Seksafera z udziałem polityka Fideszu to wstrząs dla systemu władzy Viktora Orbana

Seksafera z udziałem polityka Fideszu Jozsefa Szajera to przykład hipokryzji i podwójnych standardów w kraju, którego premier prowadzi antyeuropejską kampanię i wytacza działa moralności przeciw homoseksualistom.

To z kim, czy też z iloma osobami jakiś polityk idzie do łóżka, albo w jakich legalnych seksimprezach uczestniczy, pozostaje w liberalnej i tolerancyjnej Europie jego prywatną sprawą. Chyba że w swoim życiu publicznym obłudnie daje świadectwo sprzeczne temu, co praktykuje. Wtedy jego życie prywatne, staje się sprawą polityczną.

Zobacz wideo Oko na świat. Budżet UE 2021–2027. Polska może stracić miliardy

Tak właśnie stało się w przypadku węgierskiego konserwatywnego polityka Jozsefa Szajera, bliskiego współpracownika premiera Węgier Viktora Orbana. W swoim kraju Szajer znany jest ze swojego tradycjonalizmu. To on współtworzył nową chrześcijańsko-konserwatywną węgierską konstytucję, w której znalazł się homofobiczny zapis o rodzinie.

W miniony piątek (30.11.2020) Szajer wybrał się w Brukseli na nielegalną, ze względu na ograniczenia pandemiczne, seksimprezę. Belgijskie media mówią wręcz o „gang-bang party", czyli seksie grupowym, w którym brali udział przeważnie homoseksualni mężczyźni. Impreza, odbywająca się w mieszkaniu, została zakończona przez policję, zawiadomioną przez sąsiadów skarżących się na hałas. Uczestnicy, przeważnie nadzy, zostali spisani.

Półnagi Jozsef Szajer zdecydował się na ucieczkę przez okno. Ewakuując się po rynnie, zranił się jednak w ręke, a chwilę później został zatrzymany przez funkcjonariuszy. W jego plecaku znaleziono też tabletki ecstasy. Szajera odprowadzono do jego mieszkania, gdzie wylegitymował się paszportem dyplomatycznym. W niedzielę eurodeputowany ogłosił, że z końcem roku zrzeknie się mandatu. Uzasadnił to „coraz większym obciążeniem emocjonalnym”. Kilka dni później na jaw wyszły prawdziwe powody jego rezygnacji, które początkowo starał się ukryć.

Współzałożyciel partii Orbana

Afera z Szajerem to jeden z najpoważniejszych politycznych wstrząsów na Węgrzech w ciągu ostatniej dekady, naznaczonej rządami Orbana. Przede wszystkim pokazuje ona hipokryzję i podwójne standardy. Szajer był w 1988 roku jednym z 37 współzałożycieli partii Viktora Orbana i jest jednym z niewielu wciąż aktywnych polityków z tamtego okresu. Razem z przewodniczącym parlamentu Laszlo Koverem i znanym rasistowskim publicystą Zsoltem Bayerem tworzą wraz z Orbanem zaufaną grupę.

Szajer był także ważną postacią nawiązującą kontakty w Brukseli i łącznikiem z Budapesztem w sprawach polityki europejskiej Orbana. Poza tym jest mężem najważniejszej do niedawna urzędniczki w węgierskim wymiarze sprawiedliwości Tunde Hando, która do ubiegłego roku kierowała Krajowym Urzędem Sądownictwa i była odpowiedzialna za reformę, która podporządkowała sądy na Węgrzech rządowi.

Ultrakonserwatywne poglądy

Szajer nie jest typem polityka podżegacza czy wyznającego teorie spiskowe, jak choćby przewodniczący parlamentu Kover. Ale nigdy nie pozostawiał cienia wątpliwości co do swoich ultrakonserwatywnych przekonań. W Brukseli zaciekle wyznawał Orbanowską narodową, etnicystyczną i chrześcijańsko-fundamentalistyczną ideologię.

Jak głosi legenda, to właśnie on miał w 2012 roku napisać na tablecie, w czasie podróży między Budapesztem, Brukselą i Strasburgiem, nową węgierską konstytucję. Znajdziemy w niej m.in fragment, który definiuje małżeństwo wyłącznie jako związek kobiety i mężczyzny, a małżeństwo samo w sobie traktuje jako fundament rodziny i warunek trwania narodu.

Czerwona linia ws. homoseksualistów

Od 2010 roku homofobia była na Węgrzech stałym, ale inaczej niż w Polsce, niewyróżniającym się elementem polityki rządowej. W minionych latach Orban pozwalał sobie na prymitywne odzywki na temat homoseksualizmu, ale nie schodził do poziomu notorycznych, agresywnych homofobów, jak publicysta Bayer czy przewodniczący parlamentu Kover.

W ostatnich miesiącach można jednak odnieść wrażenie, że Orban bierze przykład z Polski, coraz wyraźniej uzupełniając swoją retorykę o homofobię. W październiku porównał on homoseksualistów z pedofilami. W jednym z wywiadów powiedział, że Węgrzy są tolerancyjni i cierpliwi wobec homoseksualistów, ale ci mają „zostawić w spokoju nasze dzieci”.

Coraz bardziej homofobiczne media

Od niedawna rząd Orbana sugeruje także uzupełnienie zapisów konstytucji dotyczących rodziny o stwierdzenie, że „matka jest kobietą, ojciec jest mężczyzną”. Bliskie rządowi media nadają zaś coraz bardziej homofobiczne treści. Już w maju parlament przyjął ustawę, która zabrania zmieniania płci zapisanej w aktach urodzenia.

Afera z Szajerem przypada w złym momencie nie tylko ze względu na tę homofobiczną ofensywę Orbana i jego rządu. Po zablokowaniu razem z Polską unijnego budżetu premier toczy też aktualnie nową antyeuropejską kampanię, w czasie której chętnie mówi krajowym wyborcom o moralności.

Orban przekonuje m.in, że wprowadzenie mechanizmu pieniądze za praworządność zmieni Unię Europejską w nowy Związek Sowiecki. Oskarża też Europę o chęć wprowadzenia polityczno-poprawnościowej dyktatury, w której chrześcijańskie, tradycyjne wartości nic nie znaczą i w której lewicowo-liberalne elity chcą pozbawić ludzi boga i tożsamości.

Afera z Szajerem może powstrzymać albo osłabić homofobiczną ofensywę Orbana. Szef rządu z pewnością będzie dokładnie analizował skutki skandalu. Inna seksafera, z udziałem prostytutek i jednego z lokalnych polityków Fideszu, doprowadziła przed rokiem do klęski partii w wyborach lokalnych.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.

Więcej o: