- To dobry dzień dla cyfryzacji, bo podatek od usług cyfrowych został wpisany do wykazu prac rządu - poinformował 24 marca wicepremier Gawkowski na nagraniu opublikowanym przez resort na platformie X.
- Globalne korporacje często płacą mniejsze podatki niż lokalne firmy - czas z tym skończyć. Czas, aby wielcy gracze, wielkie big techy, płaciły równe podatki na cyfryzację, rozwój dla przyszłości. Korzyści z wprowadzenia podatku cyfrowego naprawdę są potężne. To miliardy złotych do budżetu państwa co roku. To większa konkurencyjność dla polskich firm i w końcu to pieniądze, które wydamy na sztuczną inteligencję, cyberbezpieczeństwo, kompetencje cyfrowe, czy cyfrowe usługi. Podatek cyfrowy to dobra przyszłość dla Polski - podkreślił w filmiku Gawkowski.
Według zapowiedzi resortu podatek do 3 proc. od przychodów z wybranych usług cyfrowych w Polsce obejmie reklamy online oraz platformy łączące użytkowników i handel danymi. Podatek będzie dotyczył tylko "największych graczy" z globalnymi przychodami powyżej 1 mld euro i powyżej 25 mln zł w Polsce. Zostanie też pomniejszony o zapłacony CIT. Podatek nie obejmie sprzedaży własnych produktów online, usług finansowych czy mediów publikujących treści. - Pracujemy dalej - robimy porządek w cyfrowej gospodarce - podsumował wpis szef resortu.
Podatek będzie dotyczył głównie tzw. big techów, czyli dużych firm technologicznych, najczęściej ze Stanów Zjednoczonych (i coraz częściej z Chin). "Średnia efektywna stawka podatkowa, której podlegają przedsiębiorstwa cyfrowe, jest obecnie dwukrotnie niższa niż stawka, jaka ma zastosowanie do przedsiębiorstw działających w tradycyjnej gospodarce w UE" - wskazało Ministerstwo Cyfryzacji na swojej stronie.
Z opisu w wykazie prac rządu wynika, że podatkiem cyfrowym mogą nie być objęte takie podmioty, jak portale streamingowe VOD i muzyczne, telekomy czy bankowość elektroniczną. Zaznaczono bowiem, że nie będzie objęte podatkiem udostępnienie interfejsu, jeżeli ma on służyć dostarczaniu treści cyfrowych, a także świadczenie usług komunikacyjnych czy płatniczych.
Nieopodatkowana będzie również sprzedaż towarów lub usług online za pośrednictwem strony internetowej ich dostawcy, w której dostawca nie działa jako pośrednik. To m.in. sklepy internetowe sprzedające własne towary. Wykluczone będą też podmioty zajmujące się usługami bankowymi, ubezpieczeniowymi, emerytalnymi, inwestycyjnymi, rynku kapitałowego i finansowania społecznościowego. Wyjątkiem są również podmioty, których przeważającą działalność stanowi publikowanie materiałów redakcyjnych przygotowanych przez ten podmiot lub na rzecz tego podmiotu. Zapewne zatem - media.
O podatku cyfrowym wspominano już w marcu 2025 roku, a w sierpniu przedstawiono wstępne założenia projektu, zgodnie z którymi podatek miałyby płacić firmy o globalnych przychodach powyżej 750 mln euro. Przy opodatkowaniu na poziomie 3 proc. dawałoby to 1,7 mld zł wpływów do budżetu w 2027 roku i ponad 3 mld zł w 2030 roku.
Podobne podatki obowiązują już w innych krajach - w Wielkiej Brytanii (2 proc.), we Włoszech, Francji i Hiszpanii (3 proc.), w Austrii (5 proc.), na Węgrzech i w Turcji (7,5 proc.), w Japonii (10 proc.) czy w Kanadzie (3 proc.). Nie wprowadziły go m.in.: Finlandia, Szwecja, Niemcy, Irlandia, Holandia, USA i Chiny.
Czytaj też: 2,1 biliona dolarów w rękach AI? Norweska fortuna będzie zarządzana przez algorytm