Przyszłość ludzi, przyrody oraz wiarygodności Unii Europejskiej są stawką unijnego prawa dot. odbudowy zasobów przyrodniczych - piszą przedstawiciele 11 krajów UE w liście skierowanym m.in. do Polski. Apelują o poparcie dla przepisów, które utknęły przed ostatnim głosowaniem. Mają pozwolić na lepszą ochronę i odbudowę zasobów wodnych, terenów naturalnych czy zieleni miejskiej w Europie.
Jeszcze niedawno zdawało się, że prawo jest na ostatniej prostej do przyjęcia. Po prawie dwuletnich negocjacjach wypracowano kompromisową wersję przepisów. Usunięto niektóre przepisy budzące największe kontrowersje. Gdy dane unijne prawo zostaje przyjęte w ramach nieformalnych negocjacji, zazwyczaj ich przyjęcie jest niemal pewne. Zgodnie z oczekiwaniami Parlament Europejski zagłosował za. Przypieczętowanie tego przez kraje UE miało być formalnością. Ale w ostatniej chwili Węgry - wcześniej deklarujące poparcie - zmieniły zdanie. Bez poparcia m.in. Polski, Austrii oraz Finlandii zabrakło kwalifikowanej większości.
Najbliższa - i być może ostatnia - szansa na przyjęcie prawa to 17 czerwca, kiedy zbierze się rada unijnych ministrów ds. środowiska. Jeśli nie uda się teraz przyjąć projektu, to w najlepszym wypadku zostanie to odłożone na długo, a w najgorszym - prawo zupełnie przepadnie. Od lipca prezydencję w Unii przejmują Węgry, a po nich Polska, a więc kraje nieprzychylne prawu odbudowy przyrody.
W liście ministrowie ds. środowiska m.in. z Irlandii, Hiszpanii, Czech i Litwy apelują o głos na "tak" nad prawem o odbudowie zasobów przyrodniczych właśnie 17 czerwca. Wystarczy, że jedno z państw, które były na "nie" lub wstrzymały się od głosu - to Włochy, Węgry, Szwecja, Belgia, Finlandia, Austria i Polska - zmieni swój głos na "tak".
Ministrowie zwracają uwagę na poparcie dla prawa o odbudowie przyrody (ang. Nature Restoration Law) ze strony organizacji pozarządowych, naukowców i społeczeństwa. Podkreślają, że brak poparcia większości dla już wynegocjowanego porozumienia jest bardzo niepokojący.
Takie wycofywanie się z wcześniej uzgodnionych kompromisów, wyniku wielomiesięcznych negocjacji, zagraża naszym instytucjom demokratycznym i podważa proces tworzenia polityki UE. Naszym obowiązkiem jako państw członkowskich i ministrów jest konstruktywne podejście i praca nad wspólnymi rozwiązaniami w interesie europejskich obywateli
W liście zwrócono uwagę, że Unia Europejska zobowiązała się do lepszej ochrony środowiska naturalnego na forach międzynarodowych. Brak nowego prawa będzie postrzegany jako niedotrzymywanie obietnic złożonych przed resztą świata. Wreszcie napisano też o głównych powodach, dla których potrzebne jest nowe podeście do przyrody: Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem i "stoi w obliczu bezprecedensowych skutków kryzysów przyrodniczych i klimatycznych".
Poza niektórymi krajami Unii do rządu Tuska apelują też polscy obywatele i obywatelki - do 14 maja ponad 50 tys. razy podpisano internetową petycję w tej sprawie.
Prawo jest uznawane za przełomowe i stanowi jeden z filarów Europejskiego Zielonego Ładu. Miałoby pozwolić na renaturyzację terenów zdegradowanych, nawadnianie osuszonych mokradeł czy lepsze dbanie o zieleń w miastach.
Rząd PiS sprzeciwiał się temu prawu, podobnie jak wielu innym działaniom na rzecz stabilnego klimatu i ochrony przyrody. Ku głębokiemu zaskoczeniu i rozgoryczeniu naukowców i ekspertów, rząd Donalda Tuska poszedł w ślady poprzedników. Na konferencji prasowej premier stwierdził, że "rekomendacja z rządu była jednoznaczna" i "prawdopodobnie uda nam się w ogóle zablokować ten projekt". Dodał, że nawet gdyby "przeszło to wbrew nam", to będzie "w lepszej wersji, bez przymusu".
Od tego czasu - pomimo apeli i protestów polskich naukowców i ekologów - nie pojawił się żaden sygnał, by rząd KO, Lewicy i Trzeciej Drogi był skłonny do zmiany stanowiska.
"Głos Polski w tej sprawie usłyszy nie tylko każde unijne państwo, ale cały świat" - pisze grupa organizacji pozarządowych. Podkreślają, że "zdrowie, gospodarka, żywność czy bezpieczeństwo ludzi w Polsce i w Unii Europejskiej zależą od dobrej kondycji przyrody", bo ponad połowa światowego PKB zależy od przyrody.
Do przyjęcia przepisów brakuje bardzo niewiele. Konieczne jest poparcie co najmniej 55 proc. państw członkowskich reprezentujących nie mniej niż 65 proc. społeczeństwa UE. Teraz na "tak" jest 19 krajów (a więc 70 proc.), sześć państw jest przeciw, a dwa się wstrzymują. Jednak te 19 krajów stanowi 64,05 proc. społeczeństwa UE, zatem brakuje niespełna 1 proc. do przyjęcia rozporządzenia.
Organizacje podkreślają, że wbrew temu co pojawia się w krytyce przepisów, nie przewidują one dodatkowych obowiązków dla rolników lub właścicieli gruntów. Te obowiązki są nakładane na państwa członkowskie. Te powinny np. wprowadzić system zachęt, które spowodują, że obywatele i obywatelki skorzystają na lepszej ochronie przyrody.