Rokowania w Brukseli. Ile cięć w projekcie budżetowym dla Polski

Neutralność klimatyczna i lęk o fundusze spójności wyrastają teraz na duże problemy Polski w rokowaniach budżetowych. Natomiast i Warszawa, i Berlin skłaniają się do rozwodnionej reguły "pieniądze za praworządność".

Premier Mateusz Morawiecki przez około godzinę rozmawiał dziś (1.07.20) telefonicznie z przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem o projekcie siedmioletniego budżetu UE wraz z Funduszem Odbudowy. Ten pakiet finansowy będzie tematem szczytu z 17-18 lipca, na który Michel – po raz pierwszy od wybuchu pandemii – zaprosił przywódców krajów Unii na obrady nie za pomocą telekonferencji, lecz na miejscu w Brukseli.

Polska uchodzi teraz w UE za jeden z krajów najbardziej zadowolonych z kwot zapisanych w dotychczasowych projektach. – Ale chyba idzie na cięcia. Niemal każde rokowania w Unii sprowadzają się do redukcji ogólnej puli finansowej. A ponadto Polsce pozostaje trudny problem polityki klimatycznej. I praworządność – ostrzegał przed paru dniami jeden z unijnych dyplomatów.

Choć rokowania są teraz głównie w rękach Michela, to unijna Bruksela spodziewa się wielkiego zaangażowania negocjacyjnego ze strony Niemiec, które dziś (1.7.2020) przejęły półroczną prezydencję w Radzie UE. Berlin to główny płatnik do wspólnej unijnej kasy, który - wskutek koronakryzysu - forsuje wspólnie z Paryżem duży Fundusz Odbudowy opierający się na 750 mld euro, które Bruksela pożyczyłaby na rynkach finansowych, z czego pół biliona miałoby pójść na dotacje, a reszta na tanie pożyczki. Rozmowy zapowiadają się na tak trudne, że m.in. pod wpływem Niemiec postanowiono odsunąć na później wszelkie inne kontrowersyjne projekty w UE, czyli m.in. nowy plan reformy migracyjnej przesunięto z czerwca na jesień.

Zobacz wideo

Co z neutralnością klimatyczną?

Wedle dotychczasowego projektu Funduszu Odbudowy, który Komisja Europejska przedstawiła w maju, Polsce miałoby przypaść łącznie 37,7 mld euro dotacji (oprócz 26,1 mld euro tanich pożyczek). Komisja nie wprowadziła też znacznych cięć w „zwykłej” części budżetu na lata 2021–27, który przewidywał dla Polski ok. 66 mld euro z polityki spójności oraz ok. 27,6 mld euro z polityki rolnej (odpowiednio o 21 proc. mniej i 8 proc. mniej niż w siedmiolatce 2014–20) plus dodatek na sprawiedliwą transformację energetyczną. Premier Mateusz Morawiecki sumuje te wszystkie kwoty (tanie pożyczki plus dotacje), co daje mu ok. 700 mld zł.

Jednak na stole negocjacyjnym w Brukseli wciąż czeka na Polskę problem CO2, bo niektóre kraje Unii chcą, by połowa lub nawet cały Fundusz Sprawiedliwej Transformacji (czyli propozycja 8 mld euro dla Polski) był uzależniony od włączenia się Polski do unijnego celu neutralności klimatycznej w 2050 r. To teraz jedna z głównych bolączek Morawieckiego, który w grudniu 2019 r. zdołał odwlec rozstrzygnięcia, bo szczycie UE zapisano wtedy, że „na tym etapie jedno państwo członkowskie nie może zobowiązać się do realizacji celu [neutralności]”, a „Rada Europejska wróci do tej kwestii w czerwcu 2020 r.”. Pomimo poślizgu wywołanego zarazą część krajów UE chce teraz połączyć ugodę budżetową z jednoznaczną decyzją Polski co do wspólnej unijnej polityki klimatycznej.

„Klub oszczędnych” (Holandia, Szwecja, Austria, Dania) żąda poważnego ścięcia projektu Funduszu Odbudowy, ale też nie pogodził się jeszcze z - dyskutowanym na szczycie w lutym - kształtem polityki spójności. I dlatego Warszawa jest nadal skazana na sondowanie w całej UE, czy nie ma zakusów na dalsze zredukowanie polskiej „koperty” w polityce spójności.

Co do Funduszu Odbudowy podział pieniędzy przedłożony przez Komisję opiera się na dwóch najważniejszych kryteriach – bezrobocia z ostatnich pięciu lat (to „promuje” kraje Południa) oraz wskaźnika „odwróconego PKB” (im mniejsze PKB w stosunku do unijnej średniej, tym więcej pieniędzy). Dzięki tej drugiej zasadzie przydział dla Polski jest na razie dość hojny, pomimo że jest stosunkowo słabo uderzona koronakryzysem. Ale to rodzi też pomysły, by Fundusz Odbudowy odchudzić – m.in. w ramach kompromisu z „klubem oszczędnych” – poprzez taką zmianę kryteriów, by zachować duże koperty dla Włoch czy Hiszpanii, a zmniejszyć kwoty m.in. dla Polski. 

Czytaj więcej: Budżet Polski w kiepskim stanie. Wpływy z VAT niższe o 33 proc. Rządowe dane nie mówią wszystkiego

Kompromis co do praworządności?

Na tle tych zagrożeń dla „polskich funduszów” stosunkowo mało zaogniony jest – przynajmniej na tym etapie – spór o zasadę „pieniądze za praworządność”. Charles Michel już w lutym zaproponował rozwodnioną wersję – oprócz utrudnionego sposobu głosowania nad decyzją o zawieszeniu lub zredukowaniu wypłat Michel uściślił, że miałoby to dotyczyć wyłącznie „wystarczająco bezpośrednich” zagrożeń dla właściwego wydawania funduszów UE oraz dla „interesów finansowych Unii”. A zatem byłoby to dotkliwsze dla Budapesztu, gdzie podnoszone są zarzuty korupcyjne, a nie dla Polski, gdzie Bruksela nie widzi dotychczas takich dużych problemów.

Morawiecki – wedle naszych rozmówców w Brukseli - był w lutym gotów zaakceptować wersję Michela co do praworządności, choć za twardszymi zapisami opowiadała się m.in. Holandia, Szwecja czy Finlandia. Jednak teraz ku rozwodnionej propozycji Michela mocno skłaniają się także Niemcy rozpoczynjące swą unijną prezydencję. Problemy gospodarcze Unii z powodu koronakryzysu naglą do szybkiego porozumienie co do budżetu (łącznie z Funduszem Odbudowy), do którego – z racji wymogu jednomyślności – jest potrzebna zgoda Polski także na zapisy o praworządności. 

Czytaj więcej: Powstaje wodorowa strategia Unii. "Zielony wodór" jako paliwo przyszłości dla energetyki

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle