Od poniedziałku, 7 lipca, Polska wprowadza kontrole na granicy z Niemcami w odpowiedzi na zaostrzenie niemieckich kontroli na początku maja. Niemieccy przedsiębiorcy w regionie przygranicznym ostrzegają przed negatywnymi skutkami tego kroku - podają niemieckie media.
- Spodziewamy się, że planowane kontrole na polskiej granicy doprowadzą do jeszcze większych zatorów i znacznych zakłóceń dla firm transportowych oraz osób dojeżdżających do pracy - powiedział Niemieckiej Agencji Prasowej DPA Sven Weickert, dyrektor zarządzający Federacji Stowarzyszeń Przedsiębiorców w Berlinie i Brandenburgii. Każdego dnia granicę z Brandenburgią przekracza do 14 tys. osób dojeżdżających do pracy z Polski.
- Znacząco zakłóci to procesy produkcyjne i sytuację dochodową wielu firm w innych regionach. Zakładamy, że firmy handlowe również poniosą znaczne straty - dodał Weickert. - Podsumowując, kontrole graniczne będą dodatkowym obciążeniem dla wielu firm w regionie w i tak już trudnej sytuacji gospodarczej - ocenił.
Jak wskazuje rozmówca DPA, Polska jest czwartym co do wielkości rynkiem zbytu w regionie niemieckiej stolicy. Wiele firm w pobliżu granicy zatrudnia polskich pracowników, którzy z powodu kontroli granicznych mogą mieć problemy z dotarciem do pracy na czas. - Kontrole graniczne prowadzą również do opóźnień w łańcuchach dostaw w transgranicznym przepływie towarów - ocenił Weickert.
Także minister spraw wewnętrznych i komunalnych Brandenburgii René Wilke, były burmistrz Frankfurtu nad Odrą, obawia się "załamania komunikacyjnego" w regionie przygranicznym, w szczególności w miastach, takich jak Frankfurt nad Odrą i Słubice. We wspólnym oświadczeniu władze obu miast ostrzegły: kontrole graniczne "zaostrzają napięcia społeczne i sprzyjają marginalizacji zamiast integracji". Argumentują też, że lepiej wykorzystać środki finansowe na walkę z przestępczością i terroryzmem. Ostrzegają także przed działającym po polskiej stronie granicy "Ruchem Obrony Granic" i wzywają mieszkańców obu miast, by nie uczestniczyli we "wrogich działaniach wobec obcokrajowców".
Z kolei organizacje gospodarcze szukają rozwiązań, które złagodziłyby skutki kontroli. Izby Przemysłowo-Handlowe (IHK) w Brandenburgii i Berlinie zaproponowały wprowadzenie przepustek granicznych dla osób dojeżdżających do pracy z Polski, jak w czasie pandemii koronawirusa. Zaś stowarzyszenie branży logistycznej BGL sugeruje oddzielne pasy ruchu dla ciężarówek.
Duże obawy w związku z sytuacją na granicy ma szef fabryki Tesli w Grünheide pod Berlinem André Thierig. W rozmowie z regionalną gazetą "Maerkische Oderzeitung" zażądał przepustek dla transgranicznych pracowników. Wielu z ponad 11 tys. zatrudnionych w Tesli dojeżdża do pracy z Polski. - Planowane kontrole graniczne byłyby dla nich znacznym obciążeniem - powiedział Thierig, cytowany przez "MOZ". - Boją się, że nie będą w stanie punktualnie dotrzeć do pracy". Fabryka samochodów pracuje w systemie trzyzmianowym - punktualność jest zatem szczególnie ważna - tłumaczył. Thierig ma nadzieję na polubowne i praktyczne rozwiązania, "być może również w formie regulacji w sprawie przepustek".
Sceptyczny co do takiego rozwiązania jest koordynator niemieckiego MSZ ds. współpracy z Polską Knut Abraham. Powiedział on berlińskiej gazecie "B.Z.", że "przepustki oznaczają dużo biurokracji". - To będzie niezwykle skomplikowane - powiedział.
Abraham wskazuje też, że największym problemem dla Polaków dojeżdżających do pracy jest jednopasmowy punkt kontrolny policji federalnej na autostradzie. - Przepustka w ogóle tu nie pomoże - ocenia polityk. Jego zdaniem należałoby otworzyć drugi pas autostrady. Niemiecka policja ma już pracować nad poprawą sytuacji w tym miejscu - informuje "B.Z.".
Konsekwencje kontroli granicznych dla gospodarki regionu analizuje też saksoński dziennik "Saechsische Zeitung". Jak pisze, według danych Agencji Pracy w Budziszynie na dzień 30 czerwca 2024 roku 7658 pracowników dojeżdżało z Polski do swoich miejsc pracy w powiatach Goerlitz i Budziszyn, o 160 mniej niż w roku poprzednim. Liczba osób dojeżdżających do pracy zza granicy od lat spada, co związane jest głównie ze zmniejszającą się różnicą w wynagrodzeniach między Polską a Niemcami. - Obawiam się, że wielu z nich (polskich pracowników - red.) nie zniesie długo dodatkowego obciążenia związanego z czasem oczekiwania (na granicy) lub objazdami do mniej ruchliwych przejść granicznych - mówi gazecie Frank Grossmann z biura Drezdeńskiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Goerlitz. Jak ocenia "Saechsische Zeitung", zapewne najwcześniej skutki obustronnych kontroli granicznych odczuwalne będą w sektorach opieki i szpitalach, gdzie pracuje bardzo wielu Polaków.
Niemcy przeprowadzają wyrywkowe stacjonarne kontrole na granicy z Polską od października 2023 roku w celu powstrzymania nielegalnej migracji. Na początku maja br., po przejęciu władzy przez nowy rząd kanclerza Friedricha Merza, kontrole zostały zaostrzone. Policja federalna zawraca z granicy nielegalnie wjeżdżających do Niemiec migrantów także wówczas, gdy proszą o azyl - z wyjątkiem m.in. małoletnich, kobiet z małymi dziećmi i ciężarnych czy osób chorych i wymagających pomocy.
Jak poinformował DW rzecznik niemieckiego MSW, od 8 maja br. do 30 czerwca policja federalna zawróciła około 1350 osób na granicy z Polską w związku z tymczasowo przywróconymi kontrolami na granicach Niemiec. W okresie od 1 do 31 maja br. 210 osób zostało przekazanych do Polski zgodnie z rozporządzeniem dublińskim UE.
We wtorek, 2 lipca, polski premier Donald Tusk ogłosił, że Polska również przywróci tymczasowe kontrole na granicy z Niemcami i Litwą, aby ograniczyć nielegalne przepływy migrantów. Kontrole te mają na razie obowiązywać od 7 lipca do 5 sierpnia.
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle