mBank chce od pani Aliny 1,9 mln zł za kredyt frankowy. Co z przedawnieniem? TSUE rozwiewa wątpliwości

Skoro umowa była nieważna, oddajcie pożyczone ćwierć miliona złotych - mówią banki frankowiczom. Ale klienci nie pozostają dłużni i również kierują pozwy. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawdził w czwartek, czy roszczenia instytucji finansowych wobec konsumentów nie są już spóźnione.
Klient pozwał bank, więc bank pozywa klienta. Ale ile czasu na złożenie pozwu ma instytucja finansowa?
Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

mBank domaga się od pani Marty i Nikodema zwrotu 226 tys. zł kapitału kredytu. Ten sam bank od innej klientki, pani Aliny (wraz z żyrantami), oczekuje zwrotu imponującej, choć pożyczonej wcześniej od banku, kwoty 1,9 mln zł. Z kolei Nordea, działająca obecnie jako PKO BP, domaga się od Adama i Ewy (dane zmienione) zapłaty 333 tys. zł. To też kwota pożyczona od banku.

Mamy w sumie pięcioro różnych klientów, dwa różne banki i jeden wspólny mianownik, czyli unieważniony kredyt frankowy. W czwartek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pochylił się nad kolejnym zagadnieniem, z którym nie radziły sobie polskie sądy. TSUE musiał odpowiedzieć na pytanie, ile czasu mają banki, żeby legalnie pozwać klienta o zwrot kapitału.

- Wyrok TSUE jasno potwierdza, że ochrona konsumenta nie wyklucza elementarnej zasady równowagi stron - skoro umowa upada, każda ze stron powinna odzyskać to, co świadczyła. Trybunał wzmacnia tym samym przewidywalność prawa, dopuszczając uwzględnienie roszczeń banków także w szczególnych przypadkach przedawnienia, gdy przemawiają za tym względy słuszności. Takim przypadkiem może być zmiana linii orzeczniczej - tak podsumowuje wyrok Piotr Haiduk, adwokat z kancelarii Romanowski i Wspólnicy, która reprezentuje PKO Bank Polski przed TSUE.

Bank podkreśla, że ich zdaniem, po kolejnym wyroku TSUE banki mają prawo do odzyskania kapitału. 

To jednak pierwszy z wyroków. A co z pozostałymi? W sprawie pozwu grupowego przeciwko mBankowi Trybunał wydał podobną decyzję - tu clue sprawy to, czy bank może przeciwko klientom zachowywać się zupełnie inaczej, czyli raz mówić w sądzie, że umowa frankowa jest ważna, a w innej sprawie podważać ją i żądać od klienta pieniędzy. 

TSUE stwierdziło, że jest to możliwe. To sprawa kluczowa - bo sprawia, że banki mogą równolegle prowadzić dwa procesy z klientem. A to oznacza, że nie stracą na przedawnieniu się sprawy frankowej przy domaganiu się zwrotu kapitału.

Także w trzeciej sprawie TSUE stanął po stronie banków. Dotyczyła ona przerwania biegu przedawnienia roszczeń, gdy klient banku składa taki wniosek. Trybunał uznał, że klient nie może się nadmiernie wzbogacić, nawet jeśli jego umowa była nieważna. A co istotne, klient nie może zasłaniać się niewiedzą na ten temat, tzn. nie może stwierdzić, że nie wiedział, że będzie musiał oddać zaciągnięty kapitał. 

- TSUE wyważył interesy stron w sporach o kredyty frankowe. Osoby, które liczyły na zarzut przedawnienia, mogą czuć się rozczarowane wydanym orzeczeniem, gdyż trybunał, odnosząc się do zasady proporcjonalności, wskazał, że obowiązek zwrotu świadczeń spełnionych na podstawie nieważnej umowy kredytowej ma charakter wzajemny, tj. dotyczy zarówno banku, jak i konsumenta - komentuje Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy.pl.

Jak dodaje, trybunał wskazał, że możliwość dochodzenia przez bank roszczenia o zwrot kapitału odpowiada zasadzie równości broni, wymogowi rzetelnego procesu i zasadzie pewności prawa.

- Jednocześnie Trybunał podkreślił, że ochrona praw konsumentów jest wartością nadrzędną w prawie europejskim, a dochodzenie przez bank swoich roszczeń nie może zniechęcać konsumentów do dochodzenia swoich praw na drodze sądowej. Trybunał wyraźnie podkreślił, że sąd krajowy ma podjąć wszelkie niezbędne środki przewidziane w prawie krajowym, aby wykonywanie praw przyznanych konsumentom przez dyrektywę 93/13/EWG nie było niemożliwe lub nadmiernie utrudnione, np. w zakresie kosztów postępowania zainicjowanych przez banki - dodaje Bochenek.

Klienci i banki trzymają się w szachu

Przypomnijmy, że kredyty frankowe w dużej mierze zostały już fizycznie spłacone, ale w polskich sądach wciąż toczą się dziesiątki tysięcy spraw wytoczonych przez frankowiczów, którzy twardo walczą z bankami o całkowite unieważnienie umów.

Banki nie pozostają dłużne i potrafią się klientom sprawnie odwinąć. Gdy frankowicze zaczęli wygrywać procesy, okazało się, że zgodnie z prawem bank może pozwać klienta o to, że ten bezprawnie korzystał z kapitału pożyczonego na mieszkanie, skoro pierwotna umowa kredytowa ostatecznie okazała się nieważna. Szacuje się, że takie przypadki mogą dotyczyć obecnie nawet 50 tys. umów na polskim rynku. W tej optyce nie ma znaczenia, że umowa była wadliwa z winy banku, który stosował w niej klauzule niedozwolone. 

Tak jak w przypadku każdej rozprawy sądowej, wyroki unijnego trybunału budzą wielkie emocje, ponieważ zawsze któraś ze stron musi być niezadowolona z rozstrzygnięcia. Jednak w tego typu sprawach polskie banki, a przynajmniej ich część, wykazują się wyjątkową elastycznością i zmiennością stanowisk.

Zobacz wideo Czy słowa premiera zwiastują sprzeciw wobec wyroku TSUE w sprawie małżeństw jednopłciowych?

Najpierw, gdy małżeństwo Adama i Ewy walczyło o unieważnienie, bank twardo bronił legalności i ważności umowy. Gdy ostatecznie sąd zdecydował o jej unieważnieniu, bank błyskawicznie obrócił sytuację na swoją korzyść i stwierdził, że skoro umowa jest nieważna, klienci muszą niezwłocznie oddać udostępniony im wcześniej kapitał.

To nie jest tak, że klienci kupili mieszkanie, spłacili raty i muszą oddać całe 226 tys. zł, 1,9 mln zł czy 333 tys. zł. W każdym z takich przypadków obie strony muszą się ze sobą szczegółowo rozliczyć, ponieważ klienci również mają własne, twarde roszczenia wobec banku o zwrot tego, co przez lata wpłacali.

Innymi słowy, konsument może odzyskać wszystkie wpłacone środki z tytułu rat, prowizji czy opłat dodatkowych. Z kolei bank, opierając się na założeniu, że umowa była nieważna, może domagać się zwrotu udostępnionego kapitału. W praktyce rynkowej banki niezwykle chętnie korzystają z tego uprawnienia, posiłkując się tak zwaną teorią dwóch kondykcji.

Problem w tym, że aby bank mógł w ogóle skutecznie pozwać klienta, sąd musi jednoznacznie ocenić, czy nie jest na to za późno i czy roszczenie finansowe uległo już przedawnieniu. To właśnie tą fundamentalną kwestią zajął się w czwartek TSUE i stanął bardziej po stronie banków.

Wszystkie rozpatrywane sprawy dotyczyły tego, czy banki mogą dochodzić zwrotu kapitału kredytów po unieważnieniu umów pomimo upływu konkretnego terminu. Sami konsumenci twierdzą stanowczo, że roszczenia banków są mocno spóźnione, a zatem powinny zostać przez sądy oddalone w całości.

Więcej o: