W rejonie poligonu Kapustin Jar działała rosyjska obrona przeciwlotnicza. Poligon jest wykorzystywany do wystrzeliwania pocisków balistycznych średniego zasięgu. Startuje stamtąd m.in. rakieta Oriesznik, którą Władimir Putin od jakiegoś czasu straszy świat. To właśnie tym pociskiem Rosjanie 8 stycznia zaatakowali przedmieścia Lwowa, a wcześniej - 21 listopada 2024 - rejon miasta Dniepr w Ukrainie.
Oriesznik to rakieta tak zwanego pośredniego zasięgu, która jest zdolna trafić w cele w przedziale od 800 do 5500 kilometrów od wyrzutni. Oriesznik ma sześć głowic konwencjonalnych, które dodatkowo rozdzielają się w locie na sześć mniejszych ładunków (subamunicję). "Na cel może więc spadać łącznie do 36 relatywnie niewielkich obiektów" - pisał na Gazeta.pl Maciek Kucharczyk po ostatnim rosyjskim ataku na Lwów.
Pocisk Oriesznik ma osiągać prędkość powyżej 10 Machów, czyli około 12 300 km/h. Na poligonie Kapustin Jar Rosjanie testują również różnego rodzaju pociski krótkiego i średniego zasięgu, pociski manewrujące i systemy obrony powietrznej. Poprzedni atak ukraińskich dronów na ten kluczowy rosyjski poligon miał miejsce w lipcu 2024 roku, kiedy to bezzałogowce uderzyły w budynki na poligonie testowym.
Tymczasem Rosja przeprowadziła w nocy z piątku na sobotę kolejny atak na Ukrainę, uderzając w urządzenia służące do produkcji gazu - poinformowała państwowa firma energetyczna Naftohaz. Jak przekazano, to już szósty taki atak w ciągu tygodnia. Firma podkreśla, że Rosjanie celowo wybierają cywilną infrastrukturę, by pozbawić mieszkańców Ukrainy ogrzewania i dostaw gazu w środku zimy.
Ukraina zmaga się z najpoważniejszym kryzysem energetycznym od początku wojny - sektor ten, jest coraz bardziej osłabiony przez rosyjskie bombardowania, silne mrozy oraz narastające zniszczenia. wicepremier, minister energetyki Denys Szmyhal, poinformował ostatnio, że Ukraina dysponuje zapasami paliwa na ponad 20 dni, a rezerwy gazu wystarczają również na zaspokojenie potrzeb konsumentów