CC: Driver seat

Symbolem zawiedzionych nadziei na nowoczesną przyszłość stały się latające samochody.
Driver seat
Driver seat

To marzenie musiało narodzić się w jakimś korku - pamiętam zresztą artykuł z Młodego Technika z lat 80, poświęcony próbom zbudowania uskrzydlonego auta: zaczynał się od opisu stania na zatłoczonej autostradzie. Sięgające chmur wieżowce i latające wśród nich pojazdy - tak wyglądała przyszłość miast w chyba każdej fantazji. Jeszcze w Metropolis latały małe samoloty służące do poruszania się po mieście. George Jetson miał do swojej dyspozycji samochód w kształcie latającego spodka. Bohaterowie Philipa K. Dicka - spinnery, pięknie pokazane jako policyjne wehikuły w Bladerunnerze . Nasz rodzimy Funky Koval mieszkał w świecie pełnym latających samochodów z charakterystycznymi statecznikami w miejscu kół (co zostało cudownie sparodiowane w komiksie 48 stron Adlera i Piątkowskiego jako latająca wersja ciągnika Ursus i karetki łódzkiego pogotowia). No i wreszcie trylogia Powrót do przyszłości z kultowym latającym DeLoreanem , przerobionym tak w roku 2015 ("tam, dokąd jedziemy, nie potrzeba dróg!"). Ciekawe, że w wizjach latających pojazdów nie udało się wyeliminować głównej przyczyny tego pomysłu - korków. Pełen autolotów Nowy Jork z Piątego elementu jest zatłoczony jak zwykle.

Zatem co się stało z latającym samochodem? To samo co zresztą zbyt fajnych fantazji - jest on kompletnie niepraktyczny. Zużywa zbyt dużo paliwa, jest bardzo niebezpieczny, o ilości problemów, jakie sprawiałoby nadzorowanie tak dużego ruchu powietrznego nie wspominając. Dalibyście takie coś do ręki typowemu polskiemu kierowcy?

Autoauto

No właśnie. Od jakiegoś czasu krąży w internecie reklama samochodu Dodge Charger z 2011 roku, ukazująca straszną przyszłość, w której już nawet nie trzeba naciskać guzików , wszystko robi się samo.

Bohater filmiku ma jednak dość dopiero kiedy miejsce kierowcy w samochodzie zajmuje robot. TEGO NAM NIE ODBIERZECIE - mówi reklama zacofanego technologicznie samochodu. W założeniach zabawne, wydaje mi się okrutnie smutne. Kiedy ją oglądam nie mogę opędzić się od porównań z parodią reklamy z Robocopa , proroczego filmu o upadku Detroit:

6000 SUX (co się czyta jak "obsysa"), wielka amerykańska trumna na kółkach. Takie samo wrażenie robi na mnie ten Charger (swoją drogą internauci wyśmiali brak opcji z ręczną skrzynią biegów). Przecież automatyczny automobil to jeden z fajniejszych wynalazków twórców science-fiction - eliminuje bowiem najważniejszą przyczynę wypadków - małpę za kierownicą. O wiele bezpieczniej czułbym się w automatycznym pojeździe z Raportu Mniejszości (z systemem centralnego sterowania rozładowującym korki!) czy wyposażonym w sztuczną inteligencję Audi z Ja, robot niż na drodze pełnej Chargerów albo 6000 SUX. Na szczęście tak samo myślą producenci z Japonii i Europy, wyposażając od lat pojazdy w różne pożyteczne trzyliterowe skróty, które mają zwiększyć bezpieczeństwo aktywne, czyli w ogóle nie dopuścić do zderzenia. Kto wie, może właśnie takie pełne zautomatyzowanie (pierwsze autonomiczne auta zbudowano w 1977 roku!)- i eliminacja małpy zza kółka - pozwoli kiedyś na wprowadzenie latającego samochodu?

A co z miłośnikami adrenaliny, do których kierowana jest reklama Chargera? Niech sobie kupią Need for Speed albo inną grę, w wirtualnej rzeczywistości mogą sobie robić co chcą.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski , jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: