Pyrocumulusy nad pożarami w Oregonie. "Ogniste chmury" mogą pogorszyć sytuację

Cumulus flammagenitus, czyli "ogniste chmury", sięgają na wiele kilometrów nad ziemię i mogą być widoczne z odległości nawet 160 km. Powstają w ostatnich dniach nad pożarami w stanie Oregon w USA. Takie warunki mogą do prowadzić do powstania groźniejszej odmiany "ognistych chmur", które z kolei mogą powodować burze i rozprzestrzeniać pożary.
Zobacz wideo Małecki: Arktyka zmienia się bardzo szybko. Nic nie dzieje się bez przyczyny

W południowej części amerykańskiego stanu Oregon trwa walka z pożarem. Żywioł ogarnął obszar ponad 241 tysięcy akrów, głównie terenów leśnych, i jest piątym co do wielkości pożarem w tym stanie od ponad 100 lat.

W akcję gaśniczą zaangażowanych jest ponad 1900 strażaków i kilkanaście helikopterów. Płomienie pochłonęły co najmniej 21 domów. W strefie zagrożenia jest obecnie ponad pięć tysięcy budynków mieszkalnych. 

Skutki powodzi na zachodzie NiemiecOgrom zniszczeń w Europie. "Wyraźny związek ze zmianami klimatu"

Od czwartku do piątku do tej grupy zakwalifikowano trzy tysiące nowych budynków. Obowiązkową ewakuacją objętych zostało nieco ponad 200 domów. Akcję może utrudnić prognozowana na weekend kolejna fala upałów - powietrze jest gorące, suche, ma być także wietrznie. Pożar wybuchł 6 lipca w pobliżu miasta Klamath Falls, około 400 kilometrów na południe od największego miasta stanu, Portland. 

"Ogniste chmury" nad pożarami

Pożary w Oregonie wywołały rzadkie i groźne zjawisko. Utworzyły się tam chmury typu cumulus flammagenitus, nazywane też pyrocumulus.

Powstają one po bardzo silnym nagrzaniu powierzchni, np. w wyniku pożaru - tak właśnie dzieje się w USA. Poza parą wodną w takich chmurach jest pył i dym, co nadaje im szare, ciemne barwy. 

W ostatnich dniach te chmury powstają w Oregonie w godzinach popołudniowych, gdy słońce przebija się przez dym i dodatkowo nagrzewa ziemię, przez co rozgrzane powietrze  unosi się w górę. Takie chmury mogą wpłynąć na sytuację pożarów na ziemi. Jeśli spadnie z nich deszcz, daje to szanse na ugaszenie ognia; jednak może im towarzyszyć silny wiatr, który z kolei przyczynia się do rozprzestrzeniania pożaru. 

Chmury pyrocumulus są spektakularne. Jak opisuje agencja AP, mogą one sięgać na wysokość 10 km, a te w Oregonie są widoczne z odległości 160 km - to tak, jakby chmura nad Warszawą była widoczna z Lublina. To, jak tworzą się nad pożarami, widać dobrze także na obrazach z satelitów. 

Takie warunki mogą jednak prowadzić do powstania o wiele groźniejszego zjawiska - chmur pyrocumulonimbus. Powstają one na podobnej zasadzie, jeśli źródło ciepła - jak pożar czy wybuch wulkanu - jest wystarczająco silne. Wtedy pożary tworzą "własną" pogodę. W pyrocumulonimbus mogą powstać silne burze, a ilość opadów z nich jest niewielka. W takich warunkach pioruny wywołują kolejne pożary. W ten sposób jedne pożary pośrednio przyczyniają się do powstawania kolejnych. Pojawia się też ryzyko wystąpienia ognistych tornad. Do sytuacji, w której pyrocumulonimbusy przyczyniły się do rozprzestrzeniania pożarów, doszło w rekordowym sezonie pożarów w Australii na przełomie roku 2019 i 2020.

Polska sprzeciwia się większej ochronie lasów w UEPolska lobbuje przeciwko ochronie lasów. List ministra do KE pełen "bzdur"

Zmiany klimatu zwiększają zagrożenie pożarami

Wzrost temperatury, a wraz z nim silniejsze fale upałów i zmiana wzorców pogodowych (jak bardziej intensywne, ale rzadsze opady) to przewidywane przez badaczy skutki globalnego ocieplenia.

To sprawia, że w dotkniętych nimi regionach zwiększa się zagrożenie pożarami. Na przykład w raporcie naukowym na zlecenie australijskiego rządu oceniono, że w wielu rejonach kraju ocieplenie o 2 stopnie Celsjusza zwiększy intensywność pożarów o 25 proc., powiększy teren objęty pożarami o połowę i zmniejszy okres między pojawianiem się ognia.

W rejonach charakteryzujących się występowaniem pożarów, jak Kalifornia czy Australia, mogą być one groźniejsze niż wcześniej. Ekstremalna susza i upały pozwalają np. na powstawanie gigantycznych pożarów - pojedyncze osiągają nawet 500 tys. hektarów. Taka skala ognia jest nie do opanowania przez strażaków.

Więcej o skutkach kryzysu klimatycznego i rozwiązaniach, jakie mamy w walce z nim, przeczytasz w serwisie Zielona.Gazeta.pl.

Więcej o: