Gospodarka w stagnacji, wielotysięczne protesty. "Bez przemysłu Niemcy będą biedne"

Tysiące pracowników przemysłu demonstrowało w weekend w kilku niemieckich miastach.
Duże demonstracje pracowników przemysłu w Niemczech.
Fot. REUTERS/Axel Schmidt / https://x.com/igbce/status/1900945652802285738

Weekendowe demonstracje pokazują, jak poważnie pracownicy podchodzą do trudnej sytuacji w niemieckiej gospodarce. W wiecach w Hanowerze, Stuttgarcie, Kolonii, Frankfurcie i Lipsku pod hasłem "Moje miejsce pracy. Nasz kraj przemysłu. Nasza przyszłość!" wzięło (według organizatora) w sobotę udział łącznie ponad 81 tys. osób, wsparły ich znane zespoły i artyści. Organizator, czyli związek pracowników przemysłu IG Metall, twierdzi, że to jego największa akcja od dekad.

Pracownicy wyszli na ulice, ponieważ obawiają się o swoje miejsca pracy i żądają o polityków oraz zarządów aktywnego działania, głównie inwestycji w przemysł. IG Metall chce od polityków i firm wzięcia większej odpowiedzialności za los kluczowych branż i ich pracowników.

Zobacz wideo Lider CDU widzi w Tusku partnera i jest propolski

IG Metall: Bez przemysłu Niemcy będą biedne

Związek wydał oświadczenie po sobotnich protestach. Żąda większych inwestycji ze strony polityków i firm, aktywnej polityki przemysłowej, ukierunkowanej na innowacje i technologie przyszłości.

– Bez przemysłu Niemcy będą biednym krajem, my na to nie pozwolimy – oświadczyła szefowa IG Metall Christiane Benner.

Związek zarzuca pracodawcom, że zmniejszyli zatrudnienie, cięli koszty, przenoszą produkcję za granicę, a nic nie zrobili na rzecz kształtowania w Niemczech innowacji lub przyszłości. – Ale my rozumiemy przyszłość, umiemy w nowe technologie, umiemy w ekologiczny przemysł. I teraz też chcemy to robić! – podkreśliła Christianne Benner.

Historyczne porozumienie: pakiet finansowy

Odniosła się też do osiągniętego w piątek (14.03.2025) porozumienia nowej koalicji z Zielonymi, na mocy którego w przyszłym tygodniu Bundestag najpewniej przegłosuje zmianę w ustawie zasadniczej: poluzowanie tzw. hamulca zadłużenia. Niemcy będą mogły się bardziej zadłużyć m.in. na dofinansowanie Bundeswehry (i pomoc dla Ukrainy) oraz pobudzenie stygnącej gospodarki.

To podstawa porozumienia CDU i SPD, które otworzą nowy rząd. Gdyby zmiana ta się nie powiodła, byłoby tu duże utrudnienia dla nowej koalicji i przyszłego kanclerza Friedricha Merza, którego priorytetami są właśnie pobudzenie koniuktury i obronność.

Po Bundestagu konieczna będzie akceptacja zmiany przez Bundesrat, gdzie też może być z tym problem. To ostatni tydzień na działanie: później Bundestag zbierze się już w nowym składzie, w którym partie prodemokratyczne nie będą mieć większości konstytucyjnej.

Jeśli zmiana konstytucji ostatecznie przejdzie, nowy Bundestag ma uchalić pakiet finansowy warty 500 mld euro na inwestycje w podupadłą niemiecką infrastrukturę. Właśnie na to liczy biznes i organizacje pracowników.

Szefowa IG Metall jest zadowolona z tego, że politycy pokazali, że rozumieją największy problem Niemiec. – Ale nie podjęto jeszcze decyzji o żadnym specjalnym funduszu, nic nie jest jeszcze jasne – zauważyła.

Zdaniem Christiane Benner wszystkie siły polityczne muszą teraz wziąć na siebie odpowiedzialność, aby ten kluczowy z punktu widzenia pracowników branż przemysłowych projekt nie upadł. 

(DPA, mar)

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: