Myśleli, że wyginęły, bo ostatni raz widziano je w 2004 r. Kamera uchwyciła samicę lwa w Czadzie

Aleksandra Boryń
W parku narodowym w Czadzie kamery uchwyciły samicę lwa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zwierzę zostało uznane w kraju za wymarłe.
Lew uchwycony przez kamery w Czadzie
Wildlife Conservation Society / Facebook

Zdjęcie przedstawia doskonałą, bardzo zdrową, dorosłą lwicę, w wieku około pięciu lat" - powiedział BBC dyrektor programu WCS Big Cat, Luke Hunter. - Jestem pewien, że nie jest sama - dodał. Fotografia została wykonana w Parku Narodowym Sena Oura w Czadzie w lutym, jednak opublikowano je dopiero w czwartek 20 kwietnia. Jak dodają autorzy postu na facebookowym profilu WCS, "obraz z fotopułapki pokazuje 'piękną lwicę w kwiecie wieku i najwyraźniej w doskonałym zdrowiu'".

Jest to niezwykle zachęcające, ponieważ samice są podstawą każdej populacji lwów i nie są wielkimi wędrowcami. Zamieszkują obszary, na których można znaleźć zdobycz i na których można bezpiecznie wychowywać młode - mówił dr Hunter. Ekspert dodał, że obecność lwicy stanowi wczesną oznakę powrotu do zdrowia lwów w sąsiednim parku narodowym w Kamerunie.

Lwy w Czadzie  

Autorytatywna Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody z Czerwonej Księgi Zagrożonych Gatunków w 2014 roku stwierdziła, że lwy w Sena Oura wymarły - podaje BBC. Natomiast WCS podkreśla, że region miał problemy z "bezwzględnym, zorganizowanym kłusownictwem ponad dziesięć lat temu, ale od tego czasu skorzystał z bardzo silnego zaangażowania w ochronę przyrody ze strony rządów zarówno Kamerunu, jak i Czadu". "To zapewniło lepszą ochronę parków narodowych, a populacje dzikich zwierząt zaczynają się teraz odbudowywać" - stwierdza organizacja.

Dr Hunter dodaje, że "na wolności pozostało około 22 000-24 000 lwów, z których zdecydowana większość jest sklasyfikowana jako podgatunek lwa południowego, występujący we wschodniej i południowej Afryce, zaś w zachodniej i środkowej części kontynentu, żyje mniej niż 1 tys. lwów północnych i są one szczególnie zagrożone i cenne".

Aleksandra Boryń
Więcej o: