Rosja. Katastrofa ekologiczna w Norylsku. Eksperci ostrzegali przed nią już trzy lata temu

Rosyjskie służby nadzoru technicznego już trzy lata temu ostrzegały przed katastrofą ekologiczną w Norylsku - podała agencja RBK. Rostechnadzor od 2017 r. wskazywał wady obiektów służących do magazynowania oleju napędowego. Wyciek spowodował skażenie obszaru o powierzchni 350 km kwadratowych - informują rosyjskie media. Odbudowa ekosystemu zajmie co najmniej 10 lat.

29 maja na terenie norylskiej elektrowni doszło do wycieku ponad 21 tys. ton paliwa. Eksperci Greenpeace uznali, że jest to jedna z największych katastrof ekologicznych w rosyjskiej części Arktyki. Olej opałowy wyciekał przez wiele godzin i zanieczyścił glebę oraz niemal wszystkie okoliczne rzeki i strumienie. Jak podaje "National Geographic" z za agencją Interfax, służby ratunkowe zareagowały z dużym opóźnieniem, dopiero, kiedy pojazd przejeżdżający przez kałużę paliwa zapalił się "z niewiadomych przyczyn". Według danych z rosyjskich mediów wyciek spowodował skażenie obszaru o powierzchni 350 km kwadratowych.

Odbudowa ekosystemu zajmie co najmniej 10 lat

Służby techniczne norylskiej elektrowni zapowiadają, że w ciągu dwóch tygodni usuną rozlany olej opałowy. Natomiast Ministerstwo Zasobów Naturalnych i Ekologii przewiduje, że na odbudowę miejscowego ekosystemu potrzeba co najmniej 10 lat. Z informacji, którymi dysponuje agencja RBK wynika, że właściciel elektrowni, czyli koncern "Nornikiel" od 2017 roku systematycznie był informowany o wadach systemu magazynowania paliwa i nie podjął działań zabezpieczających.

Przyczyny katastrofy nie są znane. Prawdopodobnie wyciek wywołało osiadanie gruntu pod zbiornikami paliwa wywołane wyjątkowo szybkim tempem topnienia arktycznej wiecznej zmarzliny - podaje BBC News.

Putin ogłosił stan nadzwyczajny

W związku z wyciekiem Władimir Putin ogłosił stan nadzwyczajny. Oznacza to, że do pomocy przy usuwaniu zanieczyszczenia zostaną skierowane dodatkowe siły. Prezydent Rosji wyraził również swój gniew, że agencje rządowe dowiedziały się o wycieku dopiero po dwóch dniach.

Czemu agencje rządowe dowiedziały się o tym skażeniu dopiero dwa dni później? Czy teraz będziemy dowiadywać się o katastrofach z mediów społecznościowych? Czy wy tam jesteście zupełnie zdrowi?

- pytał szefa elektrowni. Ten nie ma sobie nic do zarzucenia. Uważa, że wyciek został zgłoszony "w odpowiednim czasie i we właściwy sposób".

Zobacz wideo Grenlandia topnieje w zastraszającym tempie