze spadającą sprzedażą samochodów, spadkiem cen akcji Tesli oraz protestami politycznymi wymierzonymi w niego i jego firmę. A na domiar złego wszedł w otwarty konflikt z samym Trumpem.
Jeszcze w marcu tego roku Trump dosłownie zmienił ogród pod Białym Domem w salon wystawowy Tesli i zapowiedział, że planuje kupić sobie nowiutką Teslę "jako wyraz zaufania i wsparcia dla Elona Muska, naprawdę wspaniałego Amerykanina".
Dziś przyjaźń pomiędzy Trumpem i Muskiem zawisła jednak na włosku. Oficjalnym powodem ochłodzenia relacji jest krytyka nowej ustawy budżetowej przez Elona Muska. Zdaniem miliardera przyjęcie "wielkiej, pięknej ustawy" (jak nazywa ją Trump) doprowadzi do pogłębienia deficytu budżetowego. Musk publicznie (na portalu X) skrytykował za to prezydenta, co zapoczątkowało serię "uprzejmości" między obydwoma panami. Trump zagroził byłemu przyjacielowi odebraniem kontraktów rządowych dla jego biznesów, a w odpowiedzi pochodzący z RPA miliarder napisał na X, że nazwisko amerykańskiego przywódcy znajduje na słynnej "liście Epsteina" (ten wpis został później przez Muska skasowany).
Amerykańskie media, w tym "New York Times" i "The Washington Post" donoszą jednak, że konflikt na linii Musk - Trump sięga znacznie głębiej. Trump i jego otoczenie już od miesięcy mieli serdecznie dość ekscesów z udziałem Elona Muska. W tle pojawił się m.in. problem jego rzekomego uzależnienia od narkotyków (a konkretnie ketaminy) oraz kłótnie z kluczowymi współpracownikami Trumpa. Podczas jednego z takich starć Musk miał nawet wdać się w bójkę z sekretarzem skarbu Scott Bessentem.
Musk traci pieniądze, bo traci je również Tesla, czyli "perła w koronie" jego biznesowego imperium (która odpowiada za ponad 60 procent jego majątku). Po rekordowej wycenie akcji spółki z 17 grudnia 2024 roku (479,86 dolarów) nie pozostał już ślad. Od tego czasu kurs runął o prawie 40 procent.
Czytaj więcej: Uparty Musk, wściekły Trump. Wielka awantura i publiczne groźby. Kurs Tesli runął
Inwestorzy Tesli już od wielu miesięcy zarzucali Muskowi, że zamiast zająć się bieżącą działalnością firmy, woli skupiać się na pracy dla Donalda Trumpa w Departamencie Wydajności Państwa (DOGE). Szef koncernu nie tylko nie reagował na coraz gorsze kwartalne wyniki finansowe Tesli, ale jednocześnie - poprzez swoją polityczną działalność - zniechęcał do marki potencjalnych klientów.
Upolitycznił markę w USA, a wspierając prawicowe partie w Europie i innych miejscach, upolitycznił swoje marki również za granicą
- tłumaczył w rozmowie z Business Insiderem Steve Sosnick, strateg rynkowy w firmie Interactive Brokers.
Pod koniec maja grupa 12 największych akcjonariuszy Tesli, w tym fundusze emerytalne i stowarzyszenia nauczycielskie, wystosowała list do przewodniczącej Rady Nadzorczej Tesli, Robyn Denholm, w którym wezwano Elona Muska do poświęcenia co najmniej 40 godzin tygodniowo na pracę w Tesli, jak również opracowania planu sukcesji i wzmocnienia nadzoru korporacyjnego.
Wahania cen akcji Tesli, spadająca sprzedaż, a także niepokojące doniesienia dotyczące przestrzegania praw człowieka w firmie oraz gwałtownie pogarszająca się reputacja marki na świecie są powodem do poważnego niepokoju
– czytamy w liście, którego treść opisała stacja CNBC.
Co więcej, wiele problemów wiąże się z działaniami pana Muska poza jego rolą 'Technokróla' i dyrektora generalnego Tesli, w tym z jego głośnym udziałem jako szefa Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE) w administracji USA
- głosi treść listu.
Część z powyższych postulatów została już przez Elona Muska spełniona. Szef Tesli niedawno oficjalnie zrezygnował z pracy w administracji Donalda Trumpa. Nic więc nie stoi na przeszkodzi, aby powrócił do firmy "na pełny etat". Sęk w tym, że "polityczny bagaż", który niesie dziś ze sobą wciąż najbogatszy człowiek na świecie, w ostatecznym rachunku może okazać się dla Tesli "pocałunkiem śmierci".