Hiszpańska monarchia: błogosławieństwo czy przekleństwo dla gospodarki?

Były król Juan Carlos podejrzewany o korupcję wyjechał ze swojego kraju. Trwa dyskusja, czy monarchia w ogóle przynosi jakieś korzyści. Również dla gospodarki.

Zdaniem hiszpańskiego profesora Francisco Javiera Alvareza emerytowany król Juan Carlos okazał się w trakcie trwania kadencji zwykłym oszustem, który wywoził do rajów podatkowych walizki pełne pieniędzy. - Jakby był przedsiębiorcą budowlanym, który zajmuje się drobną przestępczością - stwierdził specjalizujący się w prawie karnym ekspert z Uniwersytetu Karola III w Madrycie.

Hiszpania. Dochodzenie przeciwko byłemu królowi

Alvarez jest przekonany, że były król, co jest "typowe dla Burbonów", poprzez swoje "obsceniczne" zachowanie bardziej zaszkodził gospodarce kraju niż się jej przysłużył. Hiszpańscy prokuratorzy prowadzą dochodzenie przeciwko Juanowi Carlosowi. Były król jest podejrzewany o przyjęcie milionów dolarów korzyści majątkowych od władz Arabii Saudyjskiej. W sprawie chodzi o budowę kolei dużych prędkości między Mekką a Mediną. Za jeden z odcinków odpowiadało konsorcjum firm hiszpańskich.

Decyzją o ucieczce z kraju Juan Carlos kolejny raz wywołał skandal. Podczas oficjalnej konferencji prasowej hiszpańskiego rządu nie podano informacji na temat tego, dokąd udał się były król i w jaki sposób chce finansować swoje nowe życie. Pytanie jest zasadne również dlatego, że jego syn Felipe VI, ze względu na potwierdzające się coraz bardziej podejrzenia wobec ojca, pozbawił go państwowego rocznego dochodu w wysokości 200 000 euro.

Zobacz wideo Zobacz też: Wybuch w Bejrucie. Saletra amonowa już wcześniej była przyczyną wielu eksplozji

Korupcja i nepotyzm

Na tym jednak prawdopodobnie nie koniec. Juan Carlos miał podczas swojego panowania przyjmować różne prezenty i kwoty od firm i rządów, które nie zostały w jasny sposób udokumentowane, zaznaczył Alvarez. Z roku na rok miało być coraz gorzej.

Do tego dochodziły romanse i brzemienne w skutkach safari. W 2012 roku, kiedy system finansowy Hiszpanii bliski był bankructwa, pojawiły się zdjęcia króla podczas sponsorowanego polowania na słonie w Republice Botswany.

- To był początek końca pewnej ery, w której korupcja i nepotyzm były w naszym kraju na porządku dziennym - podkreśla Fernando Cocho Perez, ekspert ds. bezpieczeństwa i założyciel firmy doradczej H4dm.

W 2014 roku 82-letni dziś Juan Carlos abdykował - oficjalnie ze względów zdrowotnych. - W rzeczywistości monarcha nie był już jednak wiarygodny jako głowa państwa - tłumaczy Cocho Perez. Wykryto konta w Szwajcarii i fundację w Panamie, które zostały skojarzone z monarchią.

Od ambasadora gospodarki do kłopotliwego przypadku

Ceniony ekonomista Juan Velarde Fuertes popiera jednak mimo wszystko monarchię, podobnie jak wielu hiszpańskich konserwatystów. 93-latek pracował dla dyktatury, kiedy Juan Carlos żył jeszcze na emigracji w Portugalii. Podejrzewa się, że również teraz uciekł do Portugalii, choć niektóre media donoszą, że przebywa na Dominikanie u jednego z zaprzyjaźnionych przedsiębiorców.

Pomimo wszystkich skandali ekonomista Velarde Fuertes jest zdania, że hiszpańska monarchia jest dla krajowej gospodarki opłacalna. Tym bardziej, że jak podała w ubiegłym roku gazeta „El Economista”, jest ona ze swoim rocznym budżetem wynoszącym 8 milionów euro, w korzystnym położeniu w porównaniu z innymi europejskimi krajami.

Wtedy nie było jednak oficjalnie wiadomo, o czym od lat wiedziało wiele osób. Juan Carlos nie tylko był kobieciarzem, ale i przyjmował łapówki. Wiedziała o tym obecna królowa Letizia, była dziennikarka, zanim objęła tron, twierdzi Cocho Perez.

Król Felipe VI próbuje wykonywać swoje zadanie lepiej niż jego ojciec. Skorumpowany i w 2018 skazany za defraudację szwagier Inaki Urdangarin został wykluczony z rodziny królewskiej już w 2015 roku. Teraz przyszła kolej na własnego ojca.

52-letni Felipe, który w międzyczasie posiwiał, jest od tego czasu osamotniony. Jego żona wśród Hiszpanów nie jest zbyt popularna, a prawie 15-letnia następczyni tronu Leonora, będzie mogła objąć swój urząd tylko w przypadku śmierci albo abdykacji ojca, jeżeli zmieniona hiszpańska konstytucja będzie akceptowała kobietę w roli głowy państwa.

- Ten krok wywoła ogromną dyskusję w społeczeństwie na temat sensu istnienia monarchii, której ta prawdopodobnie nie przetrwa - przewiduje Cocho Perez. Aby "uchronić wzór korony" Felipe VI zrezygnował w marcu tego roku ze spadku po ojcu.

Deal z Saudyjczykami

Skandal dotyczący odcinka kolejowego między Mekką a Mediną nie pójdzie jednak tak szybko w zapomnienie. Transakcja uchodzi bowiem za jeden z najbardziej prestiżowych projektów w historii hiszpańskiej gospodarki. Do jej zawarcia pomiędzy saudyjską rodziną królewską i dwunastoma hiszpańskimi firmami doszło w 2011 roku. Wśród tych firm znalazł się również koncern kolejowy Renfe i producent pociągów Talgo. - To nie pierwsza transakcja hiszpańskich firm, za którą Juan Carlos I otrzymywał korzyści majątkowe - podkreśla karnista Alvarez.

Dla państwowej firmy Renfe głośna sprawa nieszczęsnych powiązań saudyjskich i hiszpańskich władców nadchodzi w bardzo niekorzystnym momencie. Kolej, która od paru lat wreszcie znów przynosi zyski, ma nadzieję na zagraniczne zlecenia. Zainicjowany w 2018 roku projekt z 35 pociągami i możliwością przewożenia 60 milionów pasażerów rocznie był jej wizytówką.

Doradca biznesowy Cocho Perez wątpi w to, że gospodarka Hiszpanii potrzebuje monarchii. - Hiszpańskie Bluechips, Banco Santander czy Telefonica chcą stabilności. Jest tam, podobnie jak w całej reszcie kraju, niewiele osób naprawdę przekonanych do rodziny królewskiej - dodaje. Według niego Hiszpania zmierza w stronę przekształcenia się w republikę, co uznaje za nieuniknione.

Pracujący w Palmie na Majorce niemiecki adwokat Tim Wirth wierzy natomist, że Felipe VI wprowadzi w kraju gospodarczą stabilność. - Akurat dla Majorki, gdzie królowie mają swoją letnią rezydencję, jest to niezmiernie ważne. Wyspa nie byłaby tak bezpieczna bez tych okoliczności. A jeżeli by nie była, to znane osoby z całego świata nie kupowałyby tu nieruchomości - zauważa.

Bez rodziny królewskiej, która również w tym roku spędza wakacje w pałacu Marvient, Baleary "nigdy nie miałyby turystycznie takiego znaczenia", przekonuje Wirth.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.