CC: Atomowa panika

Dlaczego boimy się elektrowni atomowych?
Atomowa panika
Atomowa panika

Awaria w elektrowni nuklearnej w Fukushimie spowodowana atakiem tsunami (na trzęsienie ziemi była odporna) spowodowała powrót atomowej paniki. P odsycanej z jednej przez organizacje zielonych miłośników wiatraków , a z drugiej przez tabloidy wieszczące radioaktywną chmurę nad Polską. Eksperci uspokajają - energia atomowa jest (w obliczu globalnych zmian klimatycznych i według dzisiejszego stanu wiedzy) najtańszym, najczystszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem, a skażenie w Fukushimie jest pod kontrolą. Większą dawkę promieniowania przyjmujemy zjadając banana .

Budzą się tu stare strachy , wynikające nie tylko ze wspomnień Czarnobyla, ale i naszej wspólnej, popkulturowej podświadomości. "Atomowa" tak ładnie współbrzmi z "apokalipsa" (zwłaszcza na okładce), a to otwiera setki skojarzeń. Gdzieś zaciera się granica między lękiem przed bombą atomową i tysiącami rakiet z nuklearnymi głowicami wycelowanymi w spokojne wioski i miasteczka, a przed awarią w elektrowni atomowej. Bo atom to atom, a więc pustynne krajobrazy z Mad Maxa i Terminatora ; ogryzki miast zdmuchniętych falą uderzeniową, które można zwiedzać w grach z serii Fallout. I ten straszny Czarnobyl, który młodsze pokolenia poznały nie z kolejek po płyn Lugola, ale z gry S.T.A.L.K.E.R., która ożeniła Piknik na skraju drogi , fantastyczną prozę braci Strugackich o pozostałościach z wizyty kosmitów na Ziemi, z mroczną legendą opuszczonego miasteczka przy zalanej betonem złowrogiej elektrowni, zamieszkałego w tym fikcyjnym świecie przez popromienne mutanty.

Oswajanie Godzilli

Dziś w modzie są zombie, ale na przełomie lat 80 i 90, kiedy strach przed atomem był na porządku dziennym, wyobraźnię zaludniały właśnie mutanty. Wojownicze Żółwie Ninja, zmutowane z radioaktywnego szlamu, potwory z gier komputerowych (mój ulubiony tytuł to Mutation Nation , co za piękny i prosty rym) i Pamięci absolutnej z Arnoldem Schwarzeneggerem. W najlepszym przypadku kontakt z promieniowaniem dawał superbohaterskie moce. Inni dostawali dwie głowy albo trzy piersi. Albo białaczkę.

Awatarą niszczycielskiego atomu jest zaś Godzilla. Radioaktywny potwór obudzony w wyniku prób nuklearnych na Pacyfiku. W pierwszym filmie z 1954 wielki jaszczur niszczący Tokyo symbolizował bomby atomowe, które kilka lat wcześniej zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki. Niszczycielska, trudna do powstrzymania siła. Te same lęki widać w amerykańskich opowiadaniach science-fiction z okresu zimnej wojny, zwłaszcza Philipa K. Dicka. Marzenia o przydomowym reaktorze atomowym, źródle nieskończenie taniej energii zostały zastąpione paranoicznymi fantazjami o ogrodowych schronach przeciwatomowych.

Szybko rozwijający się świat był głodny energii, a warunki geograficzne Japonii nie pozostawiały alternatyw. Japoński program atomowy ma tyle lat co Godzilla. Budowę pierwszych elektrowni atomowych rozpoczęto w latach 60. Ciekawe, że z czasem zmieniło się podejście do radioaktywnego jaszczura. Choć wciąż potężny, stał się sprzymierzeńcem ludzi, walcząc z przeróżnymi potworami z kosmosu.

Godzilla została oswojona. Nie trzeba się bać atomu.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski , jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: