Mogliśmy być lepiej przygotowani na powódź? "Zabrakło poczucia, że temat jest ważny"

- Dwa lata temu przygotowany był projekt ustawy o przygotowaniu planów adaptacji do zmian. Od marca czeka w Sejmie na pierwsze czytanie. Przyjęcie tego projektu powinno być teraz priorytetem władz - mówi Ilona Jędrasik, szefowa organizacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.
Powódź w Stroniu Śląskim (woj. dolnośląskie)
Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl

Południe Polski stopniowo podnosi się po przejściu powodzi. I coraz głośniej wybrzmiewają pytania, co można było zrobić, by lepiej się na nią przygotować - a przede wszystkim, co możemy zrobić teraz. Pytamy o to Ilonę Jędrasik, prezeskę fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi. Organizacja skupia się na wykorzystaniu mechanizmów prawa do ochrony przyrody, walki ze zmianą klimatu i jej skutkami. 

Czy wyciągniemy wnioski z tej powodzi?

Ilona Jędrasik: Wierzę, że władze widzą, że nie jest łatwo zarządzać skutkami kataklizmu, rządzić krajem ze sztabu kryzysowego. Wnioski, jakie powinniśmy wyciągnąć z tej powodzi, muszą obejmować prowadzenie polityki redukcji emisji gazów cieplarnianych oraz renaturyzację rzek i obszarów wokół nich. To są elementy adaptacji do zmian klimatu, po to, aby minimalizować przyszłe zniszczenia i unikać takich sytuacji. Spójrzmy na to, co udało się w miejscowości Pawonków. Miejscowość przetrwała powódź bez większych strat. Uratowała je nieuregulowana rzeka, pozostawione obszary zielone wokół i bobry, w skrócie to, co przyrodnicy nazywają małą retencją. Przyroda jest naszą sojuszniczką w walce ze zmianami klimatycznymi. 

Zobacz wideo Zbiorniki retencyjne - lekarstwo na powódź czy pieniądze w błoto?

Czego od polityków oczekujecie?

Potrzebujemy silnego systemu zapobiegania kataklizmom i wzmacniania naszej odporności na nie. Oczekuję też, że tragiczna w skutkach powódź będzie okazją do solidarności politycznej, nie tylko społecznej, w budowaniu naszej odporności. Niestety ta powódź najpewniej nie jest powodzią tysiąclecia. Naukowcy wskazują, że katastrofalnych skutków zmian klimatu będzie coraz więcej. Średnia temperatura na Ziemi już wzrosła o 1,5 stopnia. Jeśli nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, to będzie dalej rosła - przy 3 stopniach ocieplenia, częstotliwość i intensywność takich zjawisk wzrasta o kilkadziesiąt procent.

Co możemy zrobić?

Po pierwsze, przyjąć w końcu polską politykę klimatyczną, której ramą powinna być dedykowana ustawa o ochronie klimatu. Taka ustawa powinna zawierać w sobie cele i ścieżki dojścia do redukcji emisji gazów cieplarnianych oraz obowiązki państwa i samorządów w zakresie adaptacji do zmian klimatycznych. Po drugie powinniśmy mądrze wykorzystywać najtańsze rozwiązania - rozwiązania, które oferuje sama przyroda - małą retencję wykonywaną przez bobry, ochronę lasów, ochronę mokradeł, w tym torfowisk, które są naturalną gąbką - gromadzą wodę, co pomaga w czasach suszy i w czasach powodzi.

Czego więc zabrakło?

Chyba zabrakło poczucia, że temat zmiany klimatu jest ważny i pilny. Oczywiście nie pomógł COVID, protesty rolnicze, wojna w Ukrainie, kalendarz wyborczy. Niestety kryzys klimatyczny nie poczeka na swoją kolej. Już trwa i wymaga pilnych rozwiązań. Dwa lata temu przygotowany był projekt ustawy o przygotowaniu planów adaptacji do zmian klimatu w miastach powyżej 20 tys. mieszkańców. Od marca czeka w Sejmie na pierwsze czytanie. Przyjęcie tego projektu powinno być teraz priorytetem władz.

Co konkretnie dałyby takie plany adaptacji miastom, które teraz dotknęła powódź? 

Wrocław jest miastem, które taki plan posiada od 2019 r. i pewnie najlepiej zapytać jego włodarzy. Wszystko wskazuje na to, że miastu uda się uniknąć powodzi. Plany adaptacji dają miastom rzetelną informację, jakie tereny są najbardziej zagrożone, jaka infrastruktura krytyczna jest potrzebna, jakie środki należy wygospodarować na adaptację do zmian klimatu itd. Teraz podobne plany powinny mieć mniejsze miasta, a także tereny wiejskie.  

Ale miasta mają już plany reagowania kryzysowego, wiedzę o terenach zalewowych. Co więcej dadzą takie plany?

Reagowanie kryzysowe dotyczy ostatnich godzin przed spodziewanym kataklizmem oraz momentu jego nadejścia. Plany adaptacji wymuszają myślenie na wiele lat do przodu i wiele nieszczęśliwych zdarzeń do przodu. Mają wskazywać rozwiązywanie problemów, nie tylko jak już tu są, ale dużo wcześniej przeciwdziałanie pojawieniu się ich. Chociażby przez postawienie na niebiesko-zieloną infrastrukturę.

Co to za rozwiązania? I w jaki sposób mogą chronić przed powodzią?

Zacznijmy od samych rzek. Priorytetem powinna być ich szeroko zakrojona renaturyzacja - na przykład przywracanie naturalnych meandrów, oddawanie rzekom dostępu do terenów, na które mogą bezpiecznie wylewać, odtwarzanie nadrzecznych terenów podmokłych - oczywiście tam, gdzie jest to możliwe i bezpieczne dla mieszkańców. Dlatego niedawno przyjęte unijne prawo odbudowy przyrody, czyli tzw. NRL, musi stać się narzędziem strategicznej walki z kryzysem klimatycznym poprzez regenerację kluczowych ekosystemów.

Każdy kraj UE ma dwa lata na opracowanie planu odtwarzania zdegradowanych ekosystemów, w tym terenów podmokłych, lasów i rzek. W Polsce to musi stać się priorytetem, który przywróci równowagę przyrodzie i wzmocni odporność na skutki zmian klimatycznych.

Z drugiej strony wiele słyszymy o roli konkretnej infrastruktury, jak zbiorniki, w chronieniu miejscowości przed powodzią.

Pamiętajmy, że w tej część Polski, Odra i jej dorzecza, były regulowane od bardzo dawna. Mamy uregulowane brzegi, kanały i gęsto zaludnione tereny przy rzekach. To jasne, że w niektórych miejscach przywrócenie naturalnego biegu jest już niemożliwe. Tam utrzymanie niektórych elementów tak zwanej szarej infrastruktury,  czyli na przykład niektórych zbiorników retencyjnych, może okazać się koniecznością. Natomiast nie powinniśmy patrzeć na to jako na jedyne rozwiązanie problemu. Tam, gdzie to możliwe, tańsze i skuteczne jest poleganie na przyrodzie - naturalnej retencji, pozostawiania rzekom miejsca do rozlewania się, jeśli nie są zagrożeni mieszkańcy.

Dlatego apelujemy o zajęcie się sprawą planów adaptacji, a także wykorzystania europejskiego prawa o odbudowie zasobów przyrodniczych, które dokładnie o takich rozwiązaniach mówi. Rozwiązania oparte na naturze realizują jednocześnie inne cele. 

To znaczy?

Obok zagrożenia powodziami, właściwie jednocześnie, mamy postępujący problem z suszą. Susza nie pojawia się już u nas raz na kilka albo kilkanaście lat, tylko jest z nami właściwie stale. Zatrzymywanie wody w krajobrazie pozwala nam ograniczać suszę - bo ta woda w przypadku intensywnego deszczu nie spłynie w całości do rzeki, tylko zostanie w glebie. Takie rozwiązanie to też pochłanianie dwutlenku węgla (co świetnie robią lasy i mokradła), ochrona różnorodności biologicznej. Poprawiają naszą jakość życia, bo przyroda oczyszcza wodę, powietrze, daje miejsce do odpoczynku.

Jak spiąć te wszystkie aspekty?

ClientEarth zaproponowało 1,5 roku temu przyjęcie ustawy prawo o ochronie klimatu, która regulowałaby różne aspekty działania państwa wobec zmiany klimatu. Także ograniczanie emisji. Tak długo, jak długo spalamy paliwa kopalne, temperatura będzie się podnosić. Przy obecnym kursie polityki państw świata idziemy na ocieplenie o ponad 3 stopnie Celsjusza do końca tego stulecia. Teraz mamy 1,3 stopnia i już widzimy potężne skutki. Nie damy rady się przystosować, jeśli z dekady na dekadę klęski klimatyczne będą nie tylko wracać, ale będą coraz silniejsze. Musimy ściąć emisje i zatrzymać zmianę klimatu. 

Co dokładnie jest w tej ustawie?

Nasz projekt zakłada m.in. przyjęcie celu klimatycznego dla Polski na lata 40. XXI w. oraz określenie budżetów emisyjnych (pułapów emisji, jakie można wykorzystać w danym okresie) dla całej gospodarki oraz w podziale na sektory. Postulujemy również przyznanie prawa do życia w bezpiecznym klimacie, co obejmuje ochronę przed skutkami zmian klimatycznych, a także prawo do domagania się od władz działań na rzecz ochrony klimatu. Jak dziś widzimy, rządy i samorządy muszą robić znacznie więcej niż dotychczas. I dotyczy to wszystkich partii politycznych. Skutki zmian klimatu dotykają nas wszystkich. 

Więcej o: