Waligóra przeszedł 400 km wzdłuż Wisły. "Czy oszczędzanie wody coś zmieni, jeśli przemysł będzie taki sam?"

Mateusz Waligóra idzie wzdłuż najdłużej polskiej rzeki i zadaje pytania o jej losy. Jak relacjonuje, spotykani po drodze ludzie zauważają, że z klimatem dzieje się coś niepokojącego. Narzekają na zbiory, zauważają, że opady deszczu są rzadsze, ale bardziej intensywne. Tutaj podsumowanie 1/3 jego wyprawy szlakiem najdłuższej polskiej rzeki.
Zobacz wideo Franek Sterczewski gościem Zielonego Poranka Gazeta.pl

„Szlak Wisły” to wyprawa, która jest pretekstem do rozmowy o problemach związanych z wodą i zmianami klimatycznymi. To również rekonesans przed wytyczeniem pierwszego, długodystansowego szlaku w Polsce. Waligóra zaczął marsz przy trójstyku granic – polskiej, czeskiej i słowackiej – potem odwiedził źródła Wisły na Baraniej Górze, skąd ruszył wzdłuż jej brzegu na północ. Minął już Kraków, zbliża się do Sandomierza.

Relacje z wyprawy i ciekawostki o Wiśle można znaleźć tutaj>>> 

Waligóra: A co, jeśli jutra nie będzie?

- Gdy idę, a wokół nie ma nic prócz pokrytych pajęczynami łąk, zaczynam myśleć o tym, czym jest ta wędrówka. Chodzenie zawsze było dla mnie magiczną dźwignią wyzwalającą myśli. I choć, jak pisze Rebecca Solnit: "Wędrowanie jest pracą ciała niewytwarząjącą niczego prócz myśli, przeżyć i olśnień" to czasem tyle po prostu wystarcza. Na co dzień wszystko zdaje się być do szpiku kości powtarzalne. Po wtorku przychodzi środa, a po niej czwartek. A co, jeśli czwartek jednak nie przyjdzie? Dlaczego kolejne dni naszego życia traktujemy jako coś naturalnego i oczywistego? - zastanawia się Mateusz Waligóra.

Za nim dwa tygodnie marszu, który rozpoczął się 3 września u źródeł Wisły na Baraniej Górze. W tym czasie Waligóra przeszedł 400 km, czyli 1/3 trasy. Minął już np. Puszczę Niepołomicką. W trakcie zaborów Austriacy wycięli wiele ze starego drzewostanu, a jeszcze większego zniszczenia dokonali podczas II wojny światowej Niemcy, karczując las i wysyłając drzewo niepołomickie na fronty. Mimo tego do dziś w rezerwatach Puszczy Niepołomickiej rosną 200-letnie grądy - lasy liściaste z przewagą grabów i dębów oraz z domieszką lip, jesionów i wiązów. Żyje tam kilkanaście gatunków ptaków zagrożonych wyginięciem w całej Europie. 

  • Wyprawa Waligóry to również spotkania z ludźmi. Ci, mijani po drodze, zauważają, że z klimatem dzieje się coś niepokojącego. Narzekają na zbiory, zauważają, że opady deszczu są rzadsze, ale bardziej intensywne. Historie spotkań publikowane są codziennie na Facebooku podróżnika.

Kto powinien oszczędzać wodę?

Z sondażu Kantara sprzed roku wynika, że 72 proc. Polaków uważa, że zmiany klimatyczne są poważnym problemem. Jednocześnie połowa biorących udział w badaniu powiedziała, że ma niewielki wpływ na to, co dzieje się z klimatem. - Wierzymy w katastrofę klimatyczną do czasu, gdy przychodzi do konkretnej sytuacji, w której Kowalski musiałby wyłożyć na ratowanie klimatu pewną sumę, to okazuje się, że nie jest zbyt chętny - uważa prof. dr hab. Maciej Sadowski, nestor polskiej hydrologii, ekspert Instytutu Ochrony Środowiska - Państwowego Instytutu Badawczego.

Profesor radzi, żeby każdy z nas robi co, może, by adaptować się do katastrofy klimatycznej, która, jak mówi, jest nieuchronna. Np. oszczędzał wodę. Widzi również, że rolnicy sami zaczęli przystosowywać się do zmian – np. na Podlasiu zaczęto uprawiać znane z Afryki srogo.

- Ludziom się mówi, żeby oszczędzali wodę - zakręcali kran podczas mycia zębów, zbierali deszczówkę - a ponad 70 proc. wody w Polsce jest zużywane przez przemysł energetyczny. Jeślibyśmy wszyscy się zaparli, włożyli w oszczędzanie wody maksimum wysiłku, to i tak efekty nie będą nadzwyczajne. Czy świadomość naszych dzieci coś zmieni, skoro najwięcej i tak zależy od przemysłu? Czy nie zrobimy więcej dla świata, przestając jeść wołowinę, niż zbierając wodę z kąpieli i używając jej ponownie? Takich pytań rodzi się w mojej głowie coraz więcej – mówi Waligóra