Czerwony alert przed upałem, który może przekroczyć 40 stopni Celsjusza, zaczął obowiązywać we wtorek 13 sierpnia w 19 miejscach, między innymi na północy kraju - w Mediolanie, w środkowych Włoszech - we Florencji i Rzymie oraz na południu - w Neapolu i Palermo. W nocy temperatura nie będzie spadać poniżej 20 stopni Celsjusza. Sytuacja pogodowa ma się utrzymać do niedzieli 18 sierpnia.
Czerwone ostrzeżenie oznacza, że upały zagrażają zdrowiu wszystkich mieszkańców, a nie tylko dzieci czy osób starszych i chorych. W stanie gotowości do pomocy znajdują się służby medyczne i ochrona cywilna, a wolontariusze rozdają spragnionym na ulicach butelki z wodą mineralną. Władze Włoch zalecają, aby unikać bezpośredniego kontaktu ze światłem słonecznym w godzinach od 11 do 18.
Cytowany przez "The Guardian" Dr Pierpaolo Ciocchetti, dyrektor oddziału ratunkowego w szpitalu Fatebenefratelli w Rzymie, poradził, aby nie zgłaszać się do nich z chorobami, które można leczyć w domu. Szpitale zajmują się aktualnie przede wszystkim poszkodowanymi przez upały oraz chorymi na Covid.
W 2024 roku z powodu upałów w Europie zmarło już ponad 45 tysięcy osób. Najwięcej właśnie we Włoszech - niemal 13 tysięcy. Jak przypomniał "The Guardian", zaledwie w zeszłym tygodniu 26-letnia kobieta została poddana operacji przeszczepu wątroby po tym, jak zemdlała z powodu udaru cieplnego podczas pracy na farmie.
Interesujący jest fakt, iż skrajny upał nie odstrasza przy tym turystów. Liczba zagranicznych podróżnych we Włoszech jest szacowana na 2,5 proc. wyższą niż w poprzednim roku. W lipcu i sierpniu przyjezdni zapełniają centra największych miast, podczas gdy Włosi uciekają odpoczywać na plaży lub w górach, co ponownie utrudnia im wysoka temperatura.