17 listopada w Polsce nie wyróżniał się specjalnie pod względem pogody, jednak w skali globalnej było to dzień przełomowy - w negatywnym znaczeniu. Dane z europejskiego programu Copernicus pokazały, że po tego dnia po raz pierwszy w historii pomiarów przekroczyliśmy (chwilowo) poziom 2 stopni ocieplenia klimatu. Temperatura jednego dnia sama nie jest jeszcze katastrofą, ale to zwiastun tego, co może czekać nas w przyszłości. Tym bardziej że wciąż nie robimy dość, by zatrzymać ocieplenie na umiarkowanie bezpiecznym poziomie.
Próg 2 stopni ocieplenia pojawia się zarówno w najważniejszych raportach naukowych, jak i w Porozumieniu paryskim. W tym porozumieniu z 2015 roku praktycznie wszystkie kraje świata zgodziły się, że trzeba zatrzymać wzrost temperatury na poziomie znacznie poniżej 2 stopni, najlepiej - 1,5 stopnia (w porównaniu do średniej z połowy XIX wieku, zanim zaczęliśmy spalać paliwa kopalne i zmieniać skład atmosfery). Wzrost o 1,5 stopnia uznawany jest za umiarkowanie bezpieczny poziom, na którym realistycznie da się zatrzymać ocieplenie. Już teraz jest on niebezpiecznie blisko - dotychczas podgrzaliśmy Ziemię o ok. 1,2 stopnia.
Co bardzo ważne, mowa to średniej temperaturze z wielu lat. Dlatego dzienne przekroczenie wzrostu o 1,5 stopnia przez dzień, miesiąc, a nawet rok nie oznacza jeszcze, że minęliśmy ten próg. Jednak im więcej takich dni, tym bliżej do niebezpiecznego poziomu. Nawet chwilowe przebicie 2 stopni ocieplenia to potężny sygnał ostrzegawczy, zgadzają się eksperci. I rozbrzmiał on w ważnym momencie. Pod koniec miesiąca w Dubaju rozpocznie się kolejny globalny szczyt klimatyczny COP28. A przed rozpoczęciem negocjacji ONZ pokazało, że mimo obietnic i porozumień wciąż nie jesteśmy na drodze do zatrzymania ocieplenia.
W poniedziałek opublikowano doroczny raport o "luce emisyjnej". Ta luka to różnica między działaniami potrzebnymi do zatrzymania ocieplenia a tym, co planują i rzeczywiście robią kraje świata. I kolejny raz to ziejąca przepaść, a każdy kolejny rok bez ostrego ścinania emisji gazów cieplarnianych sprawia, że oddalamy się od celu.
W ramach Porozumienia paryskiego każdy kraj sam składa obietnice, jak szybko i jak bardzo zmniejszy swoje emisje CO2 i innych gazów podgrzewających planetę. Teraz te plany są dalece niewystarczające. Autorzy raportu wyliczyli, że jeśli udałoby się je wprowadzić w życie (co samo w sobie nie jest pewne), to do końca stulecia temperatura wzroście o aż 2,5-2,9 stopnia Celsjusza. To oznaczałoby, że z hukiem przebijemy granice bezpieczeństwa. Około trzech stopni ocieplenia, do których obecnie zmierzamy, to katastrofalny poziom. Starczy powiedzieć, że związane ze zmianą klimatu anomalie w ostatnich latach - gigantyczne pożary, powodzie, susze - obserwujemy już przy 1,2 stopnia ocieplenia. Gdy zbliżymy się do 3 stopni, ogromne obszary planety, zamieszkiwane przez nawet 3 miliardy ludzi, będą co najmniej okresowo zbyt gorące do normalnego życia.
Wg raportu pozostało nam wąskie okno, by zatrzymać ocieplenie na poziomie 1,5 stopnia. Żeby mieć na to szanse, do 2030 roku musimy ściąć nasze emisje o co najmniej 42 proc. Nie można jednak z tym czekać do 2026 czy 2028 roku. Jeśli nie zaczniemy emitować mniej natychmiast, to za kilka lat konieczne tempo zmian będzie zbyt duże, by uznać je za wykonalne.
W tej chwili nie tylko nie jesteśmy na dobrej drodze do tego celu - wciąż idziemy w przeciwnym kierunku. Raport pokazał, że w 2022 roku globalne emisje nie spadły, a urosły o 1,2 proc. w porównaniu do 2021 roku.
Raport zwraca uwagę na postęp w ciągu ostatnich ośmiu lat - jednak jest on o wiele za wolny. Gdy podpisano Porozumienie paryskie, prognozowano wzrost emisji do roku 2030 o 16 proc. Obecna prognoza to spadek o 3 proc. Z jednej strony to bez wątpienia postęp. Z drugiej - wg ekspertów trzeba ściąć emisje o 42 proc., a więc między planami a potrzebami wciąż mamy przepaść.
Absolutnie niezbędnym działaniem jest błyskawiczne odejście od węgla, ropy i gazu, w tym zaprzestanie planowana dalszego wydobycia. Gdyby spalić paliwa dostępne w działających i już zaplanowanych kopalniach czy odwiertach, to przebijemy limit emisji dla poziomu 1,5 stopnia ocieplenia ponad trzykrotnie.