Holandia wprowadza godzinę policyjną. Młodzi: "Nie będziemy przestrzegać"

Od 23 stycznia w całej Holandii wprowadzona zostanie godzina policyjna. Zakaz wychodzenia z domu obowiązywać ma od godz. 21:00 do 4:30 rano.

W czwartek po całodziennej debacie większość holenderskiego parlamentu zgodziła się poprzeć decyzję premiera Holandii Marka Ruttego o wprowadzeniu godziny policyjnej. Pod warunkiem jednak, że ta będzie się rozpoczynać o godz. 21:00, a nie jak pierwotnie planował rząd o godz. 20:30.

Zobacz wideo Wszystkie pieniądze Donalda Trumpa. Uderzenie w "Trump brand" nie będzie wcale najgorsze [OKO NA ŚWIAT]

Parlament daje zielone światło

Ustępujący już premier Rutte zapowiedział konieczność wprowadzenia nowych ograniczeń już w środę 20 stycznia podczas transmitowanej na żywo z Hagi konferencji prasowej. Gabinet nie zdecydował się jednak przeforsować rozwiązania, bez uzyskania poparcia parlamentu. Zwłaszcza, że decyzja wzbudzała duże kontrowersje – ostatnio Holendrzy mieli do czynienia z godziną policyjną podczas II wojny światowej, kiedy narzucona im ona została przez niemieckiego okupanta.

Dlatego też część partii politycznych początkowo deklarowała, że nie poprze tego rozwiązania; przeciwny mu był m.in. Geert Wilders, lider PVV – największej partii opozycyjnej w kraju, który zarzucił rządowi, że ten nie wstrzymał na dłużej lotów do Wielkiej Brytanii, kiedy ukazały się doniesienia o nowym szczepie koronawirusa, więc teraz salwuje się godziną policyjną.

– To ograniczenia surowe i nikt ich nie chce, także ja. Są jednak konieczne. Zwłaszcza teraz, kiedy pojawiła się bardziej zaraźliwa odmiana koronawirusa, a eksperci mówią o trzeciej fali – przekonywał Izbę Rutte. I podkreślał, że rządowy zespół do walki z epidemią szacuje, iż dzięki wprowadzeniu godziny policyjnej uda się zmniejszyć liczbę zakażeń COVID-19 nawet o 10 proc. – Chcemy ograniczyć liczbę wizyt i spotkań w grupach i w ten sposób spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa – mówił polityk.

Wysokie kary

Opuszczenie domu będzie możliwe jedynie w kilku przypadkach, w tym katastrofy, pogorszenia zdrowia (zarówno u człowieka, jak i zwierzęcia) czy na wezwanie sądu. W przeciwnym wypadku kara za złamanie godziny policyjnej wynosić ma 95 euro plus koszty administracyjne. Ministrer sprawiedliwości Ferd Grapperhaus zapowiedział, że policję w patrolowaniu ulic wspierać ma żadnarmeria.

Poza domem przebywać będzie mógł także pasażer rozpoczynający lub kończący podróż międzynarodową, uczestnik pogrzebu, który będzie w stanie udowodnić, że faktycznie brał udział w uroczystości, studenci biorący udział we wcześniej zaplanowanych egzaminach oraz pracownicy zmuszeni wykonywać obowiązki służbowe np. dostawy towaru. Pod warunkiem jednak, że będą oni w stanie przedstawić pisemne zaświadczenie od pracodawcy.

– Samo noszenie uniformu pracowniczego nie wystarczy – zaznaczają prawodawcy. I dodają, że osoby legitymujące się podrobionym zaświadczeniem będą traktowane surowo.

Dopuszczalne będzie też wyjście z psem, ale na spacer będzie mogła wyjść tylko jedna osoba, a zwierzę będzie musiało być prowadzone na smyczy. Premier podkreślił, że ma nadzieję, iż mieszkańcy nie będą próbowali obejść restrykcji „wypożyczając sobie psa”. – Jeśli planujecie przekazywać psa całej rodzinie tylko po to, żeby każdy mógł sobie wyjść w nocy, to będzie to zwyczajnie głupie – mówił podczas konferencji Rutte.

Obostrzenia w podróżowaniu

Poza godziną policyjną rząd wprowadził dodatkowe ograniczenia. Premier zaapelował do mieszkańców o pilne zmniejszenie liczby przyjmowanych w domach gości z dwóch do jednej osoby dziennie; ograniczenia te nie dotyczą dzieci poniżej 13 roku życia. Władze zdecydowały również o okrojeniu uczestników pogrzebów ze 100 do 50 osób.

Zaostrzono restrykcje związane z podróżowaniem. Tymczasowo wstrzymane zostaną loty i przeprawy promem do Wielkiej Brytanii oraz loty do RPA i części krajów Ameryki Południowej, w tym Brazylii, Argentyny i Chile, czyli państw, gdzie odnotowano najwięcej zakażeń nowym szczepem koronawirusa. Pasażerowie przyjeżdżający do Holandii z krajów znajdujących się w czerwonej strefie będą musieli przedstawić negatywny wynik testu PCR na obecność koronawirusa, a badanie przeprowadzone będzie musiało zostać najwcześniej 72 godziny przed przyjazdem. Dodatkowo podróżni będą musieli przeprowadzić szybki test antygenowy na cztery godziny przed wjazdem do kraju.

– Ponieważ szybkie testy nie są wszędzie dostępne, mamy nadzieję, że obowiązek podwójnego testowania zniechęci podróżnych i ograniczy liczbę wycieczek do naszego kraju – napisał w oświadczeniu gabinet premiera.

Wszyscy przyjeżdżający do Holandii powinni przejść 10-dniową kwarantannę, chociaż możliwe będzie także wykonanie kolejnego testu PCR po pięciu dniach od powrotu i jeśli jego wynik będzie negatywny, kwatantanna zostanie skrócona.

W mocy pozostają też wcześniejsze restrykcje, czyli nadal zamknięte pozostają bary i restauracje (te zmuszone zostały zawiesić działalność jeszcze w październiku), sklepy, poza sprzedającymi produkty kluczowe, jak żywność, kosmetyki lub leki oraz większość zakładów usługowych. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom zamknięte pozostaną także szkoły.

Młodzi nie chcą się stosować

Tymczasem z sondażu przeprowadzonego przez stację Hart van Nederland na próbie 35 tys. mieszkańców wynika, że 30 proc. z nich deklaruje, że mimo godziny policyjnej planuje „po cichu” wychodzić z domu. Obostrzeń nie zamierzają respektować młodzi – tak przynajmniej zadeklarował co drugi badany poniżej 30 roku życia. Ponadto 60 proc. pytanych przyznało, że ma wątpliwości co do tego, czy służbom uda się wyegzekwować przestrzeganie restrykcji; 35 proc. przyznało jednak, że wierzy w skuteczność władz.

Nowe ograniczenia mają obowiązywać do końca twardego lockdownu, czyli przynajmniej do 9 lutego.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.