Śledztwo ekologów: W Polsce całe drzewa mogą być spalane w elektrowniach. W tym z cennych lasów

Polska energetyka stopniowo się zazielenia. Jednak kryje się za tym trudna prawda, o której wiele się nie mówi: duża część naszej energii odnawialnej to po prostu spalanie drewna. Ekolodzy sprawdzili, że na produkcję prądu przeznaczamy nie tylko ścinki i odpady z tartaków, lecz także prawdopodobnie całe kłody.

W elektrowni Połaniec może trafiać do spalenia biomasa z całych drzew, wyciętych w cennych przyrodniczo lasach Polski - wynika ze śledztwa ekologów, którego wyniki Gazeta.pl publikuje jako pierwsza.

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot już wcześniej alarmowała w raporcie, że w Polsce - m.in. z powodu unijnych regulacji - rośnie produkcja prądu ze spalania drewna. Taka energia jest w Polsce i UE uznawana za odnawialną - jak ta z wiatraków czy słońca. To, zdaniem ekspertów, nieporozumienie, bo w ciągu kilku sekund do komina elektrowni trafia węgiel gromadzony przez drzewo kilkadziesiąt lat.

Jeśli drzewa są wycinane specjalne po to, by je spalono, nie jest to ich zdaniem działanie ekologiczne, tylko przeciwnie - szkodliwe dla przyrody. Problem w tym, że trudne lub niemożliwe jest sprawdzenie, co dokładnie dzieje się z drzewami wycinanymi w Polskich lasach. - System monitorowania tego jest niekompletny, a informacje są nieprzejrzyste - mówi nam Augustyn Mikos z Pracowni.

Jednak organizacji udało się prześledzić łańcuch dostaw, którym do elektrowni może trafiać biomasa z całych kłód drzew. Nawet takich, które rosły w cennych lasach.

Z polskich lasów do elektrowni

Elektrownia Połaniec spółki ENEA posiada tzw. zielony blok, w całości zasilany biomasą. W kilku innych jest ona współspalana z węglem. Biomasa odpowiada tam za 1/4 produkcji energii. 40 proc. to biomasa rolnicza (np. słoma), a pozostała część - drewno. Elektrownia nie informuje swoich dostawców, jednak autorzy śledztwa znaleźli jednego z nich - firmę Multon, która zajmuje się przetwarzaniem i handlem biomasą drzewną. Firma na swojej stronie informuje, że dostarcza towar Enei i innym producentom energii.

Jeden ze składów firmy Multon znajduje się trzy kilometry od elektrowni Połaniec. Pracownia sprawdziła, jak wygląda. Znajdowały się tam całe kłody drzew. Informacje publikowane przez samo przedsiębiorstwo wskazuje też, że posiada ono maszyny do rozdrabniania takiego drewna na biomasę nadającą się do spalenia w elektrowni. - Elektrownia Połaniec wg swoich dokumentów dopuszcza spalenie - odpowiednio rozdrobionych - całych pni drzew - zwraca uwagę Mikos.

Zakładu Multon położony 3 km od Elektrowni PołaniecZakładu Multon położony 3 km od Elektrowni Połaniec fot. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

- Widać wyraźnie, że to nie są odpady, które nie nadają się do niczego innego, jak nieraz jest to przedstawiane. To drewno, które można wykorzystać do innych celów niż spalenie - powiedział Mikos. Firma sama informuje, że kupuje drewno m.in. od Lasów Państwowych. Dzięki wystąpieniu o wniosek o informację publiczną Pracownia ustaliła, że Multon kupował drewno m.in. z od Nadleśnictwa Lutowiska. Zarządza ono wyjątkowo cennymi lasami na granicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

To fragmenty niegdyś wielkiej Puszczy Karpackiej w Bieszczadach, gdzie są dobrze zachowane, stare lasy z chronionymi i zagrożonymi gatunkami. Według Pracowni te lasy nie są dostatecznie chronione. Większość nadleśnictwa to tereny Natura 2000, jednak to nie ogranicza możliwości wycinek. Pozyskanie drewna w Nadleśnictwie Lutowiska nasiliło się w ostatnich latach. W Planie Urządzenia Lasu założono wycinanie większej ilości drewna, niż go przyrasta, i został on negatywnie zaopiniowany Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska.

- Można więc z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że drzewa z tego nadleśnictwa zostały wykorzystane czy do produkcji pelletu czy innej formy biomasy do spalenia - stwierdził Mikos.

Wysłaliśmy do firmy Multon pytania o to, czy przetworzone całe kłody drzew są sprzedawane jako biomasa do elektrowni. Czekamy na odpowiedź.

Ekolodzy mówią nie dla leśnej biomasy

Nawet jeśli rzeczywiście całe drzewa z cennych lasów - ale nieobjętych ochroną, np. jako rezerwaty - są przerabiane na paliwo dla elektrowni, to nie jest to nielegalne. Przeciwnie, obecne unijne przepisy stanowią zachętę do takiego działania, bo uznają tzw. pierwotną biomasę (czyli drzewa wycięte prosto z lasu; biomasa wtórna to np. resztki z tartaku) za odnawialne źródło energii. Do tego biomasa jest dofinansowywana ze środków publicznych. 

Jak mówi nam Mikos, na tym właśnie polega problem. - To zgodne z prawem, ale z punktu widzenia ochrony klimatu i środowiska ma to negatywne skutki - zwraca uwagę. - Jeśli można z drewna - nawet z resztek - zrobić coś innego, jak płytę wiórową, meble, to uważamy, że nie powinno to być uznawane za odnawialne źródło energii. 

Teoretycznie drzewa rosnąc, pochłaniają CO2 i magazynują węgiel, więc spalenie drzewa i nasadzenie nowego miałoby wyrównywać bilans do zera. Jednak spalenie 70-letniego drzewa w elektrowni trwa chwilę, a żeby pochłonąć tę samą ilość CO2 - potrzeba kolejnych 70 lat. Co więcej, drewno ma mniejszą kaloryczność od węgla, więc w krótkiej perspektywie czasowej taka produkcja energii emituje wręcz więcej dwutlenku węgla niż ta z węgla. Dlatego - zdaniem ekologów - należy skończyć z uznawaniem drzew za odnawialne źródło energii. Tak - ich zdaniem - klasyfikować można jedynie produkty uboczne, odpady i drewno już wykorzystane, które nie nadaje się do niczego innego.

Jeśli sytuacja ma się zmienić, konieczne są zmiany w prawie. I właśnie teraz jest na to szansa. - We wtorek w Parlamencie Europejskim odbędzie się głosowanie dotyczące przepisów mówiących o tym, jaka biomasa jest uznawana za odnawialne źródło energii. Liczymy na to, że spalanie pierwotnej biomasy - czyli właśnie drzew wyciętych prosto z lasu, w tym całych kłód - przestanie być uznawane za odnawialne źródło energii - mówi Mikos. Co ważne, dotyczy to produkcji prądu i nie zmienia sytuacji wykorzystania drewna do ogrzewania domów.

Dochodzenie Pracowni było częścią większego projektu ekologów, w ramach którego odbyły się śledztwa w innych krajach. O nich pisał w tym tygodniu "New York Times". Jak pokazali dziennikarze, drzewa m.in. z cennych lasów Rumunii są ścinane i przerabiane na pellet do spalenia w piecach i elektrowniach. Taki sam jest los niektórych drzew ze starych polskich lasów.

Więcej o: