Tesla. Niektórzy mówią, że czwarta motoryzacyjna firma świata to piramida

Robert Kędzierski
Jedni nie mogą wyjść z podziwu nad tempem, w jakim zdobywa popularność. Inni są nim zaniepokojeni. Tymczasem spółka, która co rusz prezentuje nowe prototypy, ale nie przynosi żadnego zysku, wyrosła na czwartego producenta samochodów na świecie. Jedni twierdzą, że stało się tak za sprawą geniuszu Elona Muska, inni mówią - mocno na wyrost - o piramidzie finansowej. Czym jest Tesla? 

Czy Elon Musk jest drugim Stevem Jobsem? 

12 października 2007 roku magazyn Forbes poświęcił okładkę Nokii. Na zdjęciu wyglądający na zadowolonego biznesmen trzyma niezwykle modny w owym czasie składany telefon fińskiego giganta. Tytuł "Miliard klientów. Czy ktokolwiek jest w stanie doścignąć króla komórek" wydawał się pytaniem retorycznym. 

Zaledwie dwa miesiące później Steve Jobs, ówczesny szef Apple zaprezentował odpowiedź na to pytanie. Był nią iPhone. Urządzenie, które zmieniło telefon w smartfon, które zrewolucjonizowało media i wiele innych branż. 

Rok później, w 2008 r. Elon Musk, młody, ekscentryczny miliarder, który majątek zbił między innymi dzięki udanym inwestycjom w PayPal, zaprezentował samochód elektryczny. Tesla Roadster miał być "iPhonem na kółkach". 

O tym, jak świat smartfonów zmienił się przez dekadę, nie trzeba nikogo przekonywać. Od nieporęcznych cegieł doszliśmy do flagowców bez ramek, które zapewne już w przyszłym roku będziemy mogli zginać.  

Branża motoryzacyjna podobnej rewolucji przez ową dekadę nie przeszła. Elektryczne samochody tak powszechne jak smartfony nie są. 

Z Teslą przez ostatnią dekadę stało się jednak coś niezwykle ważnego. 

Czwarta motoryzacyjna firma świata 

Spółka Elona Muska to dziś czwarta firma motoryzacyjna świata. Całkiem imponujący wynik jak na firmę, która pierwszy rok działalności zamknęła przychodem w wysokości 14 mln dol. Kolejny rok był dla Tesli dużo lepszy  - przychód w 2009 roku wyniósł już grubo ponad 100 mln dol. Do roku 2012 osiągnął 0,4 mld. Wtedy właśnie zaprezentowano model Tesla S Sedan. Jeden z najważniejszych w historii firmy, który dla wielu stał się właśnie "iPhonem na kółkach".  

Tesla Model STesla Model S fot. aut. Tesla Motors Inc.

Przychody wystrzeliły - w 2013 roku z 400 mln dol. zrobiły się dwa miliardy. W kolejnym roku przychód wyniósł już trzy, później cztery. Zeszły rok firma zamknęła z przychodami na poziomie 7 mld dol.  

Kończący się rok jest dla firmy jednym z najważniejszych. Jedną z najważniejszych premier był Model 3 – pierwszy samochód Tesli, który ma być dostępny na szeroką skalę.  

Od 2012 roku wzrost wyceny Tesli wyniósł 1800 proc. Chociaż odnotowała stratę (0,6 mld za 2016 r.), w tym czasie Ford urósł o 13,5 proc. ( w 2016 r. był na plusie 4,6 mld. dol.), a GM o 53 proc (zysk za 2016 wyniósł 9,4 mld) - donosi BI. Równie kontrastowo wyglądają przychody - firma Muska miała ich w zeszłym roku 7 mld, Ford 151 mld, a GM 166 mld.  

Mocne słowo "piramida"

Dla wielu komentatorów w tym kontekście wycena Tesli wydaje się szalona. 

Tesla to albo największa piramida finansową, jaka kiedykolwiek istniała, albo w końcu wypali.

- stwierdził Mike Jackson, prezes jednego z największych dealerów samochodów w USA.  

Skomentował w ten sposób wygórowaną wycenę Tesli oraz entuzjazm inwestorów. Nieco na przekór danym widniejącym w słupkach "przychody" oraz "zysk" to właśnie akcje General Motors otrzymały rekomendację wstrzymującą, gdy przy przynoszącej straty Tesli zapala się ikonka "kupuj".  

Piramida finansowa to naprawdę mocne określenie, które czasem pojawia się w kontekście Tesli. Jest określeniem nieprzystającym do rzeczywistości. Piramida jest bowiem maszynką do wyprowadzania pieniędzy inwestorów, którzy zyskać mogą jedynie wtedy, gdy sami pozyskają kolejnych. W takiej strukturze ci, którzy są u dołu piramidy, swoimi wpłatami finansują zyski tych u góry. W przypadku Tesli określenie takie jest myleniem pojęć. 

Kupowanie przyszłości

Istnieją jednak obiektywne dowody na to, że zamawianie samochodu w Tesli wiąże się z ryzykiem. Klienci Tesli muszą bowiem wpłacać zaliczki. Na ten krok zdecydowało się już pół miliona osób. Elon Musk znalazł świetny sposób na pozyskanie pieniędzy z rynku. Zamiast do inwestorów, którzy nie udzieliliby pożyczki za darmo, wyciągnął rękę do przyszłych klientów. A ci, jak widać z liczb, mu ufają.  

Pytanie tylko, czy właściciel firmy tego zaufania nie nadużyje. Jak na razie pytanie o to, czy interes Tesli się zawali, wydają się całkowicie bezpodstawne. Ale pytanie o to, ile zamawiający będą musieli czekać na zamówione samochody, można już zadać.

Fabryki Tesli nie wyrabiają się bowiem z produkcją. W trzecim kwartale Tesla wyprodukowała zaledwie 260 sztuk Modelu 3. To zdecydowanie mniej niż 1500 aut, które zakładał plan, ogłoszony w lipcu przez prezesa spółki Elona Muska.  

Tesla tłumaczy, że to efekt "wąskich gardeł", problemów z aktywacją części podsystemów produkcyjnych w fabryce w Kalifornii, a także Gigafactory w Nevadzie. Spółka uspokaja: - Rozumiemy, co trzeba naprawić i jesteśmy pewni, że w najbliższym czasie zajmiemy się problemami z wąskimi gardłami produkcyjnymi.   

Elon Musk zapowiadał, że początkowy okres produkcji Modelu 3 będzie "piekłem". Według jego planów w sierpniu fabrykę Tesli miało opuścić około 100 tych samochodów, we wrześniu blisko 1500, ale już w grudniu produkcja miała sięgnąć 20 tys. Modeli 3.  

Media donoszą, że ci, którzy zniecierpliwili się długim czekaniem, miewają problemy z odzyskaniem wpłaconej zaliczki. Stosunkowo niewielkiej, bo wynoszącej zaledwie 1000 dolarów. Przy cenie samochodu kosztującego 35 tys. dol.  

W ciągu ostatniego miesiąca wielokrotnie wysyłałem do Tesli zapytanie dotyczące mojego wniosku o wycofanie depozytu. Za każdym razem pytają o mój adres twierdząc, że czek już jest w drodze. Nigdy nie przychodzi.

- twierdzi jeden z użytkowników Tesla Motor Forums. I nie jest jedyny. Depozyt wpłacany Tesli jest jednak refundowalny. A to kolejny koronny dowód na to, że Tesla nie jest piramidą finansową.  

Tesli nie sposób prawidłowo wycenić

Aswath Damodaran, profesor ekonomii z Uniwersytetu Nowojorskiego przewiduje, że w ciągu następnej dekady przychody wyniosą ok. 93 mld dol. Firma będzie jednak potrzebować 15,5 mld dol. inwestycji w ciągu następnych siedmiu lat.  

Wielu zgodzi się z poglądem, że wartość Tesli jest przeszacowana, podczas gdy giganci tacy jak General Motors są mocno niedoszacowani.

Najwyraźniej Elon Musk stworzył niebywale potężną markę. Siłą Tesli jest olbrzymie zaufanie jej inwestorów i przyszłych klientów, którego, jak na razie, nie są w stanie złamać żadne złe wieści.  

Elektryczna rewolucja czy eko-hipokryzja?

Tych może jednak przybywać. Elektryczne samochody mają bowiem być bezpieczne dla środowiska, tańsze w użytkowaniu niż poczciwe benzyniaki. Pojawiają się jednak głosy podważające ekologiczność samochodów elektrycznych.  

Problemów na tym polu jest co najmniej kilka. Najważniejszy to odpowiedź na pytanie: czy zastąpienie samochodów spalinowych elektrycznymi uratuje środowisko naturalne czy wręcz przeciwnie – zrujnuje je. Pojazdy wymagają bowiem akumulatorów, a ich produkcja i późniejsza utylizacja jest dla natury kosztowna. Specjaliści Światowego Forum Ekonomicznego policzyli, że dopiero po przejechaniu 125 tys. km. elektryk jest bardziej "eko" od diesla. W przypadku silników benzynowych jest to 60 tys. km.  

Mogło by się też wydawać, że auta elektryczne nie zatruwają powietrza spalinami. To częściowa prawda. Kluczowe znaczenie ma sposób wytworzenia energii elektrycznej, która je zasila. Jeśli pochodzi ze źródeł odnawialnych, elektryczne pojazdy są lepsze dla środowiska. Badania przeprowadzone w USA dowodzą jednak, że prąd pochodzący wyłącznie z węgla zmienia bilans.  

Produkcja akumulatora do jednego samochodu wymaga tyle kobaltu, ile potrzeba do wyprodukowania 1000 smartfonów (ok. 5-6 gramów). Ten niezwykle rzadki metal pochodzi dziś głównie z Demokratycznej Republiki Konga, gdzie wydobywa się go w nieludzkich warunkach, niszcząc jednocześnie rzeki.  

Elektryczna kropla w spalinowym oceanie

Nie ma zatem pewności, że świat jest w pełni gotowy przesiąść się na elektryczne samochody. Rocznie sprzedaje się ich na świecie 88 mln. Po drogach jeździ dziś ok. 1,2 miliarda samochodów, w 2035 roku ma ich być 2 miliardy. Auta elektryczne to kropla w tym oceanie - jeździ ich ok. 2 mln (dane „Global EV Outlook 2017”).

Są oczywiście dowody na to, że ewolucja Muska ma wielkie szanse na sukces. Zaprezentowana kilka tygodni temu elektryczna ciężarówka Semi cieszy się wielkim powodzeniem. Pierwsi klienci na futurystyczny pojazd będą musieli poczekać jednak przynajmniej do 2019 roku. Do tego zamawiając Semi, muszą na start wpłacić 20 tys. dolarów zaliczki (początkowo 5 tys.), a cena końcowa pojazdu w wersji podstawowej to 150 tys. dolarów.

Elon Musk prezentuje dwa nowe samochody Tesli: ciężarówkę Semi i osobowy Roadster 2Elon Musk prezentuje dwa nowe samochody Tesli: ciężarówkę Semi i osobowy Roadster 2 Fot. Tesla

Firmy mają jednak nadzieję, że koszty zakupu zwrócą im się z nawiązką podczas eksploatacji pojazdu. Zamiast drogiej ropy, trzeba będzie "tankować" energię elektryczną. Musk twierdzi nawet, że korzystanie z tradycyjnych pojazdów spalinowych to "ekonomiczne samobójstwo". Giganci tacy jak Walmart, J.B.Hunt czy Anheuser Buch uwierzyli w tę filozofię. Jak na razie jednak wiemy o 285 zamówionych pojazdach. 

Nie jest zatem przesądzone, że to właśnie elektryczne auta Tesli będą autami nowej ery. W Japonii na przykład coraz popularniejsze stają się samochody na wodór. Toyota nie potrafi rozbudzić takiego entuzjazmu wobec swojego Miraia. Batalia o elektryczną przyszłość wcale nie jest przesądzona. Jak i sukces lub porażka Tesli.